<?xml version='1.0' encoding='UTF-8'?><?xml-stylesheet href="http://www.blogger.com/styles/atom.css" type="text/css"?><feed xmlns='http://www.w3.org/2005/Atom' xmlns:openSearch='http://a9.com/-/spec/opensearchrss/1.0/' xmlns:georss='http://www.georss.org/georss' xmlns:gd='http://schemas.google.com/g/2005' xmlns:thr='http://purl.org/syndication/thread/1.0'><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653</id><updated>2011-08-22T19:29:14.194+02:00</updated><title type='text'>Cinnamon</title><subtitle type='html'></subtitle><link rel='http://schemas.google.com/g/2005#feed' type='application/atom+xml' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/feeds/posts/default'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default?max-results=100'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/'/><link rel='hub' href='http://pubsubhubbub.appspot.com/'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author><generator version='7.00' uri='http://www.blogger.com'>Blogger</generator><openSearch:totalResults>26</openSearch:totalResults><openSearch:startIndex>1</openSearch:startIndex><openSearch:itemsPerPage>100</openSearch:itemsPerPage><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-3089983932278508453</id><published>2011-06-30T17:21:00.007+02:00</published><updated>2011-07-01T07:55:33.108+02:00</updated><title type='text'>Psalm XXVI. Nie ma, nie ma wody na pustyni.</title><content type='html'>&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #632423; font-size: medium;"&gt;&amp;nbsp;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #cc0000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp; &amp;nbsp;&amp;nbsp;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Był identyczny, cholera, IDENTYCZNY, rozumiesz?”- ręce trzęsły się Tadhgowi tak bardzo, że nie był w stanie utrzymać kubka z ziołami, które Cinnamon zaparzyła we wrzątku i modlitwie do Madriel z nadzieją, że usunie z organizmu czarodzieja resztki wyjątkowo paskudnej trucizny, którą uraczył go najwyraźniej sam Pan Namiestnik. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Nie, nie rozumiem. I nawet nie zamierzam udawać, że jest inaczej.” – zrezygnowana kapłanka wyjęła kupek z dłoni nekromanty i z westchnieniem podniosła naczynie do wciąż zabarwionych zielonkawo warg ofiary trucizny. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Bez dyskusji- pij!” – syknęła, ucinając wszelkie potencjalne protesty typu „nie jestem dzieckiem ani kaleką, Cinnamon, sam potrafię – tu opis stosownej czynności dnia codziennego.” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Nie rozumiała. Nie rozumiała, jak ani dlaczego udało im się w ogóle wynająć magazyn w dokach, znaleźć wszystkie trefne ładunki broni i dostarczyć je na wskazaną plażę. Nie miała pojęcia (aczkolwiek miała pewne podejrzenia), jakim cudem udało się osobom, powiązanym z namiestnikiem Kalasthii dotrzeć do nich i namówić czarodzieja na to, żeby zamiast cierpiącego na ataki szału namiestnika złożył raport. Nie przychodziło jej do głowy, jakim cudem Tadhg miałby być absolutnie identyczny z tym namiestnikiem. A przede wszystkim&amp;nbsp; za nic nie umiała odgadnąć, dlaczego w takim razie ich nekromanty, czy był kopią czy oryginałem, po prostu nie zamordowano. Tylko usiłowano otruć. I za cholerę nie wiedziała co będzie, jak z kimś takim wjadą do Hollowfaust, Miasta Nekromantów.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;I nie zamierzała podejmować wysiłków, żeby zrozumieć. Cokolwiek działo się wokół czarodzieja, było zbyt potężne, zbyt dziwne, zbyt… po prostu ZBYT, żeby pokusić się chociaż o zgadywankę, co się działo. Albo co zrobić, żeby przestało się dziać. Wobec czego odebrała chłopakowi pusty kubek i za pomocą krótkiego „Spróbuj się teraz przespać, dobrze Ci zrobi, niedługo dopływamy” zaakcentowała swój absolutny brak życzenia, aby wysłuchiwać porcji kolejnych domysłów, spekulacji oraz przypuszczeń co do Prawdziwej Natury Pana Ambasadora Miasta Hollowfaust w Mieście Mithrill. Po czym, pozostawiwszy pieczy zdezorientowanego ale przytomnego Guillerma łóżko z zawiniętym w pled po czubek nosa, mamroczącym nekromantą, powlokła się zrezygnowana do dzielonej z Maevis i Anabeth kajuty i ciężko opadła na swoją koję.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Śniło jej się Miasto. Po raz kolejny błąkała się wyludnionymi, zalanymi południowym słońcem ulicami, które wydawały się ciągnąć w nieskończoność, bez początku i końca. Wiedziała, że zaledwie parę godzin wcześniej, o świcie, weszła przez bramy miejskie w poszukiwaniu czegoś istotnego co, miała pewność, czekało na nią tutaj, w tym miejscu. Wystarczyło tylko… przypomnieć sobie. Coś… ktoś czekał. To chyba tutaj, na prawo. Te pomalowane na niebiesko drzwi. Kołatka… taka śmieszna kołatka która wygląda jak dłoń. Odcięta równo, starannie w nadgarstku. Kroki, gdzieś w głębi domu. Nagły przeciąg z szeroko otwartych na jej powitanie drzwi szarpnął połami sukni, zwiał na twarz wymykające się z upięcia pasma włosów. „Muszę obciąć włosy” – pomyślała, mrugając gwałtownie, przyzwyczajając oczy do panującego za pomalowanymi na niebiesko drzwiami mroku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „To Ty…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Cinnamon”- mrugała gwałtownie, przyzwyczajając oczy do zalewającego kajutę światła. „Wstań, dopłynęliśmy.” Rajmund pochylał się nad nią z troską. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „ Chyba…” – zaczął z wahaniem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Tak, czas wstawać, dzięki, Rajmund” – wstała szybko, odgarniając włosy, dając paladynowi do zrozumienia, że nie będzie żadnych pytań. Ani żadnych odpowiedzi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; --------------------------&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „No dobra, to z którą karawaną się zbierzemy? Kurduple? Bakałarze? Czy małolata z obstawą?” – podsumował krótko ich możliwości Guillermo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „A nie możemy sami?” – zakaprysiła gdzieś spomiędzy juków Anabeth.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Nie, Anabeth, nie możemy. I to z dwóch powodów. Po pierwsze- obstawie karawany się płaci za obstawianie, a my potrzebujemy kasy. A po drugie, jeśli chodzi o obstawy, to ich członkowie mają największe statystyczne szanse przeżycia.” – rzeczowo podsumował Rajmund. „Po szlaku do Hollowfaust włóczą się giganty i napadają na podróżnych, jak będziemy w liczniejszej karawanie istnieje znacząca szansa, że napadną na innych jej członków, niż my sami. Poza tym sama słyszałaś tego zbrojnego od małolaty- bakałarzy da się połączyć z nimi w jedną karawanę. Kurdupli połączyć w karawanę nie da się z nikim.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „No to sprawa prosta jest! Gryzipiórki dają kasę, lala w worku na głowie też daje kasę, to jest razem więcej kasy, niż dają same kurduple!” – popisał się znajomością podstawowej arytmetyki Szprota.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „A Ty tylko o jednym, Szprota!” – zaperzył się Rajmund.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Nieprawda, wcale nie o jednym” – urażony półork nabrał powietrza, z wyraźną ochotą naprostowania paladynowi ścieżek.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Szprota ma rację” – rozpaczliwie wcięła się kapłanka mająca, jak większość obecnych, niejakie pojęcie o &amp;nbsp;spectrum zainteresowań Szproty i absolutne przekonanie o zbędności jego rozwijania przed ich zdegustowanymi uszami. „Dwie grupy w karawanie, to kasa z dwóch źródeł. Guill, idź proszę do obstawy lali w wor… woalce i powiedz, że wyruszamy o zachodzie słońca razem z bakałarzami. Rajmund, skocz do bakałarzy, powiedz, że się zgadzamy i zapytaj, co mają do zaoferowania w zakresie obrony własnej. Bo jeżeli tylko nas to mam szczerą nadzieję, że to będzie długa i nudna jazda przez pustynię.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp;&amp;nbsp; ---------------------------&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „Słuchajcie, ona jest jakaś dziwna, ta zawoalowana.” – zamruczał konspiracyjnie Guillermo przy kolacji. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „No jasne, że jest dziwna- kto normalny podróżuje po pustyni w takiej gęstej, ciemnej woalce. Po PUSTYNI! Ja osobiście uważam, że ona jest jakoś oszpecona. Może ma bliznę na twarzy. A może jakąś chorobę skóry…” – rozkręcała się Anabeth znad trzymanego w rękach słoiczka z jakimś lepkim, żółtawym mazidłem, które nie dalej niż dziesięć minut wcześniej usiłowała zareklamować Cinnamon &amp;nbsp;jako znakomitą substancję nawilżającą do skłonnej do podrażnień cery suchej. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „A może ma alabastrową cerę, której nie chce popsuć na słońcu.” – kapłanka dostarczyła wyobraźni czarodziejki nowej pożywki, obrzucając nieprzychylnym spojrzeniem słoiczek. „No dobra- a z mieczem w łapie i przy użyciu &lt;i&gt;Detecta&lt;/i&gt; co widać?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „No właśnie o to chodzi! Że kogoś znacznie starszego, niż jakaś smarkata szlachcianka.” – od strony Anabeth dobiegło triumfujące prychnięcie. –„A ta jej lektyka nie dość, że wali magią, to jeszcze nie jest to szczególnie dobra magia.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;- „No też mi niespodzianka- w obstawie ma antypaladyna, ale sama nie jest dobrocią i miłością!” – skomentował nekromanta.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;-„No dobra, dobra- trzeba po prostu obejrzeć ją sobie z bliska i przepytać połączonymi siłami. Może jutro przy śniadaniu? Zrobię &lt;i&gt;Heroe’s Feast&lt;/i&gt;… żadnych fontann z czekoladą, szampana i półnagich kelnerów, przyrzekam!” – pośpiesznie uzupełniła na widok otwierających się, niewątpliwie w chęci wygłoszenia jakiegoś odnoszącego się do wypadków minionego poranka komentarza, ust Tadhga. „Zaprosimy pannę razem z nianią i Gian Carlem i obejrzymy ją sobie, co Wy na to?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000; font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;Ale zanim mieli okazję zjeść wspólne śniadanie miały miejsce dwa istotne, brzemienne w skutki wydarzenia. Po pierwsze Guillerma, Gadającego Z-Duchami, Szybkiego- Jak- Błyskawica, Zwinnego- Jak- Jaszczurka, Kryjącego- Się- W- Cieniach Guillerma okradziono. Co prawda z dóbr, które niewiele wcześniej sam był ukradł- ale kradzież pozostaje kradzieżą. Zwłaszcza, kiedy to my pozostajemy po stronie okradanej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-family: Verdana, sans-serif;"&gt;A po drugie spotkali pierwsze giganty.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="font-size: medium;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-size: 19px; text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: #990000;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="MsoNormal" style="font-size: 19px; text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-3089983932278508453?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3089983932278508453'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3089983932278508453'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2011/06/psalm-xxvi-nie-ma-nie-ma-wody-na_30.html' title='Psalm XXVI. Nie ma, nie ma wody na pustyni.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-4754750073476297310</id><published>2010-11-25T12:04:00.006+01:00</published><updated>2010-11-25T19:57:43.849+01:00</updated><title type='text'>Psalm XXV. Morski, czyli dziewięć sążni wody i sześć błota stóp.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;A to powinni posiać dookoła tego cmentarza. Powinno ładnie zdjąć klątwę z ziemi.”- Cinnamon rozwiązała troczki małego, brunatnego woreczka i wysypała na dłoń pomarszczone, czerwone ziarenka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Najpierw wraca Wasz nekromanta ze Zbrojnym Ramieniem i opowiadają, że &lt;i&gt;High Gorgony&lt;/i&gt;, że sztuczne dżdżownice, wielkie jak domy i że Ty to już nie Ty, tylko dorodna żmija, na gościnnych występach w Mithrill razem z Waszą magiczką i tym ciemnym chłopcem, potem znikają, potem pół nocy widać wybuchy od zachodu, potem wracają i idą spać albo pić, a na koniec wracasz Ty i namawiasz mnie na roboty ogrodowe.”- pokręciła głowa Lizetta. – „Daję słowo- znajomość z Wami to źródło nieustannych niespodzianek. Oraz zgryzoty.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„No to Ci tłumaczę jak komu dobremu- nasiona róż dostałam w świątyni Madriel, jak wyrosną, poświęcą ziemię na cmentarzu Orków. Bo w tej chwili ta ziemia nadaje się do nawożenia piekła, taki ma odczyn. Ja, żeby ten efekt ręcznie odwrócić, musiałabym tu chyba zamieszkać i wzywać imienia Bogini codziennie, przez najbliższe kilka lat. Korzyści z tego będą różnorakie- spokój ducha i ciała Orków na cmentarzu, spokój ducha Orków w wiosce, ładny zapach w powietrzu i potencjalny surowiec do produkcji olejku.”- urwała Cinnamon. Głownie dlatego, że od cierpliwego tłumaczenia co i jak zdążyła już zachrypnąć.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„No dobra- to co teraz zamierzacie? Jeżeli oczywiście wolno spytać. Bo ja wracam- moja misja tutaj skończona. Razem z posianiem tego rozarium i oklepaniem ostatniego chorego Orka.”- Lizetta bez przekonania odebrała od Cinnamon brunatny woreczek i zaczęła zawiązywać staranny supeł na jego troczkach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Co teraz? Nie wiem… Ale założę się, o co chcesz, że przed zachodem słońca będę już wiedziała.”- uśmiechnęła się krzywo kapłanka. Po czym ziewnęła szeroko. Od ostatniej wizyty w mieście Mithrill praktycznie cały czas chciało jej się spać. To może by tak zacząć od małej drzemki?&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-left: 141.6pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;----------------------&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Cinnamon, śpisz?”- przenikliwy szept Tadhga tuż nad jej uchem mógłby prawdopodobnie wyrwać ze snu wiecznego populację średniej wielkości cmentarza.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„JUŻ nie .”- wymamrotała kwaśno, gramoląc się spod koca. „Stało się coś?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Noo... niby niee... Tylko...”- zazwyczaj ponadprzeciętnie elokwentny czarodziej dukał niczym Guillermo, zmuszony do odezwania się do żywej kobiety.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Zacznijże się jąkać pełnymi zdaniami, Tadhg, ja się tu starzeję!”- zirytowana i już całkiem, niestety, obudzona, Cinnamon usiadła z rozmachem na łóżku i wbiła w nekromantę złe spojrzenie lawendowych oczu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„No więc.. dostałem list...”- przycupnięty w nogach jej łóżka, owinięty peleryną czarodziej wyglądał jak chuda kawka, którą trapi nieżyt żołądka.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„I?!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„CobyśpowiedziałanajazdęzemnądoHolloufaust?”- wyrzucił z siebie rozpaczliwie, wyłamując palce i nadal starannie unikając kontaktu wzrokowego z niewyspaną kapłanką. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„A-więc to dlatego jest taki zestrachany.”- pomyślała, a na głos powiedziała tylko- „W życiu nie byłam w Holloufaust, chętnie zobaczę matecznik nekromantów.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;                                               ----------------------&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Nienawidzę, kurwa, pływać- nienawidzę!”- nadal bardziej zielony niż czarny Guillermo leżał bez życia w kajucie, starając się utrzymać w żołądku odrobinę wody, jaka udało mi się w siebie wmusić od czasu ostatniego aktu czczenia Boga Mórz.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Problem leży nie w pływaniu, bo to masz dobrze opanowane, tylko w ilości tego, co w siebie wepchnąłeś na kolację.”- pouczyła Cinnamon – „Oraz czym to popiłeś. Uprzedzałam, że zagryzanie baraniny ptysiem i popijanie tego piwem może nie być najlepszym pomysłem?” od strony, gdzie dogorywał Grill, dobiegł ich jedynie głuchy jęk.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Bo Ty niewłaściwy stosunek do marynarki masz.”- odezwał się zza stołu chwilowo nie chorujący Szprota, opróżniający właśnie trzecią butelkę gorzałki ( istniało pewne podejrzenie co do występowania ścisłego związku przyczynowego między jednym a drugim ). - „Bo to się robi tak: najpierw się pije, potem się rzyga, potem się pije, potem się znowu rzyga, a potem się pije i już nie rzyga, więc się pije więcej, żeby nie rzygać.”- wyjaśnił, z wprawą odszpuntowując kolejną butelkę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„W każdym razie czegokolwiek byś, Guill, nie robił- bardzo Cię proszę, pamiętaj, że podróżujemy incognito.” - kapłanka wprawnym ruchem podsunęła pusty chwilowo kieliszek po winie pod zachęcająco bulgoczącą flaszkę, którą Maevis właśnie ostrożnie wypuszczała z czułych objęć, żeby nalać sobie Chateau de Kalastia. „Miły Pan Organizator rejsu, którego nam naraiła siostra Tadhga, żebyśmy dotarli do Holloufaust w tym stuleciu, oraz Pan Kapitan mówili wyraźnie- używać tylko imion tymczasowych, nie rozmawiać z innymi pasażerami, przebywać jak najmniej na pokładzie i jak najwięcej w swoich kajutach.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„No to trza iść, jak tylko w swoich, bo my w waszej jesteśmy…” – zaczął się gramolić z łoża boleści Guillermo dokładnie w chwili, kiedy drzwi otworzyły się z rozmachem i stanął w nich nekromanta. „Zbierajcie się, robota jest.”- zakomunikował krótko.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Znowu trzeba posprzątać? Myślałem, że już wszystko starłem po Guillermie…”- podniósł się Rajmund.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Nie taka robota!” – osadził go czarodziej „ Taka za pieniądze. Wyteleportują nas za dziesięć minut, w jakieś doki, mamy zlokalizować ukradziony ładunek broni i na powrót wprowadzić w jego posiadanie pozbawionego tegoż właściciela. Zostawiamy tu dobytek, bo potem wracamy na statek. Anabeth- może rozłóż dywanik; powiedzieli, co prawda, że mamy tu wrócić, ale nie mówili, jak…”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Ładunek czego konkretnie?” – zażądał klaryfikacji jak zawsze konkretny i skrupulatny paladyn.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Broni. Kalastiańskiej.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Jak ja będę lokalizować Bronię, taka pijana?” – zaległą po tych słowach Pana Ambasadora głuchą ciszę przerwało zadziwienie Cinnamon.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;„Jak to- jak? Jak zwykle! Czy to pierwszy raz, kiedy rzucasz czary po pijaku?” – uśmiechnął się do niej Tadhg, uchylając się przed rzuconą z dużą siłą i odwrotnie proporcjonalną do tej siły celnością pomarańczą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-left: 141.6pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;----------------------&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Drugi z rzucanych w jednej serii teleportów przeniósł ich na klepisko kiepsko oświetlonej, okazałej stodoły.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Wypełnionej uzbrojonym po zęby oddziałem żołnierzy.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-4754750073476297310?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/4754750073476297310'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/4754750073476297310'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2010/11/psalm-xxv-morski-czyli-dziewiec-sazni.html' title='Psalm XXV. Morski, czyli dziewięć sążni wody i sześć błota stóp.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-868165236426793981</id><published>2010-11-01T17:46:00.008+01:00</published><updated>2010-11-20T15:57:33.465+01:00</updated><title type='text'>Psalm XXIV. Cmentarny, czyli rzecz o grzebaniu.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Zamienieni przez Cinnamon w mlecznobiałą mgłę, szybko przemieszczali się z wiatrem dnem wąwozu ku potężnej jaskini, w której przy okazji popołudniowego zwiadu Guillermo wytropił ( a Cinnamon przez &lt;i&gt;Holy Channel&lt;/i&gt; wyczuła) obecność czegoś potężnego, starego. I głodnego. Zdeterminowani skończyć jeszcze przed zachodem słońca sprawę zarówno nieznanej obecności, która całe dnie najprawdopodobniej przesypiała w jaskini jak i, jeśli uda się to za jednym zamachem, Łysego w Pierzastym Paltocie, do którego Tadhg starannie pielęgnował od poprzedniego wieczora głęboką wrogość osobistą, kończyli ustalać plan działania, stale nabierając prędkości.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Guillermo, idziesz pierwszy. Ja z Maevis zabezpieczam kapłankę, Szprota pilnuje tyłów, Tadhg z Anabeth pod sufit w momencie, kiedy wejdziemy do jaskini”- dyrygował paladyn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Rajmund, tam jest wąski korytarz do samej jaskini, trzeba będzie gęsiego”- zaraportował Guill.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Dobra- w takim razie ja za Tobą, Maevis przed Szprotą”- zatrzymali się przed wejściem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Materializujemy się na powrót na raz…”- zakomenderowała Cinnamon i przez chwilę przyglądała się uważnie, jak w bursztynowym świetle wczesnego popołudnia powoli materializują się wokół niej towarzysze, nabierając stopniowo ludzkich kształtów i wypełniając je powoli kolorami.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„No dobra- wszyscy są? Wszyscy wszystko mają? Nikomu niczego nie brakuje- nosa albo palca? To idziemy”- kapłanka stłumiła uśmiech na widok nerwowo obmacującej sobie twarz Anabeth i ruszyła za Rajmundem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-left: 177pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;….&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Krótki, ciemny korytarzyk prowadził między stromymi ścianami jaskini wprost do ogromnej groty. Stanęli niepewnie u wejścia. No i co teraz?&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Jak to co? Szukamy!”- paladyn pewnie zrobił dwa kroki w przód i zaczął recytować formułę zaklęcia &lt;i&gt;Wykrywania Zła&lt;/i&gt;. „Tam”- już po chwili zdecydowanie wskazał im kierunek- ku centrum jaskini. „Rozproszyć się i przystąpić do czynności!” – skrzypnął służbiście.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„No dobra- ale czego my tu właściwie szukamy? Guza chyba?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Nie marudź, Guill- szukaj czegokolwiek, co nie wyglądałoby jak część jaskini.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Eeee… Tadhg… masz może na myśli tę parę czerwonych ślepiów w korytarzu?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Jaką  pa…”- czarodziej zastygł w górze, wpatrzony w wielkie, błyszczące oczy, wpatrujące się w nich spod sufitu korytarza.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Szprota, Maevis, do mnie, zająć pozycje, przygotować się.”- przejął kontrolę nad sytuacją paladyn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;A przynajmniej tak mu się wydawało. Kiedy pewnie, szybko rozstawiał ich skromne ramię zbrojne do przyjęcia ataku, chłodne palce złapały nadgarstek Cinnamon i pociągnęły ją w mrok pod ścianę jaskini. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Potrzebuję od Ciebie tego, co zwykle. Gotowa?”-wymruczał jej wprost do ucha prawie pieszczotliwie czarodziej.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Oj, Tadhg, Tobie tylko jedno w głowie. I to zawsze z Tobą w głównej roli solisty”- westchnęła, podwijając rękaw.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Nieprawda- równie często miewam ochotę na co najmniej dwa zaklęcia. Tylko do tamtego nie potrzebuję pożyczać od Ciebie życia.” – szept nekromanty przeszedł w inkantację rzucanego właśnie czaru. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Nawet nie spytał tym razem, ile wziąć- kiedyś mnie w ten sposób zabije.”- pomyślała, opierając się plecami o chłodną ścianę  i walcząc z falą mdłości i gwałtownymi zawrotami głowy. Jej słaby szept inkantacji zaklęcia leczącego splótł się z pewnym głosem Tadhga, rzucającego właśnie swój ulubiony czar. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Co do…?”- reszta zaalarmowanego pytania paladyna zniknęła w tyleż efektownym, co głośnym rozbłysku magii, zabójczej dla doczepionej do pary ślepiów, gigantycznej pajęczycy. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„No do cholery jasnej, Tadhg- nie mogłeś uprzedzić, co będziesz tu robił? A jak teraz ktoś będzie potrzebował Twojej pomocy- to co? Jesteś słaby jak dziecko i nie do wyleczenia przez następne parę godzin! A Cinnamon jak przez Ciebie wygląda? Zielona jest całkiem!” – gderał już po chwili Rajmund, niechętnie chowając bezużyteczny już miecz i przemieszczając się za kapłanką ku centrum jaskini.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„A na co miałem czekać, gdybyś mi był łaskaw wyjaśnić? Na to, że Was napadnie i zje? Skoro mogłem to załatwić od ręki jednym zaklęciem?”- najeżył się nekromanta spod sufitu, pod którym majestatycznie dryfował. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Tymczasem Cinnamon badawczo przyglądała się miejscu, gdzie Guillermo odkrył ni mniej ni więcej, tylko cmentarz. „To dlatego duchy Orków nie zaznają spokoju- to by trzeba było wszystko poświęcić. Spróbuję teraz konsekrować, ale potem trzebaby tu wrócić z czymś mocniejszym i wyświęcić to miejsce. Spróbujmy..”- podniosła rękę do rzucania czaru.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Nie zdążyła. Ziemia dosłownie rozwarła się pod nimi i w fontannie kurzu i pacyn błota na wiele metrów nad dno jaskini, prawie pod jej sklepienie, wystrzeliła monstrualnych rozmiarów dżdżownica.”Kur…”- Guillermo złapał równowagę, utrzymał się na nogach i odwrócił ku Cinnamon.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt; W miejscu, w którym jeszcze przed chwilą stała kapłanka wraz z Rajmundem i Maevis, ziała potężna wyrwa, po ścianie której z dużą prędkością osuwała się ziemia. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„KURWA MAĆ! Żyjecie? Rajmund! Maevis!! CINNAMON!!!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;                                                        ….&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Walcząc o każdy oddech, Cinnamon szybko zjeżdżała wraz z lawiną ziemi w głąb wyrwy. Palce bezradnie przesuwały się po zwałach luźnych kamyków, piachu i błota, nie znajdując żadnego punktu zaczepienia pewnego na tyle, żeby zatrzymał elfkę, albo chociaż wyhamował jej pęd. „Jak głębokie to jest? Jeśli za chwilę się nie zatrzymam, pogrzebie mnie żywcem. Nigdy nie myślałam, że skończę uduszona, pogrzebana żywcem pod cmentarzem Orków, w jakiejś zapomnianej przez elfy i Madriel jaskini.” pomyślała gorzko po czym jęknęła, kiedy wystający korzeń omal nie wyrwał jej dłoni z nadgarstka. Przy okazji jednak zatrzymując ją w miejscu. I to takim, w którym po chwili rozpaczliwego wierzgania znalazła oparcie dla stóp. Przez chwilę po prostu trwała bez ruchu, uspokajając oddech, wsłuchując się w siebie, analizując. Chyba niczego nie złamała. Nie czuła też poważniejszych skaleczeń. Łączący ją z Guillermo &lt;i&gt;Holy Channel&lt;/i&gt; pozostał nienaruszony- czuła wyraźnie, że chłopak był spanikowany. Ale cały i zdrowy. Po chwili zaryzykowała ostrożne otwarcie oczu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Ciemność. Absolutne, hollowfaustiańskie ciemności.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„No dobra. Zastanów się, Cinnamon, co możesz zrobić. Przejrzyjmy dostępne dziś zaklęcia. Pomyślmy- tak, najprościej będzie zamienić się z powrotem w mgłę i….”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Witaj.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Słowa nie zostały wypowiedziane, a pomyślane wprost w jej głowie. Trochę poniżej jej oczu rozjarzyło się światło, ukazując poły bardzo kosztownego, bogato zdobionego płaszcza z aksamitu. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Zimno Ci… Już niedługo. Pozwól, że się Tobą zaopiekuję.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-family:'Bradley Hand ITC';"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Zanim zdążyła cokolwiek zrobić, pomyśleć czy choćby drgnąć, poły płaszcza rozchyliły się, ukazując rozjarzone zimnym światłem wnętrze ciała &lt;i&gt;High Gorgon&lt;/i&gt;, pełne kłębiących się, syczących węży. Przez krótką chwilę walczyła z całych sił żeby zostać tu, gdzie stała, uczepiona kurczowo wystającego z otaczającej ją ziemi korzenia. A potem ciemność i cisza zamknęły się wokół niej, otulając jak bogato zdobiony płaszcz z aksamitu.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;                                               ….&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„A co znaczy umrzeć?” – dociekam, zdeterminowana wydrzeć ze starszego brata odpowiedź na każde nurtujące mnie pytanie. A w tej chwili interesuje mnie właśnie to- koncepcja śmierci.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Niebyć” – wzrusza ramionami Thyme.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Jak to- nie być?”- jak każda smarkula bezkrytycznie ubóstwiam swojego starszego brata, który jest dla mnie autorytetem absolutnym i wie wszystko o wszystkim prawie tak dobrze, jak Mama, ale narasta we mnie straszne przeczucie, że tym razem jest sobie ze mnie żartowane.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„No- niebyt. Jak… jak wtedy, kiedy z kimś rozmawiasz i potem on wychodzi z pokoju, ten ktoś. I go nie ma.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale przecież mogę pójść za nim!” – tryumfalnie obwieszczam swoją przewagę intelektualną nad starszym bratem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„No więc- nie możesz.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Mogę!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Wyobraź sobie, że nie możesz. Że zawsze mieszkasz tylko w tym pokoju. Całe życie. Nigdy z niego nie wychodzisz.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„To jakieś głupie!”- protestuję podejrzliwie. „Kto chciałby całe życie mieszkać w jednym pokoju?! To NUDNE!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale to jest taki ogrooooomny pokój! I w tym pokoju mieszkają też inni. I czasem niektórzy wychodzą. I wracają. A czasem wychodzą i nie wracają. Już nigdy. I to znaczy, że taki ktoś jest umarty.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale przecież jak taki ktoś nie wraca to znaczy, że się zgubił.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Jak to- zgubił? Gdzie się zgubił?”- wytrzeszcza na mnie oczy brat.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„No.. w innym pokoju. Tam, gdzie poszedł!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale oni nie idą do innego pokoju… Albo idą-ale nikt tam nie może wejść z innych pokoi.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„To ja będę! Będę chodzić do tych wszystkich pokoi i pomagać innym wracać! Żeby się nie gubili!”- obwieszczam dumnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale nie wszystkich da się znaleźć- niektórzy zostają zginięci.”- przekonuje mnie brat.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Czemu?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Bo… bo… Przestań mi wreszcie zadawać głupie pytania i pomóż z podlewaniem!” – bezradność od zawsze doprowadzała Thyme’a do szału, więc stoi teraz przede mną ze spurpurowiałymi policzkami i wrzeszczy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale ja chcę wiedzieć!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Bierz konewkę i jazda do studni, młoda!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale Thymee..”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„KONEWKA!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Łuski są gładkie. Ciepłe. Miękko przesuwają się po innych łuskach. Język smakuje powietrze, przesycone żelazistym zapachem krwi. Wspólną świadomość zdominował głód. Kły jadowe powoli wypełnia trucizna. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Pamiętaj- umiejętność wskrzeszania to dar. Ogromny. Ale i ogromna odpowiedzialność. Dlatego potrzeba przede wszystkim rozwagi.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Rozwagi? Ale Matko Przełożona, przecież Dar Życia to manifestacja łaski Bogini w jej ostatecznym aspekcie!” – protestuję.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Tak, jak każde życie kiedyś się zaczyna, tak i kiedyś się kończy. Można ten moment odsuwać w czasie- ale nie można go uniknąć. Każdy kiedyś umiera, Cinnamon- ja i Ty. Bo ciało się zużywa- jedno wolniej, drugie szybciej, ale prędzej czy później każde. Na śmierć ciała nie ma lekarstwa, moja droga.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ale leczenie…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ma na celu utrzymanie ciała w jak najlepszym stanie. Dopóki się da.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„A potem?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„A potem Przechodzimy. I zaczynamy od początku. Przecież wiesz…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Nie wiem, Matko Przełożona.” – odpowiadam trochę zgodnie z jej oczekiwaniami, a trochę- z prawdą. „Ale wierzę.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„JEDZCIE! JEDZCIE DO WOLI!” – pod półprzymkniętą powiekę wlewa się światło. Z tego samego kierunku, z którego dochodzi na język zapach świeżego mięsa. I krwi. Miękko, szybko, łuski przesuwają się po innych łuskach. Mięśnie prężą się do skoku. Rozwierają się szczęki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Anadriel! Oddychaj, oddychaj, proszę, Driela, oddychaj!”- spazmatycznie wciągam powietrze i trzęsącymi się rękoma kreślę nad paskudną raną w boku symbol kolejnego zaklęcia leczącego. „Driela, kochana, proszę, błagam, spróbuj, dla mnie, ODDYCHAJ!”- łzy przesłaniają mi widok, rozmazują, zlewają w jedno purpurę krwi i błękit jej kaftana. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Nie mogę… Boli…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Wiem, wiem że boli, ale musisz… Musisz oddychać, Driela, en’nii.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Musi być… ze mną…. zupełnie… źle, skoro… używasz tych swoich... elfickich spieszczeń”- oddycha w moich ramionach płytko, z narastającym wysiłkiem. Z przerażeniem zauważam pękające w kącikach jej warg bąbelki krwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Driela.. oddychaj, proszę. Nie zasypiaj, nie, Driela, proszę, Madriel, błagam, nie zabieraj mi jej, Driela, proszę proszę proszę, DRIELA!!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Ręka trzyma z wprawą tuż za słabnącym karkiem, uniemożliwiając wbicie kłów w pachnące mięso, pełne ciepłej krwi.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Żyje, ale..”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Zapach zniewala, oszałamia, praktycznie pozbawia zmysłów. Osłabia.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Pomóc... Natychmiast… Proszę!..”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Głodna. Tak bardzo głodna. I zmęczona.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„To Cinnamon…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Zmęczona. Odpocząć. Zasnąć. Tak…&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Cinnamon!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Cinnamon Cayenne, z woli i łaski Pani Naszej, Miłosiernej Madriel, od dziś stajesz się…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Ładnie kwitnie lawenda w tym roku, Mamo.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Czy zechcesz zająć należne Ci miejsce jako Przełożona…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„Przestań, to łaskocze, Thyme! Przestań! Ałaa!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;„ &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="ES-TRAD"&gt;Madriel 'n raslon. Madriel 'n drugarog.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span lang="ES-TRAD"&gt;“Driela, en’nii... Tak bardzo...”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;“CINNAMON, JESZCZE NIE CZAS. WRACAJ.”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;i&gt;&lt;span&gt;                                               ….&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Cinnamon. Otwieramy oczy, no już..”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;Powoli otwierała zadziwione powieki na światło wczesnego poranka. Na pomalowany na lazurowo sufit enfermerium w Mithril. Kolorowy witrażyk w oknie. Zatroskane, znajome twarze coreanitów i madrielitki. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;„Oooo- nareszcie. Już się martwiliśmy. Możesz usiąść?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;Podniosła się powoli, usiadła, przeczekała lekki zawrót głowy. Potem uniosła do twarzy rękę i przesunęła po ciepłym, gładkim policzku, rozcierając spływającą łzę.&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(99, 36, 35);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-868165236426793981?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/868165236426793981'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/868165236426793981'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2010/11/psalm-xxiv-cmentarny-czyli-rzecz-o.html' title='Psalm XXIV. Cmentarny, czyli rzecz o grzebaniu.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-3526383566585271663</id><published>2010-04-08T20:12:00.025+02:00</published><updated>2010-11-25T19:56:53.685+01:00</updated><title type='text'>Psalm XXIII. Dobry plan to podstawa.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" &gt;„No i co ja mam teraz z Tobą zrobić, gryzoniu? Poszło ostatnie &lt;/span&gt;&lt;i  style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Break Enchantment&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" &gt;. I to ze zwoju.” – Cinnamon delikatnie położyła na ziemi popiskującą gniewnie, łaciatą mysz, podejrzewaną o wyjątkowo bliskie powiązania genetyczne z pewnym nekromantą z miasta Hollowfaust. „No przykro mi, ale nie mam” – rozłożyła bezradnie ręce – „Mogę spróbować jutro. Nauczę się wyłącznie tego czaru i spróbujemy z Ciebie zrobić mężczyznę, Tadhg.” &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Właściwie wszystko to, co przydarzyło im się na ich własne życzenie od momentu kiedy roznoszony złą energią Guillermo powiedział „To ja się przejdę” (i zniknął) było całkiem zabawne. Oraz strasznie, tragicznie, bezdennie, niemożliwie wprost głupie. I świadczące jak najgorzej o grupie kretynów, znanych w pewnych kręgach jako „Bohaterowie Mithril.” Wszystko. Od „ucieka, gonić toto, czymkolwiek by nie było” po „to się udajmy wszyscy razem na zwiady do środka tej nieznanej sobie jaskini”. Od „my z Rajmundem na czele i jakoś to będzie” po „jakby co, Tadhg ma jeszcze &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Seek the Soulless&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;”. No i jakoś to było. Dwie godziny później Rajmund na czele miał oparzenia po &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Acid Fog&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;, a w paladyńskim sztambuchu wspomnienie pewnego wstydliwego problemu z poruszaniem pośród morza magicznych macek a Tadhg, oprócz zapasów &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Seek the Soulless&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt; w głowie- długi, różowy, łysawy ogonek. Co do reszty - Szprota miał lekką zadyszkę i resztki piany wokół ust po pogoni za „tym, czymkolwiek by nie było”, Guillermo- czkawkę (zaciął się na powtarzaniu w kółko „prawie go, kurwa, mieliśmy ze Szprotą, kurwa, prawie”), a Cinnamon odmrożone palce u stóp dookoła pedicure’u po ganianiu w sandałach po lodzie.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Spadamy stąd.” – zakomenderował teraz Rajmund. „Nic tu po nas. Chyba, żebyśmy rano łyżwy przynieśli.” &lt;/span&gt;&lt;o:p style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„Sam se, kurwa, łyżwy przynoś! Śmichy-chichy sobie urządza, a my tu tymczasem przesrane mamy!” – rozdarł się Guill – „A prawieśmy go, kurwa, ze Szprotą mieli! Prawieśmy go dojechali!” – krzyki przeszły płynnie w żałosne pochlipywanie.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„Twoje i Szproty osobiste relacje z tamtym panem zachowaj może dla siebie, Guillermo.” – Cinnamon nie umiała tym razem wznieść się ponad cierpki przytyk. „A zbierać się stąd rzeczywiście trzeba- Rajmund ma świętą rację. Zabieramy inwentarz i w nogi.” Ignorując kakofonię oburzonych pisków złapała zwierzątko za skórę na karku, posadziła sobie na rękawie i zaczęła wstawać z magicznego lodowiska. &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;A miało być tak pięknie…&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Miało być pięknie, kiedy Guillermo wrócił przed świtem ze zwiadu, wytarł z prawego buta świeżą psią kupę i wyjaśnił, że na północnym posterunku dostrzegł był coś bądź kogoś, co szybko oddalało się od orczej wioski w kierunku, w którym zazwyczaj bywa rano najdłużej ciemno. I kiedy w związku z tym naturalną koleją rzeczy zdecydowali, że trzeba iść sprawdzić, gdzie też to coś bądź ten ktoś sobie poszli i zrobić z owym porządek, póki jest „osłabione po walce”. Kiedy tenże sam Guill udał się na kolejny zwiad w trzeźwym świetle poranka by powrócić koło pory obiadowej z rewelacją, że tam (tu szybki szkic sytuacyjny patyczkiem po piasku pod wychodkiem) jest jaskinia. W której ten ktoś absolutnie na pewno sypia za dnia, by nocą napadać na pogrążone w błogim śnie, niewinne orczęta. Mało – wygląda ów ktoś co najmniej cudacznie, bo jest humanoidalny, chudy (też na h), blady, łysy i nosi kapotę wyszywaną pierzem. Generalnie na oczach Guillerma obcy łysol w pierzastym paltocie wyszedł z jaskini, po czym pofrunął. Jak ptak. Zapewne przy pomocy piór na jesionce. I za samo to należy mu się wpierdol.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Kiedy przegłosowali pomysł, żeby desant na jaskinię urządzić „tak koło zachodu słońca” (zapewne z uwagi na malowniczą panoramę okolicznych łańcuchów górskich, które w świetle zachodzącego słońca prezentowały się malowniczo oraz epicko i stanowiły odpowiednie tło dla przygód dzielnych bohaterów miasta Mithril) i to tego samego dnia (Jak to, że nie przygotowali czarów? Zawsze mają przygotowane leczenie, &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;S&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;eek the Soulless&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;, co najmniej jeden &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Soulblast&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; oraz cztery nagie miecze), zaczęło się zapowiadać trochę mniej pięknie, ale za to o wiele bardziej heroicznie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;No i ruszyli. Dwie grupy szturmowe udały się raźno w absolutnie nieznane sobie otoczenie. Pierwsza (kostiumy i charakteryzacja- Anabeth Sanvean, zaopatrzenie w bandaże i plastry na odciski- Cinnamon Cayenne, wsparcie medyczne- Rajmund Boemund Roland Silvership, wsparcie wsparcia medycznego- Maevis of Lede, audiowizualne efekty specjalne – Szprota) wylądowała miękko za górką (Ahoj, przygodo!). Druga (w żółtej szacie lidera Tadhg Mhic Draodoir, jako zwiadowca i zabezpieczacz tyłów lidera drużynowy Murzyn, Guillermo Ballicante), pojawiwszy się za tą samą górką, tylko obok (Kurwa, kałuża!), powędrowała wprost w jaskini. Grupa numer dwa eksplorowała pustą, ciemną, śmierdzącą nietoperzami i uryną jaskinię. Oraz za pomocą &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wiadomości&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt; zakomunikowała grupie pierwszej, że „Droga wolna, dziś nie biją, za to na ścianach jaskini są ładne malunki”. Zatem grupa numer jeden zasiadła tam, gdzie wylądowała, rażona pięknem wyjątkowo spektakularnego zachodu słońca. Grupa numer dwa natomiast, obejrzawszy sobie malowidła ścienne („Zobacz Tadhg, krówka!” „To jest żubr albo nawet bizon, w żadnym wypadku nie krowa, ośle!”), zasiadła w jaskini w oczekiwaniu na Rozwój Wypadków. Czas mijał, zmierzch gęstniał, wypadki leżały ciche i nieruchome jak skóra na mulistańskiej pasztetówce, na grupie numer jeden zaczęła osiadać rosa, grupa numer dwa zaś zabijała czas dogryzaniem sobie nawzajem oraz dłubaniem w nosie (każdy we własnym). Gęstniejący mrok rozjaśniały regularne rozbłyski zaklęcia &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Czytania Magii&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt; (co było sposobem obydwu grup na rozgrzanie się po tym, jak nie znaleźli przy sobie ani miligrama alkoholu a doszli do wniosku, że rozpalanie ognisk i pieczenie na nich sucharów to jednak niedobry pomysł). Ciszę przerywały jedynie: wymiana między grupami &lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wiadomości&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt; („U nas czysto. A u Was?’ „U nas też czysto. A u Was?” „U nas dalej czysto? A u Was jak?”) oraz dyskretne popierdywanie. &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Idą! Idą!” – zatrzeszczał nagle na łączach Guillermo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Gdzie?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Co?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„Kto?”&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(255, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„ JAK?” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Elenka mi powiedziała, że duchy wyszły ze ścian i kazały nam uciekać, bo ONI już idą!” – w guillermowe trzaski wkradła się nutka histerii.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Ale uciekać nam NAM? Czy nam WAM?” – upewniał się rzeczowo Rajmund.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„Słuchajcie.. ściany tu się jakby.. ruszają.” – &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wiadomość&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; nekromanty pobrzmiewała powątpiewaniem we własny zmysł wzroku.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„Ale do środka się ruszają? Czy na zewnątrz? Czy…” – usiłował&lt;/span&gt;a tadhgową rewelację ogarnąć wyobraźnią Anabeth.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Te malunki się ruszają! I walą magią!” – słupek heroizmu gwałtownie podjechał w górę razem z rejestrem głosu czarodzieja.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„A jakiego rodzaju magią?” – tym razem Anabeth wyręczył w pytaniu paladyn.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Kurwa, portalową! Portal się tu na żubrze otwiera!” – &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;common&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; Pana Ambasadora zsuwał się w nerwach do rynsztoka, a noc najwyraźniej wkraczała w wymiar epicki.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Zamknij to!! Tadhg!!!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Nie mogę, odbija zaklęcia! Trzeba inaczej zniszczyć! Ręcznie!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„A przecie Ty rękami czarujesz!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Zniszczyć…&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Szprota, leć do jaskini rozwalać ścianę!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Pół-orkowi nie trzeba było dwa razy powtarzać prostego zdania oznajmującego, zawierającego w sobie czasownik „rozwalać”. Nim się spostrzegli, po Szprocie zostało echo ryku, tupotu i rozdeptana przy starcie jaszczurka.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wobec takiego obrotu spraw reszta grupy numer jeden spojrzała po sobie niepewnie po czym, &lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;przy pomocy &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Teleportu &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Anabeth udała się, zapewne w jakimś celu, przed jaskinię. Dochodzące z jej wnętrza sapanie i rumor świadczyło dobitnie o tym, że albo przebywający w niej członkowie drużyny oddają się nadzwyczaj głośnym i męczącym rozrywkom, albo że ten, kto wybierał się dzisiaj do jaskini przez nabazgrany na jej ścianie portal, srodze się zawiedzie. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Jesteśmy!” – oznajmiła kolejna &lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wiadomość&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; Rajmunda.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Gdzie?” – to zdezorientowany Guillermo.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„Tu!” – Maeve, triumfalnie.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;….&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Znaczy przed jaskinią!” – Maeve, nie mniej triumfalnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„A po co żeście tu leźli? Sytuacja jest pod kontrolą!” – Guillermo, pewnie.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Bo mieliśmy się nie rozdzielać!” – Rajmund, zaczepnie.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No…”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„Całkiem tu ładnie, na górze.” - Anabeth, pojednawczo. „Taka mgiełka się ściele…”&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;Rzeczywiście; na górze było pięknie, a wokół kostek członków grupy numer jeden (minus postękujący w jaskini Szprota) snuł się ospale malowniczy, mlecznobiały opar. Odrobinkę później opar sięgnął ich kolan i wysunęły się zeń czarne macki, oplatając nieomal pieszczotliwie nogi dzielnej trójki (albowiem Anabeth, ku zachwytowi Rajmunda i dezaprobacie Maevis, zawisła w powietrzu ponad głowami członków grupy numer jeden).&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;W tym miejscu nadal miało szansę być i pięknie i heroicznie zarazem, albowiem Anabeth dobyła z kieszonki różdżki i jęła pracowicie &lt;/span&gt;&lt;i  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Rozpraszać&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt; zaistniałą &lt;/span&gt;&lt;i  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Magię, &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;natomiast Rajmund z nie wiadomo kąd (bo przecież zbroje kieszonek nie miewają?) dobył trąby. I wytrąbił wprost w spektakularny zachód słońca trochę &lt;/span&gt;&lt;i  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Magic Circle against Evil&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;, a trochę popularną pieśń religijną. O ile co wytrąbione, odniosło efekt, o tyle rozpaczliwe pocieranie przez Anabeth magicznego patyczka – wręcz przeciwnie, efektu nie przyniosło. Ani pożądanego, ani w ogóle żadnego. Od tego momentu krążące miedzy grupą numer jeden (nadal minus Szprota) i grupą numer dwa (plus Szprota) &lt;/span&gt;&lt;i  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wiadomości&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt; nabrały dynamizmu oraz dramatyzmu („Biją nas!” „Ale kto??” „Nie wiemy!.. A Was biją?” „Jeszcze nie!.. Posyłamy do Was Guillermo. Idzie!... Utknął w wejściu…”). Podobnie jak wysiłki Anabeth które uległy podwojeniu, a następnie potrojeniu zaraz po tym, jak spektakularny opar zasyczał i zabarwił się zielonkawo, w związku z czym Maevis stopiły się z sykiem: klamerka u kamasza oraz karmelki w kieszeni. &lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText"  style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);font-family:trebuchet ms;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" &gt;Poziom heroizmu na metrze kwadratowym powierzchni przed jaskinią uległ w tym miejscu raptownemu podwyższeniu jako, że Cinnamon przypomniała sobie niespodziewanie o posiadanej różdżce, odziedziczonej w spadku po Matheney, a wypełnionej po brzegi jakże użytecznym w zaistniałej opresji zaklęciem &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" &gt;&lt;i  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Swobodnego Poruszania Się&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" &gt;. Na przypomnieniu się nie skończyło – różdżka została użyta zgodnie z przeznaczeniem i w jak najbardziej słusznej sprawie, co zaowocowało wkrótce taktycznym odwrotem pełnego składu grupy pierwszej (konsekwentnie minus Szprota) w okoliczne zarośla. Wobec takiego przegrupowania członkom grupy numer dwa nie pozostało nic innego, jak tylko z godnością opuścić zajmowaną jaskinię. Jako, że Guillermo ruszył był niejako przodem, ukrywając się pośród macek i oparów i dzięki temu- prąc do przodu, ku dorodnemu krzakowi jeżyn, pozostałym w jaskini całemu człowiekowi i pół-orkowi pozostało wyteleportowanie się. Na łączkę nieopodal. Która to łączka nie tylko była pokryta rosą ale także, jak tuż po wyteleportowaniu się na nią przekonał się nekromanta, bacznie obserwowana. W związku z czym kiedy zadyszany, podrapany, pełny skład grupy numer jeden (nieustająco minus Szprota) wpadł na łączkę, dowiedział się jednocześnie dwóch rzeczy. Po pierwsze Szprota z Guillermem (widocznie po jego stronie odwrotu taktycznego zarośla były rzadsze) pogonili w ciemnościach za czymś, co mogło być kozą, ale także sprawcą oparu, macek, oraz zapachu uryny w jaskini. Po drugie zaś – znad łąki uniósł się na ich powitanie identyczny jak przed jaskinią opar, skrywający pod sobą lodową taflę. Który to opar wraz ze skrywaną taflą dzięki posiadanemu zaklęciu zignorowali wszyscy, łącznie z Cinnamon. Która żadnym sposobem nie mogła zignorować faktu, że z ciemności nadleciała ku niej popiskując alarmująco nieduża, łaciata mysz. Mysz zatrzymała się w powietrzu (ZATRZYMAŁA SIĘ W POWIETRZU, Cinnamon, coś Ty wąchała!) pięć centymetrów od twarzy kleryczki, na wysokości jej okrągłych jak spodki oczu (Niech mnie ktoś obudzi, błagam! Albo przynajmniej uszczypnie…). I gdyby myszy miewały łuki brwiowe Cinnamon gotowa byłaby przysiąść, że to konkretne zwierzę właśnie je uniosło w wyrazie trochę zniecierpliwienia, a trochę wyczekiwania.&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-3526383566585271663?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3526383566585271663'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3526383566585271663'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2010/04/psalm-xxiii-dobry-plan-to-podstawa.html' title='Psalm XXIII. Dobry plan to podstawa.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-2367753287179238780</id><published>2009-08-17T19:00:00.007+02:00</published><updated>2010-11-25T20:01:47.954+01:00</updated><title type='text'>Psalm XXII. Kto sieje wiatr...</title><content type='html'>&lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:medium;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;„&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;To może byśmy utrzymywali do rana &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Światło Dnia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;? A rano ewakuowali wszystkich ze szpitala… czy coś.” – zaalarmowany rewelacjami, przyniesionymi przez Cinnamon, Guillerma i Tadhga, Rajmund spacerował nerwowo od prawej do lewej ściany szpitalika i z powrotem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Nic nie da” – Cinnamon i Lizetta odpowiedziały jednocześnie. „&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Światło Dnia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; nie utrzyma &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Spirit of the Plague&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; z dala od chorych. Ani do zdrowych.” – uzupełniła Lizetta. „I jestem przekonana, że wszyscy razem do kupy, jak tutaj stoimy, nie mamy wystarczającej ilości &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Zawróceń&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;, żeby utrzymać je na dystans do rana.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„No więc co robimy?” – Rajmund przystanął na środku i niepewnie spojrzał na resztę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Mamy zaklęcie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Ognistej Kuli&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;…” – zaczęła Annabeth.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„MAM jeszcze jakieś &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Seek the Soulless&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;” – odezwał się pewnie czarodziej.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Stosy zapalone – na zewnątrz jasno jak o zachodzie słońca.” – zaraportował Guillermo, wchodząc do pomieszczenia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„No dobra – to Ty z Rajmundem i Maeve na dół, Szprota przy drzwiach, magicy na stryszek, my we trójkę weźmiemy parter.” – komenderowała Lizetta.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Gdyby co- nie wychodźcie walczyć bez mojego czaru na mieczach, zwykłym żelazem nic &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Spirit of the Plague &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;nie zrobicie.” – dodała Cinnamon. Na głos, bo pomyślała także „Gdyby co, wszyscy będziemy martwi. Wystarczy, że najpierw przyjdą po nas, kapłanki. A przyjdą. Zawsze przychodzą.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Rozeszli się niechętnie, każdy na wyznaczone sobie miejsce. Cinnamon oparła się o parapet wąskiego okna, niewidzącym wzrokiem wpatrując się w jasno płonące za oknami stosy. „Są jak stosy pogrzebowe.” – nie mogła się uwolnić od tego skojarzenia. „Jak jasno płonące, starannie ułożone stosy pogrzebowe ku czci bohaterów Mithril. Czy w Mithril spala się zmarłych? Chyba nie… raczej grzebie się ich w ziemi. Cóż za obrzydliwy, barbarzyński obyczaj! Mam nadzieję, że ktoś wpadnie na pomysł, żeby po mojej śmierci spalić ciało. Jeżeli po mojej śmierci zostanie jakieś ciało do spalenia. Po śmierci Anadriel nie zostało zupełnie nic… Kto wie, może tak jest lepiej? Może powinno się po prostu znikać w rozbłysku białego światła, rozpływać w powietrzu, pozostawiając po sobie jeszcze przez chwilę ślad zapachu. Anadriel pachniała czeremchą. Może…” „GUILLERMO! WRACAJ!” – trzask gwałtownie zamykanych drzwi, tupot stóp i krzyk Rajmunda gwałtownie przywróciły Cinnamon rzeczywistości. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Rajmund?! Co się…”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Wybiegł! Wybiegł stąd, jakby go sto demonów goniło. Mówił, że zaatakowały Elenkę na głównej ulicy. Że trzeba jej pomóc. Zanim będzie za późno. Trzeba za nim biec, sam nie da rady!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Jesteśmy zbyt wolni, Rajmund, zanim dobiegniemy na miejsce, będzie po wszystkim.” – pokręciła głową Cinnamon. „Myślę, że trzeba…”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Ja dam radę, przecież latam!” – wykrzyknęła znienacka Anabeth, unosząc się już w powietrzu obok Tadhga, który ostatnio w ogóle mało używał nóg, szybując zawsze i wszędzie, jeśli tylko coś lub ktoś nie zmusiło go do postawienia stóp na ziemi.„To lecimy!”- zakomenderował teraz i zanim ktokolwiek zdążył otworzyć usta i zasugerować, że może to jest rzeczywiście dobry pomysł, żeby wszyscy polecieli razem na pomoc Elenie, nekromanta z czarodziejką wlecieli na strych, skąd po krótkiej chwili stukot otwieranego okienka połaciowego oznajmił fakt opuszczenia przez nich budynku.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„A leczył kto ich będzie?” – zadziwił się Szprota.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Nikt. Widocznie uznali, że usługi kapłana nie będą dziś potrzebne i że dadzą sobie radę we dwójkę.” – Cinnamon skupiła się przez chwilę na tym, czego o stanie Guillerma mogła się dowiedzieć za pośrednictwem &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Holy Channel&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;. „W każdym razie Guillermo jest póki co cały i zdrów. Rajmund, Maeve, Szprota- jak słyszeliście, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Spirit of the Plague&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; nie przyszli tutaj, zaatakowali na ulicy miasta. Nie mogę, niestety, sprawić, abyśmy także polecieli. Mogę zamienić nas w mgłę- to najszybszy sposób przemieszczania się, jaki mogę zaofiarować.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Dobre i to.” – kiwnął głową Rajmund.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„To ja polecę biegiem!” – Szprota już rozpędzał się do biegu mierząc groźnym wzrokiem drzwi, pospiesznie otwierane przez Lizettę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„Dobrze- byleśmy tylko chociaż my się nie rozdzielali. Rajmund, Maeve, podejdźcie” – Cinnamon zaczęła inkantację i już po chwili trzy smużki mgły pomknęły w ślad za ryczącym bojowo Szprotą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;                                       ----------------------------------------------------------&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Tak naprawdę Cinnamon nigdy nie dowiedziała się, co wydarzyło się tamtej nocy. Kiedy wraz z Rajmundem i Maeve dotarli na miejsce, było po wszystkim. Guillermo zapewniał lekko zasapanego Szprotę, który najwyraźniej także przybiegł post factum, że Elence nic nie jest. „Duchy tych dzieci ją obroniły. Ale mówi, że jej powiedziały, Elence znaczy, że to dopiero początek.” – dyszał ciężko chłopak – „Że najgorsze dopiero przyjdzie.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Oczywiście.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Anabeth siedziała na ziemi, zielonkawa, z rozdartą na całej długości kiecką i mocno uszczuplonymi siłami życiowymi, a Tadhg unosił się przy niej powtarzając jak to dobrze, że tu był, bo gdyby nie on, to ona byłaby już historią o pewnej czarodziejce. „O, jesteście. To pomóżcie Anabeth tą różdżką, albo może Cinnamon…” – zakomenderował czarodziej. „Cinnamon może.” – ucięła, przyklękając przy Anabeth, biorąc w dłonie jej trzęsące się ręce i koncentrując się na ocenie jej stanu. Aż sapnęła odkrywając, jakie spustoszenie w energii życiowej i umiejętnościach panny Sanvean poczyniło… cóż, w zasadzie nie wiedziała dokładnie co, ale obstawiała, że dotknięcie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Spirit of the Plague&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;. A &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;właściwie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Spirits of the Plague&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; bo z graniczącym z pewnością prawdopodobieństwem mogła ocenić, że takie obrażenia musiał zadać więcej niż jeden. Już otwierała usta chcąc zapytać nekromantę, jak to się stało, dlaczego zaatakowali sami, po co… zrezygnowana, tylko pokręciła głową. Jak to - jak? W uszach zabrzmiało jej wciąż żywe wspomnienie wściekłego głosu Tadhga &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);" class="apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;„…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;jesteśmy razem, czy nie? Skoro jesteśmy, powinniśmy się tak zachowywać. Współdziałać. A nie strugać bohatera- solistę.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Bo&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;i style="color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;na luksus niemyślenia – zwłaszcza o innych - nie możemy sobie pozwolić&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;i&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);" class="apple-style-span"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(153, 0, 0);font-family:verdana;" class="Apple-style-span" &gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;Kapłanka nie miała do dodania nic więcej, więc tylko zamknęła oczy, przyzwała mocy Bogini i zaczęła cierpliwie, mozolnie, minimalizować wyrządzone szkody.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-2367753287179238780?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/2367753287179238780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/2367753287179238780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2009/08/kto-sieje-wiatr.html' title='Psalm XXII. Kto sieje wiatr...'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-4914034769437928975</id><published>2009-03-19T21:18:00.016+01:00</published><updated>2009-03-21T15:24:37.730+01:00</updated><title type='text'>Psalm XXI. Zdychaj, plago!</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„LIZEEETAAA!” – Guillermo nigdy nie lubił tracić czasu. Kiedy tylko dowlekli się do kolejnej orczej wioski, postanowił zastosować prostą echolokację w celu ustalenia miejsca pobytu tej, dla której dotarli aż tutaj. „LIZEEE...”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„W szpitaliku- ja chętnie poprowadzę” – szybciutko wtrącił się we wspólnym ich orczy przewodnik oraz syn miejscowego sołtysa w jednej osobie i chyżo pomknął rampą w dół, w głąb wioski, która najwyraźniej zlokalizowana była pod powierzchnią. Chcąc nie chcąc ruszyli za nim, w nastrojach zważonych jeszcze bardziej, niż poprzedniego wieczora; Tadhg ponury jak chmura gradowa nad Hollowfaust, Guillermo mamroczący coś gniewnie pod nosem, Cinnamon milcząca i zamyślona. Tylko Rajmund, którego paladyńskie śluby obejmowały najwyraźniej solenną obietnicę nie używania empatii, trajkotał bez ustanku na temat cudów i dziwów orczej sztuki architektonicznej. Przy akompaniamencie tego trajkotania dotarli do miejsca, w którym Lizetta oraz nieznana im kapłanka ochoczo opukiwały kolejnych orków. „Ano tak – Alik mówił, że jednym z objawów jest kaszel” – domyśliła się po chwili Cinnamon podczas, kiedy Lizetta rozpromieniła się na ich widok.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No- nareszcie! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wiadomość&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; o tym, że tutaj zmierzacie, dotarła do nas już jakiś czas temu. Wyglądam Was, jak milvus dżdżu – bardzo potrzebujemy pomocy!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„To co mielibyśmy robić?” – zatarł ręce paladyn.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Jak to- co? Opukiwać! Chorzy tam...” – Lizetta machnęła w kierunku sąsiedniego pomieszczenia, którego ściany drgały leciutko; jak wszędzie, gdzie ziemia została &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Poświęcona&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. „...a zdrowi do domu. I jutro od nowa. I tak w kółko, aż się nie skończy zaraza. Albo nasze siły.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align:justify"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No dobra” – zakasawszy rękawy, Rajmund i Cinnamon przystąpili do opukiwania. Pierwszą chorą znaleźli po mniej więcej pół godzinie, kiedy dłonie kapłanki zaczynały lekko mrowić. Młoda (jak utrzymywała Lizetta), całkiem przystojna (jak utrzymywał Guillermo) Orczyca rozkaszlała się pod serdecznym klepnięciem Rajmunda ocierając rękawem załzawione, błyszczące gorączką oczy. Tadhg natychmiast przyskoczył do niej jak ghoul do świeżego trupa i zaczął wyrzucać z siebie z szybkością samopowtarzalnej kuszy brzmiące krótko i rzeczowo pytania ( o ile zadawane w orczym pytania mogą być krótkie i rzeczowe). „No” – odwrócił się do nich po chwili „wieczorami bywała z koleżanką na posterunku na północnym krańcu wioski. I widywała tam strażników. Oraz dziwną mgłę.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Strażnicy się pochorowali jakieś dwa dni temu- już ich izolowałyśmy” – Lizetta kiwnęła głową w kierunku sąsiedniego pomieszczenia. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Wygląda na to, że Twoja wybranka na dzisiejszą randkę spędzi romantyczny wieczór z nimi, a nie z Tobą, Guil” – dodał słodziutko nekromanta, rzucając chłopakowi pełne mściwej satysfakcji spojrzenie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No dobra – a ta koleżanka?” – wtrącił przytomnie Rajmund.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Jaka koleżanka? To, o ile widziałem, miało być upojne tete a tete.” – głos Tadhga nadal ociekał słodyczą.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Koleżanka, z którą były na posterunku północnym – zapytaj pani, czy jest tu gdzieś.” – doprecyzowała Cinnamon.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„To może ja” – zaofiarował się widocznie zaalarmowany syn wodza. „No więc nie ma jej tu.” – wyjaśnił po chwili, coraz bardziej zaalarmowanym tonem. „Dzisiaj źle się poczuła i... została w domu.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„A żeby to szlag! Co ja mówiłam? Żeby chorzy przychodzili tutaj, a nie chowali się po komórkach na węgiel, tak?!” – zagrzmiała Lizetta. „Trzeba tam iść!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Ano trzeba- zaprowadzę Was.” – młody Ork już był w drzwiach.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Lizetta, Rajmund-zostańcie. Ja pójdę- i tak mnie już ręce bolą od tego klepania.” - Cinnamon ruszyła ku wodzowi - juniorowi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Sama nigdzie nie pójdziesz.” – pierwszy raz od kilku dni Tadhg i Guillermo zabrzmieli w absolutnie harmonijnym unisonie i pobiegli za kapłanką.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Dotarli we właściwe miejsce tuz przed zachodem słońca. Ogromny Ork, najprawdopodobniej głowa rodziny, aż syknął na widok dwóch ludzi i elfki. Cinnamon miała przemożne wrażenie że zostali wpuszczeni do środka wyłącznie dlatego, że był z nimi syn wodza i, sądząc po tonie, jakim zwracał się do pana domu, zwyczajnie zażądał prawa wejścia dla siebie oraz towarzyszących mu obcych, powołując się przy tym na swoją pozycję, prawo, obyczaj, koneksje rodzinno- towarzyskie oraz krwawą i niechybną zemstę Madriel (znanej w pewnych kręgach jako Bogini mordu i krwawej zemsty), jeśli zatrzaśnie im drzwi przed nosem. Cały czas mamrocząc gniewnie (jedna z tych rzadkich chwil kiedy Cinnamon bywała zadowolona ze swojej skromnej znajomości języków obcych) gospodarz poprowadził ich w głąb domu, ku niewielkiej izdebce, oświetlonej w tej chwili promieniami zachodzącego słońca. Młoda Orczyca leżała na posłaniu, oddychając ciężko. Kapłanka od progu czuła bijącą od niej gorączkę. Nie zważając na protesty krewniaka chorej weszła do izby i pochyliła się nad Orczycą, starannie się jej przyglądając, dotykając rozpalonej, wilgotnej od potu skóry, wciągając w płuca woń choroby. Obok niej przyklęknął nekromanta, wpatrując się uważnie w pacjentkę. Guillermo nie dołączył do nich; pozostał wraz z sołtysowym synem w progu izby i skoncentrował się na strojeniu groźnych min pod adresem licznych członków rodziny Orczycy, która to rodzina nadciągnęła tymczasem tłumnie z głębi tego oraz najprawdopodobniej sąsiednich domów, zaniepokojona wizytą aż trójki obcych pod rodzinnym dachem i pomrukując gniewnie, śledziła z nieufną podejrzliwością poczynania dwojga przybyszów. Tymczasem Cinnamon zastygła z palcami na coraz szybszym tętnie chorej i spojrzała na Tadhga tylko po to, żeby napotkać jego uważne spojrzenie.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Coś tu jest..”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Tak, mniej choroba, bardziej...”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Zaklęcie?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Raczej… klątwa?...” ”- porozumiewali się szybko, półsłówkami. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„To może spróbuj?...”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Tak myślę.” – kiwnęła głową Cinnamon i położywszy obie dłonie na rozpalonym czole chorej, wymruczała inkantację &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Usuwania Klątwy&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. Przybierające na sile oraz decybelach groźne pomruki od drzwi na moment przycichły po czym wybuchły ponownie, ale tym razem były to okrzyki ulgi i z minuty na minutę bardziej wylewne podziękowania. Każdy kapłan Madriel wiele razy spotykał się z taką właśnie reakcją- strach i nieufność zamieniały się w radość i nieomal uwielbienie, kiedy na oczach przestraszonych krewnych i przyjaciół chorego manifestowała się moc Bogini. „Błogosławieni którzy nie widzieli, a uwierzyli.” – wymamrotała kwaśno elfka. Tymczasem ich pacjentka poczuła się wyraźnie, zauważalnie lepiej. Usiadła na posłaniu i spojrzała przytomnie wokół, a jej oddech wyrównał się i uspokoił. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No i widzicie ludzie? I po strachu jest! Tak jest łaska Madriel, a nasza kapłanka taka miłosierna, że tu przyszła i chociażeście nie chcieli, uleczyła...” – Guillermo urwał, kiedy Cinnamon podniosła ostrzegawczo dłoń. Bo coś jeszcze było nie tak. Coś przeoczyli. O czymś zapomnieli. Coś się nie zgadzało. Czuła to i ona i nekromanta, który ze zmarszczonymi brwiami wpatrywał się w uśmiechniętą od ucha do ucha Orczycę w szybko zapadającym zmroku. Zmroku... a jeżeli zdjęło tylko część klątwy? Jeżeli jeszcze coś tu jest, tutaj wokół, co chowa się starannie przed światłem dnia? Coś złego... Niewiele myśląc kapłanka podniosła ręce nad podłogą, dłońmi w dół i przyzwała mocy Bogini, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Poświęcając&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; ziemię, na której stała. Powietrze wokół niej zadrgało leciutko. A nadal stojący w progu Guillermo sapnął z niedowierzaniem.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Co jest?” –czarodziej stał już w progu, koło wojownika.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Słuchajcie... wokół niej.. coś... gęstnieje.” &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Skąd TY wiesz- ja tam nic nie widzę, więc jak...” – nekromanta urwał raptownie na widok artefaktycznego miecza, który dawał Guillermo moc &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Prawdziwego Widzenia&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, a którym ów właśnie wymownie potrząsał przed nosem czarodzieja.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Ani mi się waż dotykać tego miecza!” – uprzedziła kapłanka ewentualność jednego z najgłupszych, a zarazem- ostatnich pomysłów, jakie potencjalnie mogłyby przyjść Tadhgowi do głowy. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Ale JA nic nie widzę!!” – w skardze Ambasadora Holloufaust pobrzmiewały furia i frustracja.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Cinnamon z westchnieniem cofnęła się do drzwi, nie spuszczając oczu ze zdezorientowanej chorej sięgnęła za siebie, po dłoń nekromanty i wyszeptała zaklęcie. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Dzięki, Cinn... Oż kurwa!!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="mso-spacerun:yes"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;elfka zmarszczyła nos na tak oryginalne sąsiedztwo własnego imienia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No właśnie- kurwa. A jak toto wylezie z chałupy?” – zaniepokoił się Guillermo.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Nie wylezie – Cinnamon to tak pięknie załatwiła, że nie wylezie. Zapuszkowała to na poświęconej ziemi.” – czarodziej uśmiechał się coraz promienniej – „I zrobiła z tego piękną tarczę strzelniczą. Zdychaj, plago!” Potężny strumień energii magicznej wraz z inkantacją &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Seek the Soulless&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; uderzył w Orczycę, nie czyniąc jej najmniejszej krzywdy i eksplodował w potężnym rozbłysku nad jej oniemiałą głową.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No no- patrzcie Państwo, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Spirit od the Plague &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;TUTAJ.” – pokręcił głową Tadhg. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Tutaj jak tutaj- ale pomyśl o tym lizettowym szpitaliku. Jak tam tych chorych więcej siedzi...po ciemku….” &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No to biegiem!” – zadyrygował Guillermo i wypadli wszyscy troje w gęstniejącą noc.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText" style="text-align: justify;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-4914034769437928975?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/4914034769437928975'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/4914034769437928975'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2009/03/psalm-xx-zdychaj-plago.html' title='Psalm XXI. Zdychaj, plago!'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-88329230379789780</id><published>2008-12-14T23:00:00.009+01:00</published><updated>2009-03-21T15:24:18.308+01:00</updated><title type='text'>Psalm XX. Deja vu.</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; I tak wyruszyli na północ. Bez przeszkód dotarli do punktu przesiadkowego, gdzie zaczerpnęli języka. Dowiedzieli się, że owszem, Lizetta tu była. Z ludźmi, noszącymi barwy palatynatu w Mithrtil. Jak to w punkcie przesiadkowym- przesiedli się i popłynęli dalej na północ. A niedługo po Lizetcie dotarł tu opisywany przez Szprotę mężczyzna i współpracownik Szproty. Mężczyzna podążył dalej na północ, zaś współpracownik Szproty- wręcz przeciwnie.  Podążył do domu. Na piechotę. Która to wiadomość bardzo Szprotę zadziwiła, ponieważ nikt nigdy nie wybiera się w taką drogę piechotą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;  ---------------------------------------------------------&lt;br /&gt;„Tutaj wysiadacie.” – zakomunikował kapitan, przybijając do brzegu. – „Dalej się nie płynie. Dalej się handluje z Orkami. Będę tu cumował za dziesięć dni. Będziecie w okolicy- możemy znowu ubić interes, jakbyście wracali. No- to bywaj Szprota!” – łódź odbiła od brzegu, na który tymczasem się wypakowali i po chwili rozpłynęła się w gęstej mgle.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No- to co teraz?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz siadamy pod Kamieniami Wymiany i czekamy.” – Szprota machnął w kierunku kilku porośniętych mchem sporych rozmiarów kamyrdolców, sterczących z ziemi na środku niewielkiej łączki przed nimi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Na coś konkretnego czekamy?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aż przyjdą Orki i będą chcieli handlować.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie czekali długo. Od strony lasu nadbiegła zwarta grupa i zatrzymała się w pewnej odległości od Kamieni.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wat heb je te ruilen? Huiden? Armen? Tobakk?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chcą wiedzieć, czym handlujecie.” – zakomunikował Szprota.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ty idź.” – Cinnamon trąciła Tadhga czubkiem buta po raz kolejny przeklinając w duchu elfy z Vera Tre, które w swojej arogancji nie uznawały za stosowne nauczać siebie lub swoje potomstwo języków innych niż elficki oraz, z absolutnej konieczności komunikowania się czasami ze światem zewnętrznym, wspólny.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;“Vi inte har någonting te ruilen. Vi ser etter informasjon.” – czarodziej wstał powoli i ruszył w stronę grupy Orków z rękoma wyciągniętymi wnętrzem dłoni ku nim. Naradzali się przez chwilę po czym rozstąpili się i w stronę Tadhga wyszedł Ork noszący nie zbroję, a szaty. Rozmawiali przez chwilę, po czym rozmówca czarodzieja odwrócił się do swoich i zaczął z nimi pośpieszną naradę szeptem, a nekromanta wrócił do Kamieni. „Powiedziałem im, że szukamy Lizetty. Kazał mi poczekać z wami, aż się naradzą.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cinnamon zmrużonymi oczyma przyglądała się grupce Orków którzy, poszeptawszy przez chwilę, usiedli, po czym ten w szatach odczepił od pasa woreczek i wysypał coś z niego na omieciony dłonią kawałek ziemi przed sobą. „Kości! Znaczy, mają szamana. No to zobaczymy, co im na nasz temat naopowiada ich bóg.” Najprawdopodobniej dostali dobre referencje, bo po chwili ten w szatach zgarnął kości z powrotem do woreczka, wstał i krzyknął w ich stronę „U hebt dit al verwacht. U komt bij ons.” „Twierdzi, że oczekiwali naszego przybycia i chce, żebyśmy z nimi poszli.” – przetłumaczył nekromanta. Nie musiał pytać, co w takim razie, bo reszta już podnosiła się z miejsc.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po mniej więcej trzech godzinach marszu zobaczyli majaczącą na horyzoncie palisadę orczej osady. Idący na przedzie Ork powiedział coś w twardym, gardłowym języku, którym się posługiwali. „Tam idziemy. Nie ma tam tej, z którą przyjechaliście się spotkać ale dowiedziecie się tam, gdzie i dlaczego jest i jak się do niej dostać” – przetłumaczyła tym razem Anabeth a Cinnamon przyłapała się na typowo elfiej myśli, że nie zabiłoby przynajmniej jednego z grupy towarzyszących im Orków nauczenie się chociażby podstaw wspólnego. No oczywiście chyba, że założyłoby się powszechniejsze niż obecnie występowanie i stosowanie jakże użytecznego zaklęcia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Rozumienia Języków&lt;/span&gt;… Zastanawiając się nad temu podobnymi, jakże ważkimi problemami wszechświata, Cinnamon wraz z innymi weszła do osady i ruszyła czymś w rodzaju zdaje się głównej ulicy ku jej centrum. Nieliczni widoczni na zewnątrz domów Orkowie przyglądali im się z mieszanką, o ile poprawnie mogła ocenić, ciekawości i niechęci, ale bez widocznej wrogości czy obawy. Tymczasem Tadhg zwolnił kroku i po chwili zrównał się z rozglądającą się swobodnie wokół kapłanką „Dwie rzeczy” – zamruczał jej do ucha. – „Po pierwsze nasz przewodnik pytał mnie, kto wśród nas jest kapłanem. Powiedziałem, że Ty na co odparł, że jeden kapłan to za mało. A po drugie- zauważyłaś, że tutaj nie ma w ogóle dzieci? Ani starców? Tylko młode, zdrowe osobniki płci obojga- widzisz?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Dotarli do chaty. Ich przewodnik zrozumiałym w każdym języku gestem zaprosił ich do środka. Weszli , porzucając swoje rzeczy pod ścianą, siadając gdzie popadnie. Po chwili zasłaniająca wejście skóra poruszyła się i do środka weszły dwie osoby- człowiek i Ork. „Witajcie” – przemówił mężczyzna w stroju kapłana; ku uldze Cinnamon, biegle posługiwał się wspólnym. „Mam na imię Alik. Oczekiwaliśmy Was. Kilka nocy temu otrzymaliśmy we śnie wiadomość, że podążacie w tym kierunku i od tej pory wyglądamy was z niecierpliwością. Mamy nadzieję, że możecie nam pomóc. Jeśli nie Wy i Lizetta… nie wiemy, co lub kto mogłoby ocalić tych Orków przed zagładą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No właśnie- a gdzie jest Lizetta?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Młody kapłan podszedł do jedynego stołu i rozwinął na nim prowizoryczną mapę. „Tutaj” – wskazał – „inna wioska Orków dzień drogi stąd. Udała się tam dwa dni temu; teraz tam wybuchła zaraza.” Ostatnim słowem Alik skupił na sobie niepodzielną uwagę Cinnamon. Natychmiast podeszła bliżej i, stając twarzą w twarz z mężczyzną, spojrzała mu prosto w oczy. „ O jakiej konkretnie zarazie mówimy?” – zapytała ostro. Kapłan westchnął. „Zanim powiem wam więcej musicie przysiąc że wszystko, czego się dowiecie i co tu zobaczycie, zachowacie wyłącznie dla siebie. To…” „…tajemnica wojskowa.” – dokończył Rajmund. „Nie pierwsza i nie ostatnia nam powierzona.” – podsumował krótko Guillermo. „Przysięgamy i obiecujemy, jak zwykle- a teraz bądź użyteczny i odpowiedz naszej kapłance na pytanie.” Alik omiótł spojrzeniem ich twarze i westchnął, zrezygnowany. „Nie wiemy, co to za zaraza. Pojawiła się jakiś czas temu… kilka miesięcy. W jednej z osad. Gorączka, potem kaszel. Młodzi i silni przeżyli- ale starcy i dzieci nie mieli tyle szczęścia. Dzieci umierały cicho, we śnie. Starcy… cóż. Zanim odeszli, krzyczeli. O tym, że zabija ich odejście od starej wiary. Że to zemsta opuszczonych, zapomnianych Tytanów. Że nowi bogowie, którym Orkowie wznoszą od jakiegoś czasu ołtarze są nie dość silni, aby ich przed tą zemstą uchronić. Że to ludzcy bogowie, których obchodzą tylko ludzkie problemy- o ile w ogóle obchodzą ich jakieś inne problemy poza własnymi. I że ratunek tkwi tylko w starej wierze. Zaraza zebrała swoje żniwo, minęło kilka tygodni i w innej wiosce zaczęło dziać się dokładnie to samo. Potem w następnej. I następnej. Orkowie boją się. Trwa ich masowa ucieczka do tych wiosek, do których zaraza jeszcze nie dotarła. Część na pewno skrycie zaczyna, obok domowych ołtarzyków dla Prawdziwych Bogów ustawiać mniejsze. Ale wcale nie mniej przez to prawdziwe. Zobaczycie wkrótce, że popularne stało się malowanie sobie na skórze symboli Tytanów. Wierzą, że to…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Talizman. Który uchroni ich przed zarazą tam, dokąd dotrą w swojej przed nią ucieczce.” – szepnęła Cinnamon.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zaiste, Pani. Lizetta, kiedy tu dotarła, próbowała znaleźć jakąś prawidłowość w częstotliwości pojawiania się nowych ognisk zarazy, albo schemat w rozkładzie miejsc, w których zaraza wybucha. Jedyną zaobserwowaną regułą był absolutny brak reguł zarówno co do miejsca, jak i czasu. Orkowie są bezradni. Na zarazę nie ma, póki co, lekarstwa. Dwa dni temu pojawiło się nowe źródło i tam właśnie udała się Lizetta.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cinnamon słuchała tego wszystkiego ze zmarszczonymi brwiami, a gdzieś w okolicy splotu słonecznego zaczęło w niej kiełkować okropne przeczucie. Że oto powtarza się stara, na wpół zapomniana historia. Z obecnych tutaj, wraz z nią byli jej uczestnikami jedynie Guillermo i Tadhg. Z mroków błogosławionej niepamięci zwolna zaczęło powracać do niej wspomnienie pełnej rozpalonych gorączką wioski. Zwłok, palonych na stosach. Niepokojącej wyliczanki, którą wyrecytowały im dzieci. Opowieści o wędrownym kuglarzu, który przejeżdżał przez wioskę zaledwie kilkanaście dni przed pierwszym zachorowaniem. I małego ołtarzyka za wioską, do którego zaprowadził ich Nester. Na którym, wśród dziwacznych, kościanych figurek znaleźli swoje własne wyobrażenia. Co też z nimi wówczas zrobili? Zniszczyli? A może… „ A co oni robią ze zwłokami?” – oderwał ją od wspomnień głos nekromanty. Brzmiały w nim nuty tak niezdrowej fascynacji, że wszyscy bez wyjątku zwrócili się teraz ku niemu. „No… zostawiają za sobą.” – zaczął powoli Alik, przyglądając mu się dziwnie. „W zwyczajowych miejscach pochówku. Powieszone. Na drzewach. Też zwyczajowo.” – dodał szybko tę ostatnią uwagę, jakby chcąc powstrzymać czarodzieja przed zadawaniem dalszych pytań. Co jednak niezupełnie się udało bo, kiwnąwszy głową, Tadhg zagadnął kapłana: „ A moglibyśmy je zobaczyć?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Co zobaczyć?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zwłoki. Dobrze zachowane. Lepiej starych, niż dzieci. Najchętniej zmarłych na zarazę. Najlepiej w miarę świeże- tak góra tygodniowe, jakby się dało.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale to by oznaczało wejście na miejsce kultu…” – kapłan wyglądał, jakby miał się zaraz pochorować. – „Na to musi wyrazić zgodę starszyzna…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No to idźcie i zapytajcie o zgodę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Teraz??”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tak. Zaraz. Teraz. Im szybciej, tym lepiej. I możesz im powiedzieć, że nie muszą się martwić ewentualnym zakłóceniem odpoczynku zmarłych, albo bezczeszczeniem ich zwłok. Jak skończę  sekcję, będą jak żywi… ee… jakby dopiero co zmarli.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak sobie życzycie. Proszę- zostańcie tutaj do mojego powrotu.” – Alik obrzucił nekromantę jeszcze jednym spojrzeniem, pełnym nieopisanego obrzydzenia i wyszedł pośpiesznie z chaty. „To ja się skoczę rozejrzeć.” – mruknął Guillermo i wymknął się z chaty za wychodzącymi.  Wrócił po dłuższej chwili. „Tam coś jest – w tej większej chacie pośrodku. I wokół tej chaty, pod ziemią. I w ogóle to co mówi takim bardzo niskim głosem?” W tym momencie zasłaniająca wejście skóra uniosła się ponownie, ukazując ich oczom oblicze zakłopotanego Alika.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czy ktoś z was w czasie mojej nieobecności wychodził z chaty?” Popatrzyli po sobie- nie było sensu kłamać. „Tak, ja- miałem taką potrzebę.”  - spokojnie oznajmił Guillermo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No właśnie – zauważono waszą obecność.. Starsza przemówiła. Macie pozwolenie na obejrzenie zwłok- ale może tam pójść tylko jedno z Was.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No dobrze, ja pójdę.” – Cinnamon zaczęła się podnosić z miejsca.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A może ja…” – Cinnamon uniosła brwi i bez słowa patrzyła na nekromantę, kiedy tłumaczył - „No bo ja znam orczy. A oni o tym nie wiedzą. Wiec mógłbym zrozumieć rzeczy, jak będą gadać między sobą. I na zwłokach też się znam- wcale nie gorzej od kapłana.” Wzruszyła ramionami. „On pójdzie” – wskazała Alikowi Tadhga. Całkowicie ignorując przerażone spojrzenie kapłana przesunęła się za plecy nekromanty i dotykając jego ramienia, wymruczała inkantację zaklęcia &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Holy Channel&lt;/span&gt; a zaraz potem, nie zdejmując ręki z rękawa czarodzieja, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Prawdziwego Widzenia&lt;/span&gt;. „Dzięki” – szepnął nekromanta, wychodząc z chaty, a ona skupiła się całkowicie na odczuciach, odbieranych za pomocą pierwszego z rzuconych przed chwilą zaklęć.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Cały i zdrowy, czarodziej wrócił po mnie więcej godzinie z miną osoby która właśnie odkryła, że smoki nie dość, że istnieją, to wypożyczają książki z tej samej biblioteki. „Zwłoki jak zwłoki- dobrze zachowane, guzik z nich wynika. Za to ta starsza- słuchajcie, to jest najprawdziwsza HAGA! Najstarsza, jaką w życiu widziałem! I największa! Mieszka w tej centralnej chałupie! I ona się nimi tutaj OPIEKUJE, tymi Orkami! I ich leczy! Gadałem z nią- wiecie, jakich się rzeczy ponadowiadywałem? Wiedzieliście na przykład, że nie ma Hag- samców? Że one rzeczywiście porywają dzieci i zmieniają je w Hagi??”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To fascynujące, nie miałam o tym pojęcia.” – nieoczekiwanie odezwała się  Anabeth dziwnie gardłowym głosem, patrząc na czarodzieja spod rzęs i przysuwając się do niego nieco bliżej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale Ciebie już nie porwą- za stara jesteś.” – stwierdził rzeczowo Rajmund. Anabeth spąsowiała, otworzyła usta, jakby miała poczęstować paladyna jakąś celną ripostą ale, najwyraźniej rozmyśliwszy się, zmilczała. Tymczasem Cinnamon, ślepa i głucha na odbywające się właśnie rozmaitej natury interakcje międzyludzkie, myślała intensywnie. „Znaczy trzeba iść dalej. Wziąć przewodników i o świcie ruszać do Lizetty, obejrzeć jeszcze żywych chorych.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Też tak myślę.” – zgodził się nekromanta, intensywnie wpatrując się w Anabeth.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Wstali przed świtem, obudzeni przez Guillerma. „Elenka mówi, że na zewnątrz są dzieci. I nie tylko dzieci. I że się patrzą. Na nią. Tak… stoją i się patrzą tylko.” Rzuciwszy mu przeciągłe spojrzenie, nekromanta z paladynem wyszli przed chatę. „Gówno tam jest. Oraz rosa!” – skwitował elenkowe rewelacje czarodziej i z rozmachem usiadł na swoim posłaniu, biorąc na kolana księgę czarów i dając tym samym do zrozumienia całej reszcie, że chwilowo nie życzy sobie zawracania głowy rzeczami mniej poważnymi, niż koniec świata.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Rankiem, prowadzeni przez Alika i kilku Orków opuścili wioskę, odprowadzani wciąż tak samo niechętnymi spojrzeniami jej mieszkańców. Szli przez resztę dnia, a kiedy słońce zaczęło zachodzić Orki wskazały im jaskinię, w której mieli spędzić noc. Zmęczeni, rozłożyli prowizoryczne obozowisko, zjedli coś, ustalili kolejność wart i zasnęli tam, gdzie posiadali pewni, że noc minie szybko i spokojnie. W przypadku Cinnamon ta pewność minęła wraz z ręką Tadhga, potrząsającą jej ramieniem. „Wstawaj, coś nie tak z Eleną, Guillermo wybiegł na zewnątrz.” Poderwała się i równo z czarodziejem wypadła w mrok przed jaskinią. Ich oczom ukazała  się zalana księżycowym światłem łąką, za nią rzeka, a na drugim brzegu rzeki- Guillermo z wyciągniętym mieczem. Przed nim, za nim, obok niego księżycowa poświata gęstniała w zbyt dobrze znane kształty. „Duchy! Guillermo! Duchy!” – biegła po łące, przeglądając w myślach dostępne zaklęcia, boleśnie świadoma że otaczające chłopaka duchy to duchy dzieci i że będzie miała kłopot, aby nie krzywdzić otaczających żywego towarzysza istot, żeby wyłącznie przytrzymać je na dystans. W chwili, kiedy dobiegła do brzegu rzeki, wyciągnęła rękę nad ziemią, &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Poświęcając&lt;/span&gt; ją. „Guillermo, wracaj!” – krzyknęła w momencie, kiedy z dłoni stojącego obok nekromanty  wystrzelił kobaltowy blask, niszcząc część duchów, raniąc inne. Cinnamon skrzywiła się niechętnie. „Wracaj natychmiast, idioto!” – krzyknął Tadhg. Guillermo z ociąganiem przedarł się ku nim przez rzekę, mamrocząc „Elenka… ranna.”  „To się da łatwo naprawić” – obrzydliwie czarny promień negatywnej energii popłynął z palców nekromanty wprost ku małej sprawiając, że poczuła się wyraźnie lepiej. „A co do Ciebie” – wysyczał czarodziej odwracając się tak, żeby być twarzą w twarz z Guillermem „to nie wiem, co w Ciebie wstąpiło. I nie chcę wiedzieć. Ale co to jest za zwyczaj pędzić między duchy bez chociażby obudzenia czarodzieja albo kapłanki? Życie Ci zbrzydło? I to i Twoje życie i nasze? I co się w ogóle z Tobą wyrabia? Szarżujesz na Enkili- wie- co przez Ścianę Lodu bez choćby zastanowienia się, co to takiego jest, teraz to… jesteśmy razem, czy nie?” Wojownik wolno pokiwał głową. – „To skoro jesteśmy, powinniśmy się tak zachowywać. Współdziałać. A nie strugać bohatera- solistę. Bo Cinnamon nie ma nieskończonej liczby &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Wskrzeszeń Umarłych&lt;/span&gt; dziennie. A nawet gdyby miała- jak Cię coś kiedyś zamieni w upiora, to Ci to nijak nie pomoże.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No… przepraszam, no. Nie pomyślałem...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, nie pomyślałeś. I lepiej, żebyś zaczął. Od zaraz. I to nie tylko o sobie. Bo na luksus niemyślenia – zwłaszcza o innych - nie możemy sobie pozwolić.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-88329230379789780?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/88329230379789780'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/88329230379789780'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/12/psalm-xix-deja-vu.html' title='Psalm XX. Deja vu.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-2845862635876109232</id><published>2008-12-12T21:48:00.016+01:00</published><updated>2009-03-21T15:23:59.700+01:00</updated><title type='text'>Psalm XIX. Misja Lizetta.</title><content type='html'>&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;br /&gt;„No weźże go!”- niecierpliwiła się Cinnamon, wpychając do rak Guillerma artefaktyczny miecz.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale ja dwuręczny mam…” – wyartykułował swoją rozterkę Guillermo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Lepszy niż ten?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No niee…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No to bierzesz ten i skołujesz sobie do tego tarczę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I tak będę popylał, z tarczą i w baletkach?” – Guillermo niepewnie zazezował na swoje nowiutkie buty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie, Guil- będziesz stał na pierwszej linii i przyjmował na klatę.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A on by nie mógłby zamiast? Albo chociaż też?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Kto?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No.. on” – ostrożnym ruchem podbródka Guillermo wskazał na pobrzękującego w kącie paladyna.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To się jeszcze okaże, czy nowy zostanie z nami.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Zostanie, mówię Ci- wdzięczność miasta Mithril musi się przecież wyrazić w podręcznym paladynie dla jego bohaterów.” – wzrok Guillerma powędrował ku Rajmundowi, po raz chyba setny tego dnia polerującemu miecz i nie zatrzymując  się na nim dłużej, spoczął na towarzyszącej paladynowi pannie zbrojnej która, skromnie splótłszy na kolanach dłonie w skórzanych rękawicach, wdzięcznie przycupnęła na zydelku opodal. „Zresztą tę kohortę niczego sobie ma.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Byś przestał w kółko o jednym i tym samym!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ale ja mam osiemnaście lat, Cinnamon! To o czym innym mam, jak nie o tym…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nie wiem- weź idź sobie pryszcze powyciskaj. Albo Elenki przypilnuj- ostatnio jakoś tak dziwnie się tym misiem bawiła… MIECZ!” – syknięcie Cinnamon osadziło chłopaka w miejscu. Zawirował , złapał artefakt w garść i rozejrzał się za Elenką, która majaczyła na tle otwieranych właśnie drzwi do vaulta, w którym skończyła się ich postbanewarrensowa kwarantanna. W drzwiach stanął uśmiechnięty Oshir.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No to Wam teleporterkę znalazłem.” – to powiedziawszy Oshir odsunął się od drzwi, ukazując ich oczom wyjątkowo apetyczne kobieciątko, spowite od stópek aż po płomiennie rudą główkę w drugiej młodości jedwabie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jest nam bardzo przyjemnie, że mamy okoliczność.” – popisał się Guillermo z wyjątkowo głupim uśmiechem, prężąc prawy biceps.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Oraz imiona. Mamy. Mnie zwą Tadhg Mhic Draodoir i jestem ambasadorem miasta Hollowfaust w mieście Mithril.” – nekromanta poderwał się z pryczy i wypiął dumnie okolice kieszonki na piersiach – „A Ciebie, Pani, nazywają...”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Anabeth jestem!” – zaszczebiotało spośród jedwabi.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Cinnamon Cayenne.” – wcięła się obcesowo w prezentację ludzkich obyczajów godowych Cinnamon uznawszy że, chociaż elfy żyją relatywnie długo, może jej życia nie starczyć na doczekanie teleportu, który pozwoli im się zobaczyć z Lizettą, przebywającą obecnie z bliżej nikomu nieznaną misją gdzieś na północy kontynentu. „Zostaliśmy poinformowani, że możesz nam pomóc przenieść się… w to miejsce” – stuknęła palcem w mapę sztabową, dostarczoną im poprzedniego wieczora osobiście przez Rajmunda a po dumie, z jaką ją rozwijał kto wie, czy i nie przez niego osobiście narysowaną.  „W związku z czym mamy dwa pytania: czy to prawda oraz za ile?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;                       ----------------------------------------------------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lądowali po kolei w śniegu, wzniecając małe fontanny lodowatego puchu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To tu?” – upewniali się, zerkając na Anabeth.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Tu. Na pewno. Tam.. o” – wdzięcznie przegięła się w prawo  - ”…jest posterunek mithrilskiego palatynatu.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Czyli tam idziemy!” – ucieszył się jasno określonym azymutem Rajmund i wylazł z zaspy, kierując się raźno we wskazanym przez teleporterkę kierunku.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A on czemu przodem lezie?!” – zainteresowała się natychmiast Anabeth, gramoląc się za paladynem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A zwróciłaś uwagę na symbole Coriana i palatynatu Mithril na jego napierśniku?” – Guillermo dał susa w przód w chybionej próbie przytrzymania za łokieć damy w śnieżnej opresji, blokując tym samym nekromancie drogę ewakuacji. Tymczasem symbole Coriana i palatynatu oddalały się w zapadającym zmierzchu więc, chcąc nie chcąc, przedarli się na bardziej ubity śnieg, który pełnił zdaje się funkcje ulicy i potruchtali za paladynem przytupując w płonnej nadziei, że pozwoli im to pozbyć się z butów szybko topniejącego śniegu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Po chwili dotarli do niepozornego budynku z symbolem palatynatu nad drzwiami, w które rytmicznie łomotał Rajmund. W drzwiach otworzył się judasz, przez który zaczerwienione i opuchnięte od snu oko zmierzyło ich wpierw nieprzyjaźnie a potem, zatrzymawszy się na napierśniku paladyna- ze zrozumieniem. Judasz zatrzasnął się, skrywając oko, zaszczękały sztaby i zamki, a po chwili drzwi otwarły się ze skrzypnięciem.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wchodźcie, przybysze z…”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Mithril.” - Rajmund wymienił z gospodarzem jakiś rodzaj salutu i przecisnął się przez drzwi, a reszta podążyła za nim, z ulgą pozostawiając za sobą zmierzch i zadymkę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Chodźcie, chodźcie- ziółek zaparzę, a i kołacz jakiś się znajdzie. Co was sprowadza w tę niegościnną krainę?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Szukamy Lizetty. Może..”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Ach tak, Lizetta! Była tu… parę niedziel temu przybyła z kilkorgiem ludzi z palatynatu z Mithril. Szukała przewodnika, żeby ją na północ zaprowadził, bo z misją się jakąś tam ponoć udawała. Do Orków. Pewnie usłyszeli już w Mithril, że Orkowie z północy postanowili teraz edukację zdobywać. ”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jak to- edukację? Orkowie?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No mnie to też zdziwiło, kiedy tu przybyli z miesiąc temu i zażądali ksiąg… Oj panie, uważajcie, przecie ziółka ciepłe, oparzyć się można!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Jakich ksiąg?” – Tadhgowi udało się nie wylać na koszulę zawartości glinianego kubka, który właśnie odstawiał na stół.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No… papierzanych. Wszystkich, cośmy je mieli.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„I daliście im?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„…udostępniliśmy. Ale tam chyba nie znaleźli tego, czego szukali bo pytali, czy więcej ksiąg nie mamy. No tom powiedział, że więcej to chyba aż w Mithril. No i jakem później tę Lizettę tu na progu zobaczył tom od razu wykombinował, że to względem tych Orków tu przybyła. I jak pytała o przewodnika, tom jej polecił od razu tego, co ze Szprotą pracuje. No i go wynajęła, łódź wynajęli i pojechali wszyscy w górę rzeki, aż do orczych plemion. Mam nadzieję, że przed Wiatrem zdążyli, co po przełęczach hula, bo reszta obsady posterunku teraz zbiera tych, co przed Wiatrem do miejsca przeznaczenia nie zdążyli przybyc i pozamarzali gdzieś po drodze.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A tego Szprotę to gdzie możemy znaleźć?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Foczy Bulwar 15, po wyjściu w prawo i cały czas prosto. Ale chodzić tam po nocy nie radzę, bo to i nieprzyjemnie i wy tu obcy, a i Szprota wieczorami bywa… niedysponowany. Lepiej tam za dnia idźcie.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I dokładnie tak nie zrobili. Podziękowawszy za informację, radę i ziółka (na wspomnienie których Cinnamon jeszcze przez parę tygodni boleśnie ściskał się żołądek), raźno ruszyli na poszukiwanie Szproty.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Nie uszli daleko. Po trzydziestu zaledwie krokach uszu ich doszedł gniewny ryk i huk. Potem, w deszczu sypiących się odłamków lodu, będących jeszcze przed chwilą czymś niepokojąco podobnym do blokującej wylot ulicy Ściany Lodu, oczom ich ukazał się wielki, obdarty półork. Najwyraźniej w &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Furii&lt;/span&gt; runął w ich stronę, rycząc rozdzierająco „Z drogi!!” Usunęli się nie myśląc nawet o próbie zablokowania mu ulicy z drugiej strony. Pomyślał o tym ktoś inny; wielgachny obdartus nie przebiegł nawet pięciu kroków, kiedy wokół niego i ponad nim wyrosła znikąd kopuła grubego lodu. Odwrócili się w stronę wyrwy w lodzie, zza której najwyraźniej nadleciało zaklęcie. W gęstniejących ciemnościach Cinnamon dostrzegła zarys sylwetki…. czegoś. Co medytowało. Albo… przywoływało. Jej oczom nie dany był jednak czas na przesłanie do mózgu obrazu tego, na co właśnie patrzyła. Ponieważ Guillermo zniknął. Dosłownie rozpłynął się w otaczających ich cieniach. A Cinnamon ze zgrozą zdała sobie sprawę, że dzisiaj nie rzucała &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Holy Channel&lt;/span&gt;. I że ich towarzysz najprawdopodobniej wyruszył samotnie konstruować pierwszą linię bez jakiegokolwiek wsparcia medycznego. Zaklęła szpetnie i ostrożnie ruszyła do przodu. Po kilku krokach każdemu jej ruchowi zaczęło towarzyszyć irytujące pobrzękiwanie. „Czym ja tak dzwonię, przecież nie ostrogami?” – zmarszczyła brwi i nagle spłynęło na nią zrozumienie- krok w krok za nią ku wyrwie w lodzie skradał się paladyn. „Jak umierać, to tylko w grupach wszystkich uzdrowicieli w drużynie.” – pomyślała zrezygnowana, ostrożnie przełażąc przez wyrwę w lodzie. Kształt obcego summonera z piekła rodem przed nimi stawał się z każdym krokiem wyraźniejszy. Guillerma ciągle ani śladu. Jeszcze krok… dwa… kątem oka zarejestrowała, że dom po prawej ma wielką dziurę w miejscu, gdzie normalnie powinny być drzwi. I że w środku domu majaczy jakiś kształt… „Jest ich więcej, niedobrze” – zatrzymała się, żeby powiedzieć paladynowi o swoim spostrzeżeniu, gdy spośród cieni przed nimi wypadł Guillermo, tnąc mieczem w dół i skos, mierząc w głowę i obojczyk obcego i chybiając swojego celu w wyjątkowo spektakularny sposób. „O szlag! Teraz…” – ale Cinnamon nie dane się było zastanowić, co teraz, ponieważ poczuła na plecach znajome zasysanie powietrza, towarzyszące zazwyczaj jednemu z zaklęć Tadhga. Zdążyła odwrócić głowę na czas, żeby zobaczyć eksplodujący wokół uwięzionego półorka lód i padającego, a zaraz potem rozwiewającego się summonera, który tymczasem pojawił się za plecami jej towarzyszy. No tak, oczywiście, tamci to były iluzje… „To rozumiem!” – zaryczał półork. „Szprota jestem!”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A- to sprawę mamy do pana, panie Szproto!” – ucieszył się czarodziej.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A to chodźcie, może do domu wejdziemy, co tak będziemy na mrozie stali…” – jak się tego spodziewali, Szprota podążył dokładnie w kierunku jedynego dziurawego budynku w okolicy. „To się naprawi.” – wymamrotał, włażąc do środka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To my tu sobie ponaprawiamy…” – skinąwszy na Anabeth, nekromanta zaczął łatać ściany systematycznie rzucanym zaklęciem &lt;span style="font-style:italic;"&gt;Naprawy&lt;/span&gt; „ a pan by nam w międzyczasie opowiedział, co pan wie o obecnym miejscu pobytu swojego współpracownika oraz niejakiej Lizetty.”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„To ta pyskata cycatka, co chciała na północ?” – upewnił się ich gospodarz, obserwując poczynania pary magików z nieufnością, która szybko przerodziła się w szczery zachwyt.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Nic się Lizzie nie zmieniła, jak byliśmy w Banewarrens!” – rozczulił się Guillermo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Aha. No to była tu. Wynajęła łódź. I popłynęli. A potem szukał jej taki gościu. I też chciał na północ. Wynajął nas. Znaczy mojego współpracownika. I inną łódź. I też popłynęli. I powinien był już wrócić, mój współpracownik znaczy- ale go ni ma.”  - streścił Szprota historię swojej krótkiej znajomości z Lizettą.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„No tak… zostaw Anabeth, TO tak było!” – Tadhg powstrzymał nadgorliwość ich nowej towarzyszki. – „A jakby się pan, panie Szproto zapatrywał na możliwość zaangażowania swojej skromnej osoby w świadczenie dla naszej gromady podobnego typu działalności usługowej?”&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;…&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„Wynająłbyś dla nas łódź i zgodziłbyś się na przewodnika?” – przetłumaczył z tadhgowego na wspólny Guillermo.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;„A!” – Szprota oderwał bezbrzeżnie zdumiony wzrok od ust czarodzieja. – „Za ile?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-2845862635876109232?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/2845862635876109232'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/2845862635876109232'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/12/no-wee-go-niecierpliwia-si-cinnamon.html' title='Psalm XIX. Misja Lizetta.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-7817500292664693140</id><published>2008-11-18T22:03:00.010+01:00</published><updated>2009-03-21T15:23:22.664+01:00</updated><title type='text'>Psalm XVIII. Należne jej miejsce.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; line-height: normal;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;"Buty? Fajne jakieś ciżmy?" - dopytywał Guillermo, przepychając się z resztą dostojnych bohaterów szacownego miasta &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_0"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;Mithril&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; przy stoliku z Nagrodami Za Wierną Służbę Miastu. - "Byle nie pedalskie mokasyny!". &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Ta ostatnia uwaga posiała wątpliwości w &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_1"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;Oshirze&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, który już- już łapał w garść żółcącą się wśród &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_2"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;scrolli&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; i woreczków parę nowiutkich kierpców. „No coś Ty, to porządne obuwie magiczne jest!”- zgromił &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_3"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;Guillerma&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; wzrokiem &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_4"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;Tadhg&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; i powrócił&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; do obdukcji obracanego w rękach &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_5"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;scrolla&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. „Twoje, trzymaj!”- ocenił po chwili &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wskrzeszanie Umarłych&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; na piśmie i, oderwawszy prawe oko od &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_6"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;scrolla&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, wyciągnął rękę do &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_7"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; która stała bez ruchu, ze wzrokiem utkwionym w oparty o stół, elegancki pakunek; do kosztownego, czarnego aksamitu ktoś przyczepił karteczkę, na której starannym pismem wykaligrafowano dwa słowa- „&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Dla &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_8"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;”. „Weź go! &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_9"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Weź go, &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_10"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;.” – poprosiła przełożona klasztoru &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_11"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;Madriel&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; w mieście &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_12"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;Mithril&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. „Jeżeli tylko uda Ci się znaleźć ten miecz- weź go i wynieś z &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_13"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;Banewarrens&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. To potężny artefakt; może najpotężniejszy wśród kapłańskich artefaktów w służbie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_14"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;Madriel&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, przeklętych i zamkniętych w &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_15"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;Banewarrens&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. Zabójca Czarodziejów nie powinien tam zostać, kiedy to miejsce zostanie ponownie zapieczętowane.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Nie walczę mieczem.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Co nie znaczy, że nie możesz go stamtąd wynieść. To ważne.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Ważne dlaczego? Ważne dla kogo?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Po prostu...”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Ciemny lud może kupi proste &lt;span style="font-style: italic;"&gt;"po prostu"&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;po&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;- ja nie.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/po&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_16"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; Cayenne, taka jest wola Bogini!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Nic mi o tym nie wiadomo.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Bluźnisz! Nie możesz zakładać...”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Nie, nie mogę. I nie muszę.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_17"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;Kapła&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;..”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„A wiara nie jest ślepa.”- &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_18"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; podniosła się i wyszła w akompaniamencie ogłuszającego milczenia.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Tej nocy miała sen. Raz za razem dokonywała wyborów- i każdy był zły. Każdy miał swoją cenę, wypisaną krwią i cierpieniem. Cudzą krwią. Cudzym cierpieniem. Więc po raz dziesiąty, dwudziesty, setny wracała w miejsce, z którego zaczynała, aby znowu wybrać. I znowu się pomylić. Potem nieznany jej, kobiecy głos powiedział z trwogą tuż przy jej uchu „Matko Święta’ i szeroko otworzyła oczy, a w jej tęczówkach odbił się obraz ogromnego, psiego łba tuż przy ramie jej łóżka. Gwałtownie nabrała powietrza, a wtedy brytan rozsnuł się w cienkie jak pajęczyna pasma mgiełki w nocnej ciemności jej komnaty.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Rano ponownie zeszła z innymi do &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_19"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Banewarrens&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. Zdecydowana pozostawić miecz swojemu losowi. Pod żadnym pozorem nie angażować w to reszty. Uporczywie ignorowała śpiew drzemiącej w artefakcie mocy, choć mijali miejsca, gdzie wibrowało od niej powietrze. Aż do chwili, kiedy w szalonej ucieczce przed kolejnym wrogiem wpadli wszyscy przez drzwi do komnaty. Później powiedziano jej, że była wypełniona identycznymi, wiszącymi pod sufitem mieczami. Jakimi mieczami? Ona widziała tylko ten jeden który, była tego pewna, taksował ją uważnie, oceniał. Po raz kolejny zadecydowano za nią- i nieszczególnie dobrze czuła się z tą świadomością. &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Ale artefakt zabrali. Owinięty w płaszcz, niesiony z daleka od nekromanty, starannie omijany wzrokiem przez &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_20"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, podążał z nimi ku wyjściu. Jak się już wkrótce okazało- zapieczętowanemu starannie na tak zwany wszelki wypadek przez Czcigodny Palatynat. Który postanowił uczcić pamięć bohaterów &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_21"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Mithril&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; za pomocą zagadek, którymi uraczyły ich drzwi do &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_22"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Banewarrens&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. Kiedy się zbliżyli, drzwi rozjarzyły się runami i przemówiły. Pierwsza próba nieudanej odpowiedzi- runy przygasły, pozostawiając w widocznym spectrum tylko dwa i &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_23"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; została sama, pośród pozostających pod działaniem &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Uroku&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; towarzyszy. Druga próba (kiedy już odczarowała kogo mogła i przegrupowali siły za węgłem)- udało się. Inny zestaw rozświetlonych runów w ciemnościach korytarza, inny głos, inna zagadka. Z tych, na które odpowiedzi znali podobno tylko oni- bohaterowie. „&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_24"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Lizetta&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;” – ryzykowali odpowiedź, ukryci bezpiecznie za węgłem podczas, kiedy sam na sam z drzwiami pozostawał &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_25"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Tadhg&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. Który się zawahał. Wahanie kosztowało go życie. Ale jakie mieli wyjście? Oprócz od nowa rozjarzonych runami drzwi? Które przy kolejnej próbie powtórzyły - na szczęście - tę samą zagadkę. Odpowiedzią – na szczęście – była &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_26"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Lizetta&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;. Drzwi się otwarły, ukazując ich oczom kwiat miejscowego &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_27"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;palatyństwa&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, zajęty mierzeniem do nich z wszelkiego rodzaju broni i wykrzykiwaniem: „Rzućcie broń!” Więc rzucili broń, cierpliwie udowodnili że są dokładnie tymi, na których wyglądają, dali się poprowadzić ku tymczasowym kwaterom, zaaranżowanym przy wejściu do &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_28"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Banewarrens&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, zamknąć tam na kilkudniowej kwarantannie, okadzać kilka razy na dobę i poddawać zaklęciu &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Wykrywania Zła&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; (póki co wszyscy bez wyjątku bardzo pięknie się w ten sposób wykrywali). &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_29"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Tadhga&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; wskrzeszono, od &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_30"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Oshira&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; przyjęto meldunki, od awanturującej się ze strażą miejską, zaniepokojonej nieobecnością krewniaka rodziny &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_31"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Guillerma&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;- zeznania. Zaproszono ich na uroczystą kolację, na której zamierzano im wręczyć „skromne dowody wdzięczności Miasta dla jego Bohaterów”. Prawdopodobnie &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_32"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;scrolle&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; z jakimiś zaklęciami. Na pewno pieniądze. Niewykluczone, że jakieś przedmioty magiczne. Na przykład magiczne buty…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;A do &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_33"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; przyszła przełożona. Jej oczy aż zabłysły z radości, kiedy zobaczyła porzucony w kącie, niechciany artefakt.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Weź go. Weź go do świątyni, zdejmij klątwę, a potem powieś na ścianie w którejś z bocznych kaplic i ustaw przed nim świece wotywne. I może jakąś paprotkę.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Świątynia weźmie go, bez wątpienia. Tylko… Ale o tym później. A teraz- siostro, jakaż to ulga widzieć Cię wśród żywych!”- przełożona porwała w objęcia &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="blsp-spelling-error" id="SPELLING_ERROR_34"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Cinnamon&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;, która natychmiast zesztywniała pod obcym, nieproszonym dotykiem. „Opowiadaj!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;            &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;Kilka godzin później przełożona pokiwała głową. „To doprawdy wielkie szczęście, że wyszliście stamtąd cali, zdrowi i…” – ostrożnie układała na wargach kolejne słowo – „niezmienieni. To przeklęte miejsce- jak gromadzone tam przedmioty…” – wzrok przełożonej niemal bezwiednie powędrował w kąt pokoju. „Tak… Miecz zostanie zabrany do świątyni, zostanie z niego zdjęta klątwa, będzie z powrotem potężnym artefaktem… Zapewne wiesz, że należy do Ciebie?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Słucham?!”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Miecz należy teraz do Ciebie.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Nie walczę mieczem.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Jest Twój. Możesz z nim uczynić, co zechcesz.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Więc chcę go ofiarować Świątyni.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Z tym może być pewien problem. On… lepiej by było, żeby nie pozostawał w świątyni. Ani w Mithril.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Chcesz powiedzieć, że najpierw miałam go wynieść z Banewarrens, teraz natomiast mam go usunąć z miasta, tak?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Taka jest..”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Wola Bogini, wiem.” – poirytowana Cinnamon zupełnie zignorowała zgorszone spojrzenie przełożonej. „Nie prościej byłoby wysłać go jako podarunek na następne Konklawe? Albo do którejś szkoły magów? Mógłby być nagrodą… bo ja wiem, w dellajadzie alchemicznej.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Zabójca Czarodziejów jest …”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„…&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;może najpotężniejszym wśród kapłańskich artefaktów w służbie Madriel&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;.” – dokończyła Cinnamon. – „I co- wolą samej Bogini jest, aby wyniosła go z miasta jedna z jej kapłanek, która nawet nie będzie go używać, tak? I wlokła go za sobą po świecie, aż go jej nie ukradną? Albo dopóki artefakt nie zmusi jej, żeby zrobiła coś strasznego?”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„No… to zależy od Ciebie.” – zaczęła z ociąganiem przełożona. ”To znaczy, czy opuścisz teraz w jakimś celu miasto. Czy też zechcesz” – zająknęła się – „zająć należne Ci miejsce przełożonej konwentu.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Należne mi… Dobra Madriel, ależ tak jest! Jestem najwyższym rangą kapłanem w mieście Mithril! Kiedy to się stało? I jak?...”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Siostro?”- drgnęła, słysząc w głosie przełożonej z najwyższym trudem skrywaną obawę. No tak, jeśli Cinnamon przyjmie zaszczytny tytuł, ona będzie musiała ustąpić… Przełożona świątyni w dużym mieście. Powszechny szacunek. Pozycja w Radzie Miasta i wpływ na jego politykę. Jasny, wyraźnie wytyczony cel. Moc uzdrawiania i wskrzeszania, ofiarowana wdzięcznym szczęśliwcom w imię Madriel. Długie godziny, spędzane w bibliotece z filiżanką parującej herbaty wśród zapachu pożółkłych kartek papieru. Własne miejsce na Konklawe. Każda noc przespana w ciepłym łóżku. I wanna, kiedy tylko przyjdzie ochota na kąpiel.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2" style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;„Nie” – zaskoczyła ją własna odpowiedź – „Nie zechcę.”&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoBodyText2"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="margin-bottom: 4.85pt; text-align: justify; text-indent: 35.4pt; line-height: normal;"&gt;&lt;span style=""&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="line-height: 115%;"&gt;&lt;o:p&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style=""&gt;&lt;span class="Apple-style-span"  style="font-size:small;"&gt;&lt;span class="Apple-style-span" style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-7817500292664693140?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/7817500292664693140'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/7817500292664693140'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/11/buty-fajne-jakie-cimy-dopytywa.html' title='Psalm XVIII. Należne jej miejsce.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-571908008278656441</id><published>2008-08-17T18:39:00.006+02:00</published><updated>2009-03-21T15:22:53.361+01:00</updated><title type='text'>XVII. Psalm na piątą niedzielę zwykłą miesiąca Na'am.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"  style="margin-left: 141.6pt; text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; text-indent: 0px;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/div&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/span&gt;&lt;p&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="margin-left: 141.6pt; text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mater nostra.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" face="verdana" style="margin-left: 141.6pt; text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pani nasza&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Która Jesteś.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Święte Twoje Imię.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Błogosławione Dary.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niech będzie Twoja wola,&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niechaj się stanie,&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niech zegnie nasze karki aż do ziemi&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W pokornej akceptacji.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;O małe, powszednie sprawy&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zadbamy sami;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Ty, Bogini Rzeczy Wielkich, zaopiekuj się naszymi duszami, bo przecież&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wszyscy mamy dusze… I są nieśmiertelne- czyż nie?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Odpuść nam nasze winy-&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Krew na rękach,&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kłamstwo na wargach,&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zemstę na myśli,&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W dokładnej proporcji do Win, odpuszczanych przez nas tak szczodrze.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kuś nas, zwódź, ale zostaw &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wolną Wolę, autonomię dokonywania wyborów, namiastkę wolności&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I wybaw nas…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wybaw nas od nas,&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pani nasza&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;" class="MsoNormal"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Która Jesteś.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-571908008278656441?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/571908008278656441'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/571908008278656441'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/08/xvi.html' title='XVII. Psalm na piątą niedzielę zwykłą miesiąca Na&apos;am.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-1635181323201814068</id><published>2008-08-09T23:06:00.017+02:00</published><updated>2009-03-21T14:43:25.163+01:00</updated><title type='text'>Psalm XVI. Epos Guillermem pisany.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(153, 0, 0);"&gt;&lt;span style=";font-family:verdana;font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;E&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);"&gt;pos&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-family:&amp;quot;;font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt; (&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;epopeja&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;, czasem także poemat epicki&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;) - jeden z głównych i najstarszy gatunek epiki. Obejmuje utwory najczęściej poetyckie, rzadziej tworzone prozą, a ukazujące dzieje życia legendarnych, częściowo historycznych lub całkiem historycznych bohaterów, na tle wydarzeń przełomowych dla danego narodu, lub też opowieść o prapoczątkach tego narodu lub grupy etnicznej. Często opowiadają nie tylko o postaciach ludzkich, ale też boskich, magicznych czy demonicznych. Często mają charakter zbioru opowieści mitycznych i wywodzą się często z czasów, w których grupa ich autorów nie znała pisma.”&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-indent: 35.4pt; text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                                                                                                                        &lt;/span&gt;&lt;span style=""&gt;                                              &lt;/span&gt;--------------------&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W przeciwieństwie do niektórych, Guillermo nie był ani postacią magiczną, ani też niespecjalnie demoniczną. Znał pismo; Cinnamon na własne oczy widziała, jak kilka razy skrobał coś na kawałku wyświnionego pergaminu. Ale nie miała najmniejszych wątpliwości, że postanowił zostać bohaterem eposu. Bohaterem, którego legendarność mogła być dyskusyjna, za to przejście do historii- liczone w minutach. Góra dwóch. Westchnąwszy zastanowiła się, ile Guillerma powinno zostać na podłodze koło nich, żeby mogła przygotować i rzucić jutro zaklęcie &lt;i style=""&gt;Wskrzeszania Umarłych&lt;/i&gt;. Preferencyjnie cały, ale jakoś nie wierzyła, żeby to się wydarzyło. „Może stopa wystarczy… on ma takie wielkie stopy”- taksowała wielkiego buciora, przytrzymywanego obecnie przez Amelanchiera. A jeżeli zamieni się w kamień? No cóż, to już będzie zmartwienie Tadhga, który wpatrywał się w Wirującą Zagładę Guillerma od dobrych kilku godzin wzrokiem strasznym, mamrocząc pod nosem „Czerwonego! Nie ma czerwonego…&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;A żółty… nie ma siły, zła szkoła, zła.” Potencjalny obiekt rychłej zagłady tymczasem poprawił się na podłodze i zakomenderował: „Spuszczajcie!”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pewnie w tym momencie reakcją oczekiwaną od kapłana byłoby wykrzyknięcie: „Nie! Stójcie! Zabijecie go!”. Albo przynajmniej pobłogosławienie rąk, trzymających Guillermowe kostki podczas, gdy głowa chłopaka zanurkowała w różnokolorowych, magicznych odmętach. Rzecz w tym że, podobnie jak cała reszta, Cinnamon miała już tak serdecznie dość wymrażania tylnich części ciała na kamiennej podłodze komnaty na szczycie wieży i gapienia się w blokujący drogę powrotu wir, że najchętniej sama wsadziłaby weń głowę. Powstrzymywało ją od tego graniczące z pewnością prawdopodobieństwo, że jej towarzysze odszukaliby wówczas jej ciało, wyciągnęli na górę i poczekali aż Matheney nauczy się zaklęcia wskrzeszającego&lt;i style=""&gt;.&lt;/i&gt; A potem, dopóki by im się nie znudziło, rzucałaby na nieboszczkę Cayenne owo zaklęcie tylko po to, żeby Oshir, Tadhg albo Guillermo dusili ją, Cinnamon, gołymi rękoma za to, że beztrosko się zabiła, pozostawiając ich bez jej czarów leczących, a co gorsza- w tym strasznym, zapomnianym, nudnym miejscu, w którym koczowali już całą wieczność- chyba ze dwa lata co najmniej! Tak więc bez zmrużenia oka patrzyła, jak Guillermo próbuje dokonać samodekapitacji, a w głowie kiełkowało jej okropne przypuszczenie, że to może nie być takie głupie rozwiązanie dla nich wszystkich, że nawet taka śmierć lepsza niż ten okropny letarg… „No to jestem”- wyłoniła się na powierzchnię wiru nietknięta głowa ich wojownika sprawiając, że wszyscy aż podskoczyli.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jakieś trzy minuty później mieli gotowy plan. Guillermo i Cinnamon, obwiązani linami i asekurowani gorliwie przez całą resztę, byli ostrożnie opuszczani poprzez wir, aby Cinnamon spod jego powierzchni mogła rzucić na Guillerma czar &lt;i style=""&gt;Chodzenia w Powietrzu&lt;/i&gt;. Wówczas Guillermo mógłby zacząć kursować w dół i w górę, znosząc ich wszystkich drogą, która się tu dostali… Tak, to był dobry plan. Tyle, że przy przejściu przez wir z Cinnamon dosłownie wyssało wszystkie prostsze zaklęcia. „A jeżeli tamci mają na sobie albo w głowie jakieś proste czary ochronne, które woleliby zachować? Trzeba ich jednak uprzedzić.”- myślała, szarpiąc za linę, którą była obwiązana i jadąc w górę, ku reszcie towarzyszy.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I to był błąd. Karygodny, niewybaczalny błąd za który zapłaciła, gdy przy powtórnym przejściu w dół przez wir zwyczajnie wyczyściło ją z reszty zaklęć. Wściekła, klnąca na czym Scarred Lands stoją, Cinnamon wyjechała nad pieprzony wir po raz wtóry i w krótkich, żołnierskich słowach, których nie powstydziliby się dowódcy Oshira i Guillermo opisała, co też jej się stało. Popatrzyli po sobie. Jak nie urok… Po czym na dół zjechała na linie Matheney, której udało się spod wiru rzucić zaklęcie &lt;i style=""&gt;Rozproszenia Magii&lt;/i&gt;. Wielce Magiczny Wir zamigotał i zniknął mniej więcej równo z tadhgowym „to nie zadziała”. Przez chwilę trwali w niemym osłupieniu. To znaczy, że cały ten czas siedzieli tutaj i jedli suszoną wołowinę gapiąc się na Śmiertelnie Groźną Pułapkę Blokującą Drogę Powrotną podczas, kiedy mogli po prostu &lt;i style=""&gt;Rozproszyć Magię&lt;/i&gt; i wyjść stąd?? W grobowym milczeniu Cinnamon nastroszyła się pod ścianą w pozycji medytacyjnej, z miną dającą wyraźnie do zrozumienia, żeby nie podchodzić do niej na odległość &lt;i style=""&gt;Fireballa&lt;/i&gt; i zapadła w niewesołe rozmyślania na temat zgubnego wpływu nadmiernego spożycia suszonej wołowiny na zdolności intelektualne spożywających.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Odpocząwszy ( w normalnych okolicznościach Cinnamon powiedziałaby „rankiem”, ale w tym zatęchłym miejscu czas odmierzały nie wschody słońca i księżyca, ale pory medytacji, jedzenia wołowiny i okrążania wypełnionej wirem dziury w podłodze ), rzuciwszy na siebie cały arsenał zaklęć ochronnych oraz czary &lt;i style=""&gt;Chodzenia w Powietrzu&lt;/i&gt;, ruszyli w drogę powrotną w dół. Cinnamon przyszło do głowy, że mogli byli wydrapać w tynku coś na kształt: „Tu byliśmy- Bohaterowie Mithril”. A zaraz potem, w absolutnych ciemnościach które szczelnie ich spowiły, przyszło jej także do głowy, że może jednak nie powinni byli pakować obydwu kapłanek do koszy, dźwiganych przez jednego i tego samego Guillermo. Jeżeli do tego niosący Oshira, idący teoretycznie sześćdziesiąt stóp za nimi Amelanchier nie trzymał dystansu… W tym samym momencie w ciemności zabrzmiał pojedynczy łoskot, seria cichszych pobrzękiwań, a następnie poirytowany Guilllermo wysyczał&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;w źródło hałasu: „Spierda…” Nie dokończył. Wsłuchał się w to, co usłyszała i Cinnamon, a także najprawdopodobniej krążący wokół przy pomocy swojego własnego zaklęcia nekromanta. Gdzieś w górze, nad nimi, coś się poruszało, znacząc szlak swojej ostrożnej wędrówki w dół dziwacznym, rytmicznym podzwanianiem. &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Co do…?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style=""&gt;brzdęk&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Słyszeliście to?? Co..?”&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style=""&gt;brzdęk&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Guillermo nie tracił czas na dyskusje taktyczne ze znieruchomiałym Amelanchierem. „ Na galeryjki, szybko, i rozpraszamy się!” &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style=""&gt;brzdękbrzdęk&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Najciszej jak się dało lądowali w pośpiechu na otaczających ten poziom szybu-wieży balkonik, odsuwając się od siebie na największą możliwą odległość. I szło im to całkiem nieźle- &lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i style=""&gt;&lt;span style=""&gt;BRZDĘK&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Amelanchier zaklął w ciemnościach, sapnął „Ma mnie!” i, sądząc&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;po dziwacznych świstach, zaczął na oślep wymachiwać&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;toporem.&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-family:&amp;quot;;font-size:100%;color:black;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;Światło rozjaśniło miejsce, w którym Amelanchier jakimś cudem wciąż stał na galeryjce, z sapaniem i stękaniem wyrąbując się spośród tańczących wokół niego łańcuchów. Doczepionych, jak się wydawało, bezpośrednio do ciemności nad jego głową. "Może &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;font-family:verdana;"&gt;Barierę Ostrzy&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;?"- zastanowiła się Cinnamon, z zadartą w góre głową szacując odległość. "Co prawda osłoni to coś przed nami, ale i nas przed tym czymś, więc..." "Trzeba skurwysyństwo zabić!" - w mroku obok niej  Guillermo sięgał po broń a ona uznała, że tym razem wojownik faktycznie może mieć rację. Zmrużyła oczy, jeszcze raz policzyła dystans.&lt;/span&gt;  „&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;&lt;i  style="font-family:verdana;"&gt;&lt;span style=""&gt;Maio a divina chamas que consomem&lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style=";font-family:&amp;quot;;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;”- &lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color:black;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;słup biało niebieskiego płomienia rozjarzył wnętrze szybu nad nimi, oświetlając przyczepionego do ściany kytona, który wydał z siebie prawie ludzki skowyt, solidnie oberwawszy płomieniem Madriel. Kolejna inkantacja, więcej biało niebieskiego ognia, tym razem z łaski boga, do którego klepała pacierze Matheney, kolejny skowyt… mało. Kątem oka Cinnamon dostrzegła Oshira, Guillermo i Amelanchiera, sposobiących się do walki wręcz- nie, z tym należy sobie dać radę czarami obszarowymi, zanim oplącze kogoś łańcuchami i zrzuci sześćset metrów w dół. Cinnamon podniosła rękę, pewnie nakreśliła symbol, z otwartej dłoni wystrzelił oślepiająco jasny płomień.. chybiła. „Niech to Abyss pochłonie!”- zaklęła, bardzo nie po kapłańsku. „Poprawię i skończę skurwiela”- w głosie Tadgha usłyszała uśmiech, no doprawdy, ambasadorze Mhic Draodoir, że niby kapłance Madriel nie wypada tak przeklinać, a pan to kiedy się obeznał ze słownictwem rodem z zakładu szewskiego? Lekko odwróciwszy głowę śledziła palce nekromanty, kreślące symbol czaru. „To zaskakujące, jak inaczej każde z nas, rzucających zaklęcia, kreśli symbole”- pomyślała, kiedy dłoń Tadgha zakreślała w powietrzu oszczędną elipsę. „Matheney zamaszyście, niecierpliwymi, rwanymi ruchami całej ręki. Czarodziej- oszczędnymi, minimalistycznymi gestami samych palców, jakby grał w &lt;/span&gt;&lt;span style="font-style: italic;"&gt;tar’teyn&lt;/span&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;,&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;font-size:100%;"&gt;  &lt;/span&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;albo jakby nie chciał się pobrudzić… pobrudzić się magią, zabawne, ona sama… &lt;/span&gt;&lt;i  style="font-family:verdana;"&gt;GLOBE OF FORCE??.”&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;&lt;/i&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;„Chyba trochę przestrzeliłeś”- wymruczała ponad swoim prawym ramieniem, przy akompaniamencie nieprzyjemnego, suchego chrzęstu. „Moja droga, nie ma czegoś takiego jak przestrzelenie”- odpowiedział półgłosem, podczas kiedy ciało kytona, koziołkując i obijając się o ściany szybu, w brzęku łańcuchów minęło galeryjkę na której stali, w swojej ostatniej drodze na spotkanie podłogi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;o:p&gt;&lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;  &lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.4pt;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-1635181323201814068?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/1635181323201814068'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/1635181323201814068'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/08/epos-epopeja-czasem-take-poemat-epicki.html' title='Psalm XVI. Epos Guillermem pisany.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-1635086964807115303</id><published>2008-06-20T21:37:00.006+02:00</published><updated>2009-03-21T14:43:01.577+01:00</updated><title type='text'>Psalm XV. Po co są światu kapłani.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal" style="text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Amen!”- niecierpliwie przerywa mi Anadriel.- „Wymodliłaś już życie wieczne i przyległe łaski dla całej swojej rodziny i połowy sąsiadów!.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Driela”- zaczynam z cierpliwością, wpojoną mi w klasztorze. „Po pierwsze madrielici nie używają amen ani jako interpunkcyjnego znaku oddzielającego, ani w ogóle. Po drugie przerywasz mi modlitwę, a to może mieć kiedyś skutek opłakany. Po trze..” &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Nie ma Nueza”- przerywa mi znowu i wymownie wskazuje małą klepsydrę, ustawioną między nami na podłodze. Piasek już prawie się przesypał. Siedem minut…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„I co teraz?”- przeglądam w myślach nieliczne dostępne zaklęcia, a gdzieś na wysokości żołądka zaczyna we mnie narastać panika. Mogłabym, oczywiście, przywołać Obrońcę; ostatnim razem przywołałam mocno zużytego, jazgotliwego kundla który wyglądał, jakby przy próbie wykonania ataku miał umrzeć ze starości.&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;Albo Mgłę- w ten sposób dość skutecznie ukryłabym siebie i Anadriel przed oczyma wracającego do nas kompana. Może chociaż&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;dwuosobowe Sanktuarium dla mnie i dla złodziejki, zanim wróci nasz przerośnięty zwiadowca… Co prawda poszedł tam na własną odpowiedzialność. Jeżeli przytrafi mu się teraz coś nieprzyjemnego, to będzie to poniekąd na jego własne życzenie. Jego wina.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Kapłan jest odpowiedzialny za swoich towarzyszy. Zawsze. Od tej zasady nie ma wyjątku.”- Matka Przełożona &lt;span style="line-height: 115%;font-size:9;"&gt;patrzy na nas surowo, milczy przez chwilę, upewniając się że to, co przed chwilą powiedziała, do nas dotarło.&lt;/span&gt; „To właśnie jest profesjonalizm kapłana. Czy wybierzecie walkę wręcz o życie swoje i tych, z którymi przyjdzie Wam wędrować, czy dbanie o leczenie pozostałych podczas, gdy będą Was osłaniać w walce, Waszym świętym obowiązkiem jest wziąć na siebie odpowiedzialność za każde życie. Za każdą śmierć. I umieć za to umrzeć. Albo, co jest znacznie trudniejsze, z tym żyć.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Siódma minuta. Moje cholerne, bezużyteczne zaklęcia. Gdybym tylko była bardziej doświadczonym kapłanem… jeżeli Nuez umrze, to będzie moja odpowiedzialność. Moja wina. Moja bardzo wielka wina.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Kapłan żyje po to, aby stawać między Śmiercią a tymi, których Madriel powierzyła jego pieczy.”- słowa Matki Przełożonej&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;trwają we mnie i wokół mnie, jak wypowiedziane zaledwie wczoraj. Życie Alifa, uciekające z niego chyłkiem, jak złodziej. Życie Guillerma, wyciekające cienką strużką krwi na kamienną posadzkę. Życie Tadhga, darowane po raz drugi przez specjalizujących się we wskrzeszaniu kapłanów. Po trzykroć, klęcząc przez wiele godzin na zimnych kamieniach świątynnej posadzki,&lt;span style=""&gt;   &lt;/span&gt;wbijałam sobie w dłonie paznokcie. Aż do krwi. I żyłam dalej. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wtedy, w półmroku tej ciasnej komnaty, myślałam wyłącznie o własnej bezsilności. O moich cholernych, bezużytecznych zaklęciach. I o zaciśniętych w wąską linię potępienia ustach Matki Przełożonej. Później, w innym półmroku, budziłam się gwałtownie z płytkiego snu na jawie i nasłuchiwałam niespokojnie oddechu ludzkiego nekromanty z Hollowfaust. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kiedy zaczynam zdejmować z pleców łuk, z korytarza wyłania się Nuez. Cały, zdrów, obwieszony festonami pajęczyn. I natychmiast zasłania się przed celnie wymierzanymi razami Anadriel. „To było SIEDEM? Liczyć nie umiesz?!.” Oddycham. W powietrzu znowu jest tlen.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W innym czasie, w innym miejscu Tadhg przewraca się na wznak, mrucząc przez sen: „potrawka z króliczka”.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;        Pod stopami Anadriel pojawia się pierwsze pęknięcie i nabierając szybkości, sunie ku mnie przez mozaikę podłogi.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" style="text-align: justify; text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0);"&gt; &lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-1635086964807115303?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/1635086964807115303'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/1635086964807115303'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/xv.html' title='Psalm XV. Po co są światu kapłani.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-8599462404712522280</id><published>2008-06-19T20:18:00.004+02:00</published><updated>2009-03-21T14:42:36.956+01:00</updated><title type='text'>Psalm XIV. Magia. Modlitwa. Życie.</title><content type='html'>&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Ó Tu que traz a luz, bendito seja o seu nome, Teu ser sua vontade.”- wypowiadane w rytm uderzeń serca &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;słowa modlitwy uspokajały. &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Magia płynęła we krwi wartkim strumieniem, koniuszki palców mrowiły, rozrzucone bezładnie kawałeczki rzeczywistości wpadały na swoje miejsca. „O Madriel, bid 'ch ewyllysia.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;Magia. Modlitwa. Życie. Trzy słowa. Jedno znaczenie. Każda modlitwa to magia. Każda modlitwa to życie. To powietrze, którym oddycham. Ziemia, po której stąpam. Woda. Światło. Dotyk gładkiej skóry Anadriel. „ O Madriel' n ddedwydd.” &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W klasztorze nauczono nas modlić się. Nauczyć modlitwy. To tak, jakby uczyć oddychania. Tak, jak &lt;span style=""&gt; &lt;/span&gt;śpiewaka uczy się malowania głosem, wykorzystywania gam i serca do zaczarowania słuchaczy nas uczono, jak splatać wiarę z magią. Jak modlitwą rzeźbić zaklęcia. Modlitwa. Akt ostatecznego zaufania. Zatracenia się. Oddania bez reszty. „Madriel ’n annwyl.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Jak to- zaufać? Jak to- bez reszty? Nie potrafię, Matko Przełożona, nie umiem. Nie nadaje się!”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal" face="verdana" style="text-indent: 35.4pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Madriel 'n raslon.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Mój brat, pochylony nad swoją księgą zaklęć, długie palce pieszczotliwie gładzą pergamin. Arogancja, z jaką wypowiada inkantację za inkantacją. Władca Słów. Thyme Czarodziej- Początek i Koniec każdego rzucanego przez siebie zaklęcia. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Madriel 'n drugarog.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;„Jak to- do klasztoru? Jaka łaska? O czym Ty mówisz?!”- jadeitowe oczy mojego ojca, pociemniałe z gniewu i rozczarowania. „Czy naprawdę nie masz dość wiary w siebie, dość rozumu żeby rzucać zaklęcia, polegając wyłącznie na swojej inteligencji? Naprawdę uważasz, że inkantacja najprostszego czaru zaczyna się od „Zdrowaś Madriel, łaski pełna?” Córko?!.”&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;span style=""&gt;                &lt;/span&gt;Dość wiary…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Skulona we wnęce okiennej, płaczę-&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;po raz drugi w życiu. Mocne ramiona Thyme’a zamykają się wokół mnie,&lt;span style=""&gt;  &lt;/span&gt;rozrzucone bezładnie kawałeczki rzeczywistości wpadają na swoje miejsca. „Moja mała siostrzyczka, już dobrze, będzie dobrze, obiecuję.”- mruczy mi do ucha inkantację najpotężniejszego z wszystkich zaklęć. Thyme Czarodziej. Odchylam głowę i przytulam do jego szyi swój mokry od łez policzek.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;o:p&gt; &lt;/o:p&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;  &lt;/div&gt;&lt;p class="MsoNormal"  style="text-indent: 35.45pt; color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Odchylam głowę i na oślep skaczę w modlitwę jak w pogrążone w ciszy jezioro.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-8599462404712522280?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/8599462404712522280'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/8599462404712522280'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/tu-que-traz-luz-bendito-seja-o-seu-nome.html' title='Psalm XIV. Magia. Modlitwa. Życie.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-3121569053532961843</id><published>2008-06-19T20:17:00.004+02:00</published><updated>2009-03-21T14:44:06.373+01:00</updated><title type='text'>Psalm XIII. Przedtem- potem. Prywatne wspomnienia Cinnamon.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;&lt;br /&gt;"Cinnamon, sprawdzisz to?..."- dwie pary oczu wpatrują się we mnie z oczekiwaniem. Wstaję z westchnieniem i odmierzam długimi, pewnymi krokami zgęstniałą wokół mnie, wyczekującą ciszę, mrucząc inkantację Czytania Magii. Co to w ogóle za pomysł, przychodzić tutaj we trójkę? Ale Nuez był, jak zwykle, pewny siebie i trafności swoich pomysłów. Stał teraz za Anadriel, z mieczem przewieszonym przez plecy "bo w ten sposób ma się wolne ręce". Po co, u miłosierdzia Madriel, wojownikowi wolne ręce? Potrząsam głową, odpędzając retoryczne przecież pytanie, co-Ty-Cinn-wiesz-o-wojownikach, wyciągam rękę, przesuwam nad runami które, posłuszne mojej mocy, rozjarzają się słabym, niebieskawym blaskiem pod moimi palcami. Czy gdyby magia nie była taka ładna, też by mnie tak cieszyła z każdym rzuconym zaklęciem?- zastanawia się nad tym gdzieś podświadomie estetka we mnie. Odwracam lekko głowę.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;"Droga wolna, możesz iść majstrować przy zamku, Driela"- mówię półgłosem. Filigranowa złodziejka (chociaż upiera się, żeby mówić o niej per "artystka") przeciska się zręcznie koło mnie, muskając rdzawą czupryną moje nagie ramię. "Kiedyś zginiesz przy robocie, jak zaczepisz o pułapkę tymi kłakami"- przypominam sobie, co powiedział Nuez, kiedy odrosły jej już włosy. "Kiedyś wszyscy zginiemy przy robocie i pójdziemy prosto do piekła! Oprócz Cinn; ona ma kontrakt na miejsce u Madriel"- odcięła się wtedy Anadriel tym swoim niskim, schrypniętym głosem, tak bardzo nie pasującym do całej reszty jej osoby. "Prawda, Cinn?"&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;Prawda?&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;"Thyme, co to jest śmierć?" - mam dwadzieścia lat i zadzierając głowę, patrzę na starszego brata. Mój ukochany, najmądrzejszy, starszy brat, moje dopełnienie, które zaczyna się dokładnie tam, gdzie kończę się ja sama i które swoim końcem określa miejsce mojego początku. Wiele lat później, kiedy będę umierać po raz pierwszy rozpaczliwie, kurczowo uchwycę się tego wspomnienia- gałązek deszczu na szybach, delikatnego zapachu piżma, poważnego spojrzenia brata.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;"Myślę, że koniec i początek drogi, en'nii. Ani trochę więcej. Ani trochę mniej."&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;"...Ani trochę więcej- dokładnie siedem minut!"- dodaje bardka, obrzucając Nueza badawczym spojrzeniem. "Pojąłeś, czy powtórzyć w hollowfaustańskim?". Nuez pochyla głowę, przechodząc przez wprawnie otwarte drzwi. Patrzę na Anadriel pytająco a ona potrząsa głową, aż brzęczą wszystkie jej kolczyki. "Daj mu się wykazać; wiesz, jaki on jest"- podkreśla absolutnie zamierzoną ironię płynnym gestem szczupłej dłoni. Cicho brzęczą bransolety. "Wiesz, nie znam się na złodziejstwie, tylko na klepaniu pacierzy, ale czy przypadkiem w Twoim zawodzie strojem roboczym nie jest brak biżuterii?"- uśmiecham się do niej, a ona w odpowiedzi pokazuje mi język.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;Czekamy. Całą wieczność.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;Gdzieś daleko powoli otwierają się granatowe oczy, poznaczone złotymi cętkami inteligencji.&lt;/span&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;"Cinnamon, sprawdzisz to?..." - pięć par oczu wpatruje się we mnie z oczekiwaniem. Wstaję z westchnieniem i odmierzam długimi, pewnymi krokami zgęstniałą wokół mnie, wyczekującą ciszę.&lt;/span&gt;&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-3121569053532961843?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3121569053532961843'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3121569053532961843'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/cinnamon-sprawdzisz-to.html' title='Psalm XIII. Przedtem- potem. Prywatne wspomnienia Cinnamon.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-1656690158446821370</id><published>2008-06-19T20:14:00.008+02:00</published><updated>2009-03-21T14:44:36.138+01:00</updated><title type='text'>Psalm XII. Po godzinach- Cinnamon i Tadhg w cywilu.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;br /&gt;Gwałtownie otwarte od wewnątrz drzwi z hukiem uderzyły w ścianę.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;" Gdzie wyście, kurwa, byli?"- zażądał informacji poirytowany do granic możliwości nekromanta, wypadając z sypialni Cinnamon. Popatrzyli po sobie. "W Banewarrens, a gdzieśmy mieli być?"- ostrożnej odpowiedzi Guillermo towarzyszyło kiwnięcie głowy Oshira. "I co- i zostawiliście mnie tutaj, samego i poleźliście, tak?" -pieklił się Tadhg. "Pięknie, po prostu, kurwa, pięknie!". "Ale chory byłeś." - zaczęła niepewnie Matheney i umilkła natychmiast bo rzeczywiście, poprzednie zdanie w ustach kapłanki zabrzmiało co najmniej niezręcznie. "A jak ty się czujesz? Lepiej?" - w głosie Cinnamon brzmiała szczera, nie udawana troska. Oraz spora doza rozbawienia. Elfka podeszła bliżej do rozzłoszczonego czarodzieja, który właśnie otwierał usta, zapewne w celu poczęstowania ich jakąś kwiecistą złośliwością i, mijając go w drodze do własnej sypialni, wymruczała "Następnym razem po Quick Sober weź długą, aromatyzowaną kąpiel" po czym starannie zamknęła za sobą drzwi, zamierzając zastosować się do udzielonej właśnie Tadhgowi rady i wreszcie wleźć do wanny. Moczenie się w ciepłej wodzie z olejkiem różanym powinno pomóc pozbyć się znużenia, wypłukać z dłoni wspomnienie kolejnych czarów, ciskanych w nienaturalnie silne, rozzłoszczone spectry, które zaatakowały ich natychmiast po otwarciu drzwi, starannie ukrytych za Prismatic Wall, pozbyć się ze skóry zapachu strachu, z jakim obserwowała petryfikację dwójki swoich towarzyszy. W łazience zdjęła suknie, przez chwilę studiowała skomplikowany wzór ran i zadrapań, którymi jej ramiona i dekolt poznaczyły eksplodujące szkielety w jednym z pomieszczeń, po czym z westchnieniem ulgi zanurzyła się w parującej, pachnącej pianie i zamknęła oczy.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cinnamon?"- musiała się zdrzemnąć, bo głos Tadhga ją obudził.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"W wannie!" - odkrzyknęła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Co to za straszliwa historia z bawołami, o której Amelanchier i Oshir opowiadają? I z nową trąbą Matheney?" - w głosie czarodzieja brzmiało rozbawienie. Cinnamon otworzyła usta, zamknęła, potrząsnęła głową, zamrugała kilka razy, żeby przepędzić nader żywo malujący się jej przed oczyma wyobraźni obraz Matheney z trąbą..Yyyy.. A! O tę trąbę chodzi! "Poczekaj, wyjdę i opowiem Ci; nie chce mi się wrzeszczeć z łazienki". Wszystko, co dobre, kiedyś się kończy, nawet gorąca kąpiel, więc Cinnamon z żalem wygramoliła się z wanny, zawinęła w wielgachny ręcznik i podreptała do pokoju.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No więc tak" - usiadła w fotelu pod oknem, podwijając pod siebie nogi. "Udało nam się zdjąć Prismatic Wall; Amelanchier znalazł w rumowisku zeszyt Danara. Kompletne brednie chorego umysłu.. o. tam leżą, możesz potem sam zobaczyć"- ruchem głowy wskazała swoją pelerynę, uprzedzając pytanie Tadhga. "Ale na ostatniej stronie znaleźliśmy pouczającą historię, która jak ulał pasowała do układu tych figur w komnacie. Pokręciliśmy figurami, zaklęcie zeszło"- czarodziej pokiwał głową; najwyraźniej zafascynowany kunsztem inżynieryjnym Danara Amelanchier opowiedział mu już o dwóch ruchomych posążkach krasnoludków, które po ustawieniu figur we właściwym położeniu wysunęły się ze ściany i zdjęły z Prismatic Wall jedno po drugim zaklęcia składowe, uderzając w magiczną barierę najprawdopodobniej także magicznymi młoteczkami. "Tam dalej były drzwi. Oshir otworzył" - wzdrygnęła się na wspomnienie koszmarnego widoku wysokiego pokoju, z którego ścian nawet po śmierci zdzierały tapetę uwięzione tam spectry, panicznego rzucenia się do ucieczki całej drużyny, duchów przepływających przez drzwi, które przed chwilą zatrzasnął Oshir i odcinających im drogę powrotu, potwornego zimna, przenikającego ją do szpiku kości za każdym razem, kiedy wyciągała rękę z nałożonym na nią zaklęciem leczenia i sięgała poprzez wrogą, złą pustkę w miejsce, gdzie kiedyś biło serce. "Cztery podrasowane spectry, wszystkie zabiliśmy" - zrelacjonowała oszczędnie, a Tadhg kiwnął głową odgadując to, co przemilczała. "A to?"- zapytał, wskazując palcem jej pokaleczone ramiona. "A, to! Nic takiego; ale musze skombinować jakąś maść, żeby mi ślady nie zostały. no i z czego się śmiejesz?!" - ofuknęła czarodzieja. "Tak czy siak- w jednym z pomieszczeń dekorator umieścił ozdobę z przykutych do ścian szkieletów, no i spróbowałam Konsekrować.". "Co tłumaczyłoby kości we włosach; już myślałem, że to jakaś moda nowa albo co." - uśmiechnął się Tadhg. "Mam KOŚCI we włosach?!" - Cinnamon skoczyła na równe nogi, pogalopowała do koszmarnej, liliowej toaletki, która ku estetycznej udręce zarówno kapłanki, jak i czarodzieja zajmowała pół sypialni, rzuciła okiem w lustro, z jękiem zgrozy złapała szczotkę i zaczęła energicznie szczotkować włosy. " W tym pomieszczeniu był jeszcze jeden nieumarły, trochę silniejszy, ale daliśmy mu radę, miał przy sobie mały kluczyk, nie bardzo wiemy, do jakiej dziurki pasuje, mam go w prawej górnej kieszeni peleryny, kluczyk, nie nieumarłego, możesz zobaczyć" - każdemu słowu Cinnamon towarzyszył grzechot sypiących się na podłogę kostek. " A w pomieszczeniu z zerwanymi tapetami i spectrami jest przejście dalej- wystarczy pokręcić świecznik. Ale najlepsze były, faktycznie, bawoły." - elfka odłożyła szczotkę i z obrzydzeniem spojrzała na zgrabny stosik, usypany u jej stóp. "Może zrób z tego narzeczoną dla Mustellusa, albo co." - wróciła na fotel. "A potem znaleźliśmy anioła."- uśmiechnęła się marząco. Tadhg zakaszlał i w pospiechu odstawił podnoszoną właśnie do ust filiżankę. "Cinnamon, doprawdy, Twoje bardzo prywatne fantazje na tematy. Mów dalej". "W jednej z cel. którą, nie wiedzieć czemu otworzyliśmy, zobaczyliśmy."-zająknęła się -"zobaczyliśmy.desakrowane. ściany całe w pentagramach. wszędzie czarna farba. i krew. a na środku. krzyż, odwrócony krzyż."-przerwała, niepewna, znowu niepewna, jak ma mu to opisać. Najlepiej. "Daj rękę, Tadhg"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Odwrócony krzyż. Ogromny. Od ściany do ściany. Od sufitu do podłogi. Przybity do niego anioł. Drwina z Piekła i z Nieba. Czas, w którym umierają Nieśmiertelni. Poczerniałe, wychudzone ciało, rozpostarte skrzydła, rozłożyste, odarte z ciała, z piór, z całej magii.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Guillermo, Oshir, Amelanchier, zdejmijmy go!! Pomóżcie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Lekki.. taki lekki.zupełnie nic nie waży w moich ramionach, ostrożnie opuszczany z krzyża, cal po calu, kto zabija anioły!&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;I nagle otwierają się ogromne oczy, pełne nieba i słońca, ciężki, jakiż on ciężki, o Madriel! A wokół szum wielkich skrzydeł, nagle pierzastych i pełnych światła.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;".Tadhg?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Uhum?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mam ochotę wyjść, napić się.".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Tadhg niepewnie zerknął w okno, za którym wolno zapadł zmierzch "Iść z Tobą?"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jeśli chcesz".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;----------------&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;   ". Matheney ciągle wraca do tego golema jak do dziury w zębie, a Oshir majstruje przy zamku chyba całe życie" - Cinnamon przełknęła ostatnią krewetkę i starannie oblizała palce z masła. Siedzący po drugiej stronie stołu Tadhg uśmiechnął się z kulinarnie warunkowaną błogością i rozejrzał się w poszukiwaniu ładniutkiego, acz mocno spłoszonego kelnera, który przed chwilą sprzątnął opróżniony przez nich drugi dzbanek wina, obiecując przynieść trzeci. "Wreszcie- ta- daam! drzwi się otwierają, w środku jakiś. cylinder, pełen czegoś, bo ja wiem? zapewne magicznego jak sam sukinsyn. No i zanim dochodzi do tego, że ktoś z nas zaczyna obmacywać artefakt, słyszę, że w korytarzu jest nienaturalnie cicho. Że ktoś rzucił tam najprawdopodobniej zaklęcie Ciszy. No i świetnie -cofamy się. Daleko nie zachodzimy- bęc! i mam za plecami dwa kamienne posążki, Matheney i Guillermo, petryfikacja jak złoto, odwracam się i tylko dzięki True Seeing widzę tego pieprzonego golema, jak się zbiera do galopu w korytarzu, bo jest oczywiście bardzo niewidzialny". Tadhg przytaknął, dolewając wina. "Mam przed sobą Oshira i Amelanchiera, którzy widzą pusty korytarz, za sobą strefę zaklęcia, więc mogę sobie rzucać co najwyżej Yaeshlą bo, jak wiesz, swoje modlitwy musze móc recytować i dwa kamienne, ciężkie jak sama mithrillska statua posągi, czary mi się skończyły, no po prostu- czas umierać, matko Cinnamon! I wtedy rzucam ostatnie zaklęcie, którego doprawdy sama nie wiem, czemu się nauczyłam. Przyzywanie. A że mam w tym mniej więcej taką wprawę jak w jedzeniu świńskich uszu pałeczkami na czas, z braku lepszych pomysłów przyzywam trzy bizony, przed siebie, no i wystaw sobie, te zwierzaki pojawiają się jeden na drugim, wielkie jak szafa w małym, ciasnym korytarzu, Oshir odwraca się do mnie z wyrazem twarzy typu "I co teraz, Cinnamon ze strachu oszalała, zginiemy tu wszyscy!". A tymczasem te fortepiany. a przepraszam, bawoły, nie dość, że blokują golemowi możliwość wykonywania większej ilości ataków na raz, to jeszcze same atakują, no i wyobraź sobie, że ku swojemu zdumieniu dojechaliśmy drania". Cinnamon jednym haustem dopiła swoje wino. "A Cisza skąd? Zdolność golema czy.?" - zapytał Tadhg, odstawiając na stół pusty dzban i łapiąc za okolice fartucha przemykającego obok kelnera. "Panie starsz. młodszy, jeszcze raz to samo". "I to tak migusiem, chłopaczku, bo nie będzie napiwku" - zawtórowała czarodziejowi kapłanka. "Raczej uwalniana przy każdym otwarciu drzwi, jak na moje skromne pojęcie o wyobrażeniu".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cinnamon, kochana, wróćmy może na chwilkę do anioła".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"O tak, wracajmy" - rozanielona elfka zaczęła się niepewnie podnosić z ławy. "Hola, hola, przewielebna, miałem na myśli wycieczki raczej werbalne, nie piesze" - czarodziej  delikatnie, acz stanowczo posadził Cinnamon z powrotem na ławie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie mów do mnie. przewielebna. I zostaw mój rękaw w spokoju, elfy z Vera Tree tego nie lubią!'&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wprost przepadają za to za winem i skrzydełkami" - Tadhgowi jakimś cudem udało się podnieść z miejsca na tyle szybko, że zagrodził sobą drogę kelnerowi, cwałującemu byle dalej od nich i po krótkiej walce wyszarpnął pełen wina dzban z jego troskliwych objęć. Chłopak zrobił minę, jakby za chwilę miał się rozpłakać, zerknął na kapłankę (w końcu osoba duchowna, więc niewykluczone, że w poszukiwaniu u niej otuchy i wsparcia), która pogroziła mu tylko palcem i uciekł czym prędzej na oddzielone kotarą od sali zaplecze.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Owszem, elfy w ogóle, a kapłani w szczególe mają sentyment do skrzydeł" - Cinnamon nalała sobie wina i przesunęła dzban w kierunku Tadhga.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ptaków" - ucieszył się jak dziecko nekromanta, nalewając sobie wina (i przy okazji rozchlapując drugie tyle).&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Aniołów! Świntuch, nie ambasador z pana, panie Draodoir."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Mhic Draodoir, jeśli łaska. To mówisz, że co - anioł był suchutki i malutki, a potem."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Wypełnił się."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Znaczy się, obrzmiał."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;'Światłem się wypełnił! I świętością!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"U was się to nazywa świętość? Ciekawa religia, ciekawa."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Tadhg! Jaja sobie robisz ze świętego!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie jaja, co najwyżej pierzynę"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"TADHG!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Czyżbym na zawsze zepsuł Ci wspomnienie upojnych chwil z rękoma pełnymi pta." Cinnamon stanowczym ruchem wyciągnęła rękę i zatkała Tadhgowi usta. "Następnym razem będzie Silence, nie ręka!" - wysapała.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Grozisz? Czy obiecujesz?" - czarodziej przyglądał się kapłance z rozbawieniem. Zamrugała, a potem, ku zdumieniu obojga, roześmiała się na cały głos, cofając rękę. Zawtórował jej po chwili ostrożnego wahania.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jesteś pijany, mój drogi"- Cinnamon krytycznie przyjrzała się dnu swojego kubka.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Ty za to trzeźwiuteńka. I wcale nie pomyślałaś przed chwilą o tańczeniu na stole" - Tadhg przechylił dzban do góry dnem i potrząsnął nad swoim kubkiem, nie czyniąc go wskutek tych działań ani odrobinę mniej pustym. Po chwili zamarł, zmarszczył brwi, próbując bardzo intensywnie coś sobie przypomnieć i wreszcie rozchmurzył się najwyraźniej sprawdziwszy, że jego pamięć wciąż jeszcze działa mniej więcej bez zarzutu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"A trąba?" - zapytał triumfalnie.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Jaka trąba??"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No, trąba Matheney"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Nie Matheney, tylko anioła".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cinnamon!"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Blaszana"&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Dobry Boże, Ty pijaczko."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"I nie Matheney, tylko wspólna trąba. Drużynowa. Trąbka właściwie. Do dmuchania. Dmucha ten, kto akurat trzyma. Możesz Ty, jak chcesz i potrafisz. Dobrze się czujesz? ".Tadhg wyglądał tak, jakby za chwilę miał się udusić. "Oddychaj może. Wdech."&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"Cinnamon"- jęknął nekromanta, jak najbardziej na wydechu.&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;"No to wydech, jak wolisz. A wydmuchać z trąbki można Circle Against Evil. Raz dziennie. Poza tym anioł poświęcił ten pokój w którym wisiał. Tak na króciutko poświęcił, ze sto lat góra. Żebyśmy mieli gdzie sypiać w Banewarrens. Jak nas już wyrzucą z koszar. A pro pos wyrzucania- myślę, że lepiej będzie, jak sobie stąd pójdziemy" - Cinnamon krytycznie przyjrzała się kotarze na zaplecze, zza której wyłaniał się właśnie kelner (a z punktu widzenia Cinnamon- usmarkana chłopczyna) w towarzystwie ojca- chama (jeśli sądzić po butach) i rodzeństwa płci męskiej (jeśli sądzić po wąsach). "Chodź, idziemy do koszar." - podniosła się z miejsca, pokazując kelnerowi na migi, że chcieliby zapłacić. Sięgnęła do kieszeni i wyjęła z niej szminkę, dwa wysuszone na wiór daktyle, do połowy pełny flakonik, puderniczkę, kawałek niebieskiej kredy, obrzydliwie zieloną wstążkę do włosów, sakiewkę, jak się okazało- z pieniędzmi, mały, aksamitny woreczek, coś, co do złudzenia przypominało mysi ogon, dwie szklane kulki i do połowy zjedzoną czekoladkę. "Idziemy, to tak łatwo powiedzieć, idziemy"- wymruczał nekromanta, gramoląc się z ławy i z pewnym niepokojem rejestrując, że Cinnamon zaczyna się uśmiechać. "Tadhg, jak tam Twoje zaklęcia? Przygotowane rano i zupełnie nieużywane, hę? Gotowiutkie do recyklingu?". "W zasadzie tak, a co?" - spytał bardzo podejrzliwie (oraz nieco bełkotliwie) czarodziej, skoncentrowany na walce z najwyraźniej wyjątkowo krzywą w tej gospodzie podłogą. "Bo mnie się nie chce wracać". - Cinnamon zmarszczyła nos. "A samodzielne wędrówki po mieście są, jak sam wiesz, niewskazane". Tadhg z powagą pokiwał głową. "No to może byśmy tak wrócili co prawda razem, ale za to nie od razu. Jutro i tak nigdzie się nie zbierzemy przed południem. Znam tutaj takie jedno miejsce." Czarodziej puścił wreszcie trzymany dotychczas czule blat stołu, złapał pion i poprawił pelerynę. "Matko, prowadź!" - uskoczył przed niezbyt dokładnie wymierzonym kopniakiem w goleń i ruszył do drzwi słysząc, jak Cinnamon mamrocze mu za plecami "Oby Madriel pokarała Cię czkawką, Tadhgu Mhic Draodoirze".&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;&lt;br /&gt;Jednym z niewątpliwych przywilejów bycia bohaterem miasta Mithril jest możliwość powrotu do koszar o świcie, boso, z głupim uśmiechem na twarzy i udanie się do własnej sypialni bez konieczności tłumaczenia się z czegokolwiek, czy tez odpowiadania na jakiekolwiek pytania. I z tego właśnie przywileju zarówno Cinnamon jak i Tadhg tego ranka bez najmniejszych skrupułów skorzystali. A jeżeli nawet któryś ze strażników uniósł pytająco brew na widok rozczochranego ambasadora, niosącego w rękach trzewiki kapłanki Madriel, podczas, kiedy bosa (a niektórzy mówili potem, że i. hmmm. niezupełnie kompletnie ubrana pod obszerną peleryną, w której przedtem jej nie widziano) elfka, chichocząc, przeskakiwała z jednej kostki mozaiki podłogowej na drugą, nikt nigdy o tym nie powiedział. A przynajmniej nic takiego nie dotarło do tej dwójki która, dotarłszy do sypialni Cinnamon, starannie zamknęła za sobą drzwi na klucz, a potem (widział to podobno na własne oczy jeden z ogrodników) szczelnie zasłoniła okno sypialni peleryną Cinnamon.&lt;/div&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-1656690158446821370?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/1656690158446821370'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/1656690158446821370'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/gwatownie-otwarte-od-wewntrz-drzwi-z.html' title='Psalm XII. Po godzinach- Cinnamon i Tadhg w cywilu.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-3120682137493643330</id><published>2008-06-19T20:13:00.006+02:00</published><updated>2009-03-21T15:10:48.867+01:00</updated><title type='text'>Psalm XI. Bez wyjścia.</title><content type='html'>&lt;p face="verdana" style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify; font-style: italic;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;MOST? JEST?...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Stłoczeni się na krawędzi skalnej półki, z niedowierzaniem przypatrują       się linowemu mostowi, którego permanentny brak nad dziurą, wypełnioną ciemnością       i Polem Antymagicznym fundował im wielogodzinne atrakcje alpinistyczno-       gimnastyczne za każdym razem, kiedy zmuszeni byli przedostać się na drugą       stronę pieprzonej pułapki na czarodziejów i kapłanki. To pewnie to zaklęcie,       na które ostatniej nocy wykosztowało się miasto Mithril ( z mizernym zresztą       skutkiem; jeśli nie liczyć deficytu w budżecie miasta) tak wyreperowało       to przeklęte miejsce. Guillermo przyklęka i mocnymi szarpnięciami lin upewnia       się, czy most jest stabilny" O"tak"oprócz tego, że stabilny,       most jest najwyraźniej obwiązany różnego rodzaju brzęczydełkami. Brzęk       brzęczydełek niesie się daleko w ciemność za nimi i przed nimi, informując       całe Banewarrens o ich tutaj obecności. Cinnamon przypomina sobie drzemiącą       gdzieś, w jakichś zakamarkach umysłu opowieść o niedużym, wścibskim stworzeniu,       które w jakimś innym miejscu oparło się o cembrowinę głębokiej studni,       zrzucając w tę studnię żelastwo oraz długi łańcuch, które z piekielnym       łoskotem ruszyły w dół, budząc całe tamto miejsce. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No i pięknie! No i wszyscy wiedzą! Wiedzą pewnie i tak, od kiedy zaczęli       bywać tutaj z regularnością kandydatów na przewodników wycieczek po Banewarrens. "Proszę       Państwa, na lewo widoczne widmo Danara, ostrzegające zapuszczających się       tutaj poszukiwaczy przygód przed czekającą ich dalej śmiercią, uwaga na       głowy, idziemy dalej!". "Tutaj jesteśmy"- woła zezłoszczona  Cinnamon       w oczekującą ich ciemność podczas, kiedy Guillermo rusza po moście na drugą       stronę przepaści, podzwaniając z irytacją przy każdym kroku. Na środku       mostu zatrzymuje się, łapie zawieszone po obu stronach mostu pęki brzęczydełek,       odcina je i z rozmachem rzuca w dół. Przebiega przez most w ciemność, za       nim Amelanchier, Matheney, Tadhg, Cinnamon, Oshir" Nie tak łatwo.       Nic w tym życiu nie jest łatwo. Wbiegając na półkę, słyszy zza siebie krzyk       Oshira i odgłos ciężkiego cielska, lądującego z impetem na ścianie. Odwracają       się. Oshir odciął linę i teraz wisi gdzieś poniżej, a paskudztwo, przyklejone       do ściany, zbiera się do skoku między nich. Matheney i Amelanchier zaczynają       wyciągać Oshira w tym samym momencie, w którym ogromne cielsko ląduje na       półce za nimi i obok nich. Nadyma się i znowu cali są w tym cholernym"czymś. "Pozbędę       się tego prosto, tylko wyjść stąd do miejsca, gdzie działają zaklęcia,       wyjść""- Cinnamon biegnie, przeciska się obok Guillermo, obok       Tadhga, obrywa w biegu cios potężnej, szponiastej łapy, biegnie, dalej,       dalej, tutaj, wystarczy, przed nią w ciemnościach trzask otwieranych drzwi,       ktoś tam jest, ktoś biegnie, za nią w korytarzu tupot stóp i pobrzękiwanie       zbroi Amelanchiera, mija ją Guillermo, Tadhg, Matheney, gdzie Oshir?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Widzi ich; jest ich wielu, zbyt wielu, w dodatku i Guillermo i Matheney       stoją między nimi, Cinnamon szybko oblicza w myślach najwłaściwszy kąt       pod rzucenie &lt;i&gt;Flame Strike’a&lt;/i&gt;, tak, tak, przesuwa się szybko       pod unoszącym się w powietrzu Tadhgiem, ponosi rękę, inkantacja, błysk,       słup ognia, nie żyją, wszyscy nie żyją, oprócz tych czterech, którzy właśnie       ją atakują, gdzie jest Oshir? Guillermo zabija dwóch, Tadhg pozostałych       dwóch, Oshira nadal nie ma. Amelanchier w nagłym przypływie taktycznego       geniuszu wraca tam, skąd wciąż słychać odgłosy walki Oshira, a Cinnamon       liczy, wciąż liczy, sześć osób do objęcia rzuconym zaklęciem &lt;i&gt;Uwolnienia       spod Uroku&lt;/i&gt;, tylko jeden czar, a Oshira wciąż nie ma, nie powinno im       się nic stać jeszcze przez chwilę, przecież to przerabiali, może czekać,       ma jeszcze czas, ma czas" "Może byś rzuciła &lt;i&gt;Uwolnienie spod       Uroku&lt;/i&gt;?"- pyta Matheney i Cinnamon, wbrew sobie, krzyczy: "Mam       jeden czar, dostało sześć osób, muszę czekać!", a w myślach dodaje "jak       masz zapasowy, to czemu sama go nie rzucisz; i przecież widzisz, przecież       wiesz, że nic takiego nam się nie dzieje, sama jesteś kapłanką, ja dostałam       dodatkowo od wilkołaków i stoję, o Madriel!". "Po pierwsze na       mnie nie krzycz" " zaperza się Matheney. "A dlaczego nie?"-       Tadhg werbalizuje myśli Cinnamon i uspokajająco kładzie rękę na ramieniu       elfki. Ale rozdrażnienie i irytacja nie chcą jej opuścić, napięte mięśnie       ramion nie chcą się rozluźnić, dalej jest zła. I przestraszona. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Od wczoraj. A właściwie od dzisiaj. Od środka nocy, kiedy to obudziła       się, tak, elfy nie śpią, nigdy, ale ona spała. I śniła. Sen, w którym powiedziano       jej" nie, ostrzeżono ją że każdy wybór, którego dokona, będzie zły,       a wiele może kosztować życie jej towarzyszy. I kiedy chciała pytać, a miała       tyle pytań, obudziła się wprost w duszną, lepką ciemność nocy i spojrzała       prosto w zielone oczy Tadhga, siadającego właśnie gwałtownie na swoim posłaniu,       budzącego się z własnego koszmaru sennego z własną porcją bezsilności i       niezrozumienia. Pytająco uniósł brwi. Zaprzeczyła ruchem głowy; nie, mnie       nie śniło się to samo, ty nie mogłeś śnić o moim dniu przyjęcia do Zgromadzenia,       po prostu" słowa, za dużo słów, a to niepotrzebne, więc wyciąga rękę,       znajduje wśród pościeli nadgarstek nekromanty, zaciska na nim palce, a       potem spokojnie, pewnie, jak wiele razy przedtem, z Thymem, dzieli się       z Tadhgiem wspomnieniem swojego własnego snu sprzed chwili, słyszy, jak       czarodziej gwałtownie wciąga powietrze, więc się udało, tak wyglądała wtedy       Matka Przełożona, poznajcie się, proszę, Cinnamon rozluźnia uścisk na nadgarstku       czarodzieja. Kiedy chce wstać, Tadhg łapie ją za rękę, mocno, pora na jej       prywatne zdziwienie, czarodzieje z Hollowfaust robią to tak, droga Cinnamon,       mruga, zaskoczona, kiedy nekromanta prezentuje jej lustro ze swojego snu,       lustereczko, powiedz". Zasypiają oboje kilka godzin później. I tym       razem nie śnią żadnych snów.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;""genialny pomysł, Amelanchierze"- mówi z uznaniem Guillermo,       a w oczach Tadhga błyszczą iskierki rozbawienia. Cinnamon potrząsa głową,       rozgląda się, ocenia odległość, rzuca czar &lt;i&gt;Uwolnienia z Uroku&lt;/i&gt;, a       potem zaczyna leczyć. Uzdrawiająca moc spływa z jej dłoni i Cinnamon uspokaja       się, rytm dobrze znanych zaklęć wycisza ją, koi skołatane nerwy, kładzie       kres gonitwie myśli w jej głowie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"W porządku, to jak zabijamy to paskudztwo? Jaki jest plan?" Nekromanta       spogląda na Guillermo i zaczyna się uśmiechać. Jak to jak? Przywołałeś       sobie Cień, Guillermo? Siedzi Ci gdzieś w okolicach kręgosłupa? No to niech       się zabiera do roboty. Zwiaduje, przeszpiegowywuje, oraz ściele się pod       ścianami, jak to Cień. Guillermo wzdycha, mamrocze, wzdycha znowu. W okolicach       jego kolan materializuje się duch" a właściwie duszek dziecka. Z misiem" albo       kotkiem" na smyczy" to może pieskiem?, i płynie posłusznie w       stronę Pola Antymagicznego w akompaniamencie mamrotań natury neoromantyczno-       kapłańskich, oceniających konieczny w zaistniałej sytuacji zakres zmian       w stosowanych zaklęciach. Tymczasem guillermowy duszek" Cienik? przypływa       z powrotem, wspina się po udzie Guillermo, znika w okolicach krzyża. "Skurwiel       uciekł"- informuje zwięźle Guillermo w tym samym czasie. "Nie       uciekł, tylko się przegrupował, żeby nam się dobrać do dup, kiedy będziemy       na to najmniej przygotowani" " prostuje rzeczowo nekromanta,       a każde jego słowo akcentuje kiwnięcie głowy Cinnamon. "To ja już       wolę, żebyśmy byli mniej przygotowani gdzie indziej- wynosimy się stąd" " pada       pomysł, podchwycony ochoczo przez resztę.  Pomysł prowadzi ich w stronę       trwającego wciąż w wymuszonym bezruchu smoka ( jeśli dobrze pójdzie, już       niedługo, jeśli pójdzie źle" kto wie, co wtedy ), komnaty ze statuą,       rozwaloną w drobny mak podczas ostatniej wycieczki, jaką złożyli Banewarrens,       aż do cylindrycznego pomieszczenia pełnego, niczym hollowfaustowskie prosektorium       półek z ciałami cel, magazynujących artefakty oraz, być może, gdzieś wysoko,       ciało Eslafagosa" Danara" oraz, jeszcze bardziej być może, cholerną       trzecią część cholernej, bezużytecznej Yaeshli. Która jest im, niestety,       cholernie potrzebna. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No dobra, tośmy przyszli" i co dalej? I zaczęło się planowanie najdurniejszego,       najbardziej dziwacznego desantu w dziejach drużyny bohaterów miasta Mithril.       Desantu tak niedorzecznego, że mógł się równie dobrze udać. Myśl staje       się słowem, a słowo- ciałem. A właściwie ciałami Matheney oraz Amelanchiera,       dźwigającego całą resztę w górę (chociaż przyznać trzeba, że cechujący       się silnym poczuciem niezależności oraz niechęcią do wchodzenia w kontakt       fizyczny z  przypadkowymi, wybranymi nie przez nekromantę a przez       właśnie rzucony czar &lt;i&gt;Air Walk&lt;/i&gt; osobami,  Tadhg wybrał własny       czar &lt;i&gt;Latania&lt;/i&gt;"ku cichej zazdrości niesionej przez Amelanchiera       Cinnamon). &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Uczucie pojawia się nagle, znienacka, w połowie wysokości. Tam! Za tymi       drzwiami! Tam jest coś" chcę tam iść! Zaraz, natychmiast, już" Nie;       tym razem przyszliśmy tutaj po trzecią część Yaeshli i dokładnie tego będziemy       szukać. Ale" Nie, po to wrócę potem. Sama. Ale"Cinnamon gryzie       wargi do krwi, rozdarta miedzy chęcią a poczuciem obowiązku, odsuwa wyciągającą       się ku niej rękę Guillermo, tak jak ona sama niesionego w górę przez krasnoluda       i za wszelką cenę unika spojrzenia Tadhga; on się domyśli, domyśli się       na pewno, a ona nie może ich narażać, nie teraz, nie wszystkich, nie w       ten sposób, chcę tam pójść!!... Opanowuje się resztką siły woli, przełyka       łzy i patrzy w górę. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Docierają na szczyt. Nie potrzeba ani zaklęć, ani też jakiegoś rodzaju       wiedzy specjalistycznej żeby zorientować się, w okolicach której celi może       się znajdować to, co zostało z Danara, Eslafagosa, czy też może samego       diabła wcielonego. Rozwalone drzwi przed nimi zapraszają do zabawy ze śmiercią.       Komora. Wewnętrzne drzwi, tym razem zamknięte. Na wprost, po lewej, po       prawej. Po chwili zastanowienia Cinnamon podchodzi do nekromanty, dotykając       go mruczy inkantację i obdarza zaklęciem, pozwalającym widzieć mu rzeczy       takimi, jakimi naprawdę są. Tymczasem Oshir majstruje przy zamkach, starannie       ogląda drzwi, szukając pułapek. "Po lewej normalne, po prawej zimne,       jak cholera, na wprost wzmocnione" " melduje po chwili. Drzwi       po lewej! "mają nadzieję, że uda im się w pierwszym podejściu. Ale       nie- za drzwiami jest tylko mała pusta cela, roztrzaskany kościotrup i       plamy, które ze zdziwieniem ale i fascynacją nekromanta opisuje jako żywe.       Zatem drzwi po prawej. Mała, znowu pusta cela, takie same, tak samo żywe       plamy, jakieś łachmany w kącie. Pusta cela? Czyżby? Yaeshla? &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Yaeshla rozgląda się. Przypomina sobie, nareszcie coś sobie przypomina,       o bogowie!, przypomina sobie, że tutaj właśnie powinna być jej trzecia       część, po którą wdrapywali się tak wysoko. Jak wygląda? No" jak różdżka       przecież! Seria krótkich, rzeczowych pytań wyciąga z opornego, durnego       artefaktu w miarę dokładny opis. Cinnamon zamyka oczy, zmawia krótką modlitwę       do Madriel i wysyła przed siebie magiczną sondę, szukając czegoś pasującego       do opisu. Jest! W tych gałganach, jest! Guillermo przełyka ślinę i zbiera       się do środka. "Odeślij, proszę, swój Cień gdzieś obok"- syczy       Tadhg i Guillermo posłusznie mamrocze coś, czeka chwilkę, po czym ostrożnie       zbliża się do szat. Rozgarnia je czubkiem miecza. "Nic! Kurwa, nic       tutaj nie ma" " krzyczy rozzłoszczony dokładnie w momencie, kiedy       jego miecz błyskawicznie pokrywa się rdzą i rozpada. Szmaty podnoszą się       ku niemu, nagle żywe, nagle obdarzone wola zabijania, a powietrze wokół       wypełnia się twarzami duchów, przejrzyste, bezcielesne dłonie wyciągają       się po Guillermo"Jeszcze jedna dłoń, z ciała i magii, wyciągnięta       w stronę Guillermo z progu celi, długie palce kreślą w powietrzu symbol,       głos pewnie podejmuje inkantację, potworna, wzmocniona energia zaklęcia &lt;i&gt;Seek       the Soulless&lt;/i&gt;&lt;/span&gt; wypełnia całe pomieszczenie przed nimi, nieumarli wrzeszczą       i znikają, jeden po drugim, oprócz dwóch, najmocniejszych, nekromanta syczy       z zawodu, łachmany cofają się na chwilę, coś tam jest! Guillermo pochyla       się po to. Cinnamon, stojąca ramię w ramię z Tadhgiem w progu celi podnosi       dłoń, kiedy nekromanta zaczyna opuszczać swoją, śpiewnie zaczyna inkantację       wraz z ostatnim słowem wypowiadanego przez czarodzieja zaklęcia, przyzywa       imienia Madriel i na jej dłoni wschodzi małe słońce, wybucha, cała cela       rozjarza się nienaturalnym blaskiem, podmuch boskiej mocy zabija dwóch       ostatnich nieumarłych, którzy oparli się zaklęciu, podnosi włosy na głowie       Guillermo, biegnącego już ku nim z czymś w obu rękach, obu?.... w prawej       coś, co przypomina do złudzenia metalową różdżkę z główką smoka, Yaeshla? "To       nie jest trzecia część mnie" " pewnie oznajmia sekundy potem       artefakt i Cinnamon widzi, jak bieleją zaciśnięte nań kostki palców Tadhga,       a Guillermo zaczyna tłuc głową o ścianę. A niechże będzie przeklęte" "To       jest Sealing Rod do zamykania Banewarrens" " dodaje Yaeshla,       a Cinnamon z jękiem osuwa się na podłogę, " a to drugie to boska broń,       którą zabito Danara "Eslafagosa" dodaje Yaeshla, boska broń       ląduje w elfiej dłoni kapłanki, gwałtownie puszczona przez Guillermo. "Wynosimy       się stąd" "mówią jednocześnie Tadhg i Cinnamon.&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie udaje im się ujść daleko. Dosłownie po kilku krokach patrzący czujnie       w przestrzeń pod nimi Tadhg blednie. "W górę, natychmiast!".       Cofają się posłusznie. "Trzeba się gdzieś schować, idzie następna       burza magiczna, pozdejmuje z nas czary, spadniemy i pozabijamy się, wszyscy,       otwierajże te drzwi, Oshir!" " zdenerwowany nekromanta potrafił       wyrzucać z siebie słowa z szybkością, wprawiającą Cinnamon w niekłamany       podziw. Zza drzwi wionęło ku nim wirem bardzo potężnej, bardzo magicznej       energii. Oshir zatrzaskuje drzwi, a Guillermo i Amelanchier rzucają się       na poszukiwanie bardziej solidnej kryjówki dla nich wszystkich, wracając       po chwili z pustymi rękoma i paniką w oczach. "W górę, może się uda!"-       wpadają do jakiegoś pomieszczenia powyżej w ostatniej chwili. Pod ich stopami       burza magiczna wpada z impetem w wir energii magicznej, potężny słup światła       idzie w górę, nie czyniąc im żadnej krzywdy. Ostrożnie zbliżają się do       krawędzi i patrzą w dół, na szalejącą na całej szerokości i zapewne długości       cylindrycznego pomieszczenia, podłogę którego opuścili zaledwie godzinę       temu, skutecznie odcinającą im drogę w dół, ku Mithril.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-3120682137493643330?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3120682137493643330'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3120682137493643330'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/most-jest.html' title='Psalm XI. Bez wyjścia.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-3899129482492799091</id><published>2008-06-19T20:12:00.003+02:00</published><updated>2009-03-21T15:04:27.093+01:00</updated><title type='text'>Psalm X.  Bogowie zimni jak kamień.</title><content type='html'>&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cinnamon wyszeptała ostatnie słowa porannej modlitwy i otworzyła oczy.       Jak zawsze, kiedy wracała Stamtąd do tu i teraz, raptownie napłynęły do       niej obrazy, dźwięki i zapachy. Oraz uczucie wbijania w kolano okutego       metalem rogu wyjątkowo opasłej księgi zaklęć Tadhga. Siedział obok niej       i z nieprzytomnym wyrazem twarzy wertował trzymane na podołku tomiszcze,       poszukując najskuteczniejszych zaklęć na dzisiejszą wycieczkę do Banewarrens.       Wstała z dywanu i cicho podeszła do okna. Opierając policzek o framugę       zapatrzyła się w jaśniejące na wschodzie niebo, w myślach analizując listę       wymodlonych na dzisiaj zaklęć. Wkrótce przekona się, czy dokonała trafnego     wyboru. Już wkrótce…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Czuła się jakoś…współodpowiedzialna za losy tej gromadki. I w jakiś       niepojęty dla niej samej sposób, z każdym dniem bardziej z nią związana.       Coraz częściej jej dobór zaklęć dyktowany był nie tylko wyobrażeniem tego,       co ona sama zrobi i jak zareaguje w tej czy innej sytuacji, ale także,       a może nawet przede wszystkim tym, jak jej zdaniem zachowają się inni.       Co, oprócz leczenia, będzie im potrzebne? A co zbędne? Coraz częściej zdarzało       im się działać w milczącym porozumieniu. Kiedyś dyskutowaliby o tym, kto       pójdzie pierwszy. Teraz w wąskich, ciemnych korytarzach na przód wysuwał       się bez pytania Guillermo i przystawał na chwilę, kiedy nieomal odruchowo       splatała go ze sobą zaklęciem &lt;i&gt;Holy Channel. &lt;/i&gt;Kiedyś wbiegliby w dowolne       miejsce z niczym nieuzasadnioną nadzieją, że uda im się nie wpaść w żadną       pułapkę. Teraz, zanim na dobre weszli do pomieszczenia, Oshir dopadał zamkniętych       drzwi i pułapek, których istnienia nawet nie podejrzewali i zaczynał w       milczeniu pracować nad ich rozbrojeniem. Kiedyś i ona, i nekromanta, każde       starannie zamknięte w swojej samotności, wybieraliby z dostępnego im arsenału       magicznego to, co ich zdaniem przyda się najbardziej. Teraz zdarzało się,       że oboje siadali naprzeciwko siebie i zanim każde z nich pogrążyło się       na chwilę we własnej, pełnej zaklęć ciszy dyskutowali o tym, czy i jak       podzielić między siebie przygotowanie tych czarów, które z racji swojej       specyfiki dostępne były im obojgu. Zmienili się. Zmienili się wszyscy.       I Cinnamon ze zdziwieniem musiała przyznać, że nie czuła się z tą zmianą       najgorzej.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Z zamyślenia wyrwał ją odgłos zamykanej książki zaklęć i szelest szat       Tadhga, podnoszącego się z dywanu. Nie ruszając się z miejsca twierdząco       pokiwała głową w odpowiedzi na niezadane przez czarodzieja pytanie - tak,       ona też była głodna. I marzyła o kubku gorącej czekolady.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;    ----------&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Pani... Panie..." - oczy przestraszonej dziewuszki w strojnych       szatkach zakonu Madriel  biegały niespokojnie od kapłanki do nekromanty "Pomóżcie       im.. ratujcie...". Kiedy chłodnymi korytarzami Banewarrens podążali       ku sercu tego miejsca, myśli Cinnamon raz za razem powracały do tej części       poranka kiedy, popychając przed sobą tę małą, Lizetta wkroczyła do jadalni.       Jakby nie dość mieli własnych zmartwień, jakby nie dość trudno było im       przedzierać się przez skonstruowany przez Danara labirynt bez mapy, bez       przewodnika, za to ze świadomością, że mogą polegać wyłącznie na sobie.       Tyle było jeszcze do zrobienia - a czasu tak mało. A teraz jeszcze wiadomość,       że gdzieś w środku czworo nieodpowiedzialnych dzieciaków usiłując znaleźć       miecz…nie, poprawiła samą siebie, Miecz…najprawdopodobniej       znalazło kłopoty. Oczywiście pomogą im, jeśli będą w stanie. Widziała to       po minach swoich towarzyszy. Oczywiście. Tylko…kto IM pomoże? Kto       pobiegnie korytarzami Banewarrens do samego centrum koszmaru, żeby ratować       krasnoluda, dwie kapłanki, dwóch jegomości o umiejętnościach podejrzanych       tylko trochę mniej niż ich koneksje i jednego ambasadora ze skłonnościami       samobójczymi? (chociaż Cinnamon musiała przyznać, że odkąd zaczął sypiać       w jej pokoju, Tadhg spokojnie przesypiał większość nocy, mówił przez sen       jedynie rzeczy, które wywoływały uśmiech na jej twarzy i zaprzestał nocnych       wędrówek po koszarach). Zdecydowała, że rozmyślaniom melancholijno-depresyjnym       odda się (albo i nie) później i zatrzymała się, o włos unikając zderzenia       z plecami idącego przed nią Oshira. Mniej więcej pośrodku ich gromadki       przezroczyste widmo Danara, pojawiające się przed wejściem do serca Banewarrens,       monotonnym głosem recytowało formułkę ostrzeżenia przed pójściem dalej,       a daleko z przodu Guillermo właśnie wtykał głowę przez na wpół otwarte       drzwi. Cinnamon nerwowo przełknęła ślinę myśląc głównie o tym, że nawet       zaklęcie &lt;i&gt;Leczenia Ran Krytycznych&lt;/i&gt; nie jest w stanie pomóc zwiadowcy       z uciętą ciężkimi drzwiami głową, a jej dzisiejszy dobór zaklęć (myślże       czasem Cinnamon, idiotko!!) nie objął &lt;i&gt;Wskrzeszenia&lt;/i&gt;. Na szczęście       głowa Guillerma, wciąż osadzona na karku, obróciła się do nich po kilku       chwilach i poinformowała "Słuchajcie... tego…kartka leży na       podłodze". "To podnieś!" - zakomenderowali na dwa głosy       Cinnamon i Tadhg. Sekundy później ich oczy spotkały się…połączeni       jedną straszną myślą, wrzasnęli jednocześnie "ZOSTAW!". "Byście       się zdecydowali"- zagderał Guillermo, zamierając posłusznie wpół przysiadu,       przyzwyczajony nie dyskutować z wrzaskami kapłanki i nekromanty zwłaszcza,       kiedy z tą pierwszą łączy człowieka &lt;i&gt;Holy Channel. &lt;/i&gt;"Ja pójdę"-       mruknął Tadhg i, z wyobraźnią ufiksowaną gdzieś pomiędzy zaklęciami &lt;i&gt;Wykrycia &lt;/i&gt;a &lt;i&gt;Czytania       Magii &lt;/i&gt;(wyobraźnia Cinnamon wciąż zataczała struchlałe kółka wokół zaklęcia &lt;i&gt;Eksplodujących       Runów&lt;/i&gt;), ruszył ku Guillermo. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;  ------------&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Mówiłem wam, że to nie są jakieś niewinne ofiary, co to się wybrały       do Banewarrens na wycieczkę po artefakt, po czym wzięły się i zgubiły!"-       pieklił się Tadhg mniej więcej na wysokości spiczastego ucha Cinnamon. "Mówiłem,       że nie można im tak po prostu zaufać! No i co? No i miałem rację! Obcym       się nie ufa!". Przyczyną rozgorączkowanych szeptów nekromanty była       treść odcyfrowanej przez niego notatki, wobec której to treści Cinnamon       skłonna była zgodzić się z czarodziejem. Zresztą w kwestii zasadności ufania       obcym też była skłonna się zgodzić. I w paru innych kwestiach, jak ze zgrozą,       ale i rozbawieniem, zdała sobie sprawę, także. "Może jednak zbyt częsty       kontakt z Boginią ma zgubny wpływ na osobowość…"- pomyślała,       przekraczając próg następnego pomieszczenia.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Poczuła to natychmiast. Silną aurę takich miejsc, z których bogowie zostali       wypędzeni, aby zrobić miejsce dla innych, zaborczych i samolubnych bogów.       Rzut oka na Matheney i była już pewna, że to nie złudzenie. Odetchnęła       głęboko dwa razy, zastanawiając się jednocześnie nad przyczyną i skutkiem       takiego stanu rzeczy. Tymczasem Guillermo wyłonił się zza zamkniętych dotychczas       drzwi. "Kaplica tam jest…tak jakby. I taki gość coś czyta" -       odpowiedział na pytające spojrzenie pięciu par oczu. "Oj"- pomyślała       Cinnamon. I pomyślała również, że tym razem to jej kolej sprawdzić. Tym       razem to ona ma największe szanse. No dobra…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie zdążyła dojść do kaplicy. Kiedy była o kilka kroków od wejścia, drzwi       otworzyły się z impetem. Zobaczyła…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Bogowie umarli. Dawno temu. Wszyscy. A może nigdy ich nie było? Madriel…jej         nie było nigdy. A te wszystkie szeptane ku niej modlitwy porywał wiatr         i niósł prosto do piekła…A może piekła też nie było?&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Smak krwi z przegryzionej wargi na chwilę ocucił Cinnamon.       Podniosła głowę i spojrzała na pozostałych. Nie mogła im już pomóc. Nie       jako kapłanka. Ale…wciąż byli jej towarzyszami. Wciąż czuła się za       nich odpowiedzialna.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Uciekajmy stąd! Natychmiast!".&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nigdy później Cinnamon nie potrafiła wytłumaczyć, jak udało im się wycofać       w mrok korytarza. Inni musieli coś zrobić. Guillermo, Tadhg, może Oshir,       zapewne Amelanchier…na pewno nie Matheney. Cinnamon widziała, jak       dziewczyna bezradnie opuszcza ręce, wzniesione do nakreślenia symbolu następnego       czaru, jak odwraca się i patrzy na nich pustym spojrzeniem osieroconego       dziecka. Ale i jej udało się uciec. Stali stłoczeni w neutralnej ciemności       korytarza, a kolejne drzwi zamykały się wokół nich z trzaskiem. Być może       ten korytarz był bezpiecznym schronieniem. A może pułapką. Albo ich grobowcem.       Ale przynajmniej przez chwilę nie uciekali, nie walczyli…stali po       prostu, usiłując podjąć jakąś decyzję. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pierwszy ciszę przerwał Tadhg. Z mściwością, jaką rzadko u niego słyszała,       powiedział powoli "Ja bym wrócił i &lt;i&gt;TO &lt;/i&gt;zabił…jak myślicie?". &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pomyślała, że ze strachu opuściła go resztka zdrowego rozsądku. I jeszcze,       że w całym Mithril nie ma tyle eliksirów leczących, żeby bez niej i bez       Matheney mogli choćby pomyśleć o powrocie do tej przeklętej sali. Wciąż       miała ściśnięte gardło i bała się, że jeśli spróbuje się odezwać głos ją       zawiedzie i rozpłacze się jak mała dziewczynka. A Thyme’a przy niej       tym razem nie było…Podniosła więc tylko głowę i z trudem spojrzała       nekromancie w oczy. Miała nadzieję, że Tadhg zrozumie. Że wyczyta z jej       rozszerzonych paniką źrenic jak z książki zaklęć cały jej strach, ból,       samotność, bezradność. Że jedyna jej myśl to położyć się tutaj, teraz,       na tej zimnej, wilgotnej podłodze i zasnąć. I nie obudzić się już. Nigdy.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zrozumiał. Przestraszyła się, że zrozumiał aż za dobrze. Nie spuszczając       z niej wzroku, wymamrotał "Słuchajcie, jednak powinniśmy stąd…"&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;NIE JESTEŚ SAMA.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt; &lt;/i&gt;Cinnamon zamknęła oczy. Znajome mrowienie mocy na koniuszkach       palców sprawiło jej nieomal fizyczną przyjemność. "Wracajmy"-       powiedziała wolno zimnym, obcym głosem, który zaskoczył ją samą. Wyciągnęła       do czarodzieja lewą dłoń, wierzchem w dół, jak zawsze, kiedy dobrowolnie       oddawała mu część swoich sił życiowych, aby wykorzystał je do obrony. Albo       do ataku.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Powoli, leniwie, zaczęła się uśmiechać.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;   ---------&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Z płytkiego, niespokojnego snu, wyrwał Cinnamon jęk śpiącego na posłaniu       obok Tadhga. Przestraszona, usiadła na łóżku i pochyliła się nad nekromantą,       obserwując uważnie jego napiętą twarz. Jęknął znowu. Tym razem udało jej       się usłyszeć "…on żyje…przeżył…gonić…".       A więc tej nocy poniekąd dzielą ten sam koszmar, czarodziej i ona. Westchnęła       i wierzchem dłoni przetarła piekące oczy. "Nie ma sensu przewracać       się do rana z boku na bok –sen i tak nie przyjdzie tej nocy" –pomyślała       zrezygnowana. Owinęła się szczelniej prześcieradłem i bezszelestnie przemknęła       do okna. Przez chwilę niewidzącym wzrokiem wpatrywała się w ciemność, a       potem usiadła na parapecie, podciągając kolana pod brodę. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zastanawiała się, jak mają zabić to…to cholerne coś, tego wampira       który nie umierał nawet wtedy, kiedy Cinnmamon nie wyczuwała od niego absolutnie       żadnej energii życiowej. Dzisiaj tam, na dole, nie miał prawa im uciec.       Była taka pewna, że go dopadli. Że zapłacił za to, co zrobił jej i Matheney,       najwyższą możliwą cenę. A jednak…&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Weszli do komnaty z planem na tyle szalonym, że po prostu musiał się udać.       Szczelnie opakowani we wszelkie im dostępne zaklęcia ochronne, tuż przed       wejściem otuleni własnoręcznie przez Cinnamon czarem, czyniącym ich na       cztery uderzenia serca  niewrażliwymi na wszelkie ataki wampira. Oczy       Cinnamon błyszczały jak płynna rtęć, kiedy oglądała wnętrze Banewarrens       przez mgiełkę zaklęcia &lt;i&gt;True Seeing&lt;/i&gt;, a przy jej głowie unosiła się       złocista strzała, utkana ze światła i modlitwy, starannie opleciona najpotężniejszym       czarem leczącym, jaki Cinnamon była w stanie rzucić. Tadhg, ze źrenicami       wielkości orzechów laskowych pod wpływem &lt;i&gt;Nethergaze&lt;/i&gt;, przygotowany       do rzucenia &lt;i&gt;Soul Blasta&lt;/i&gt;, dygotał cały jak w gorączce, pełen magii       i okruchów życia reszty towarzyszy,  którzy chętnie podzielili się       sobą z nekromantą. Amelanchier, prawdopodobnie nie na żarty przestraszony       stanem, w jaki dobrowolnie i nie bez przyjemności wprowadzili się na oczach       reszty drużyny  czarodziej i kapłanka, wpadł do środka pierwszy i       rozejrzał się wokół, w poszukiwaniu czegoś, czym mógłby zająć topór. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Raz. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tadhg wyprysnął pod sufit dokładnie w momencie, kiedy zza rogu wypadła       na nich spora grupa nieumarłych. Cinnamon wyciągnęła przed siebie rękę,       wysyczała zaklęcie &lt;i&gt;Zawrócenia&lt;/i&gt;. Amelanchier skoczył do przodu, wbił       topór w pierwszego nieumarłego, który nie zamarł pod wpływem zaklęcia kapłanki.       Spod sufitu popłynęła śpiewna inkantacja nekromanty. Opuszczając rękę,       Cinnamon obróciła się wokół własnej osi, wypatrując wampira…Nic.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Dwa.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Z korytarza dobiegł ich tupot stóp reszty towarzyszy, którzy mieli tam       spokojnie poczekać na ich powrót. Rozpłaszczony między ścianą a sufitem       czarodziej wyrecytował następną inkantację, wpatrując się w wymachujących       pod nim łańcuchami i korbaczami nieumarłych wzrokiem bazyliszka. Topór       Amelanchiera zatoczył szeroki łuk, ze świstem przecinając powietrze i metal       pancerza. Cinnamon zrobiła krok do tyłu i obrzuciła długim, uważnym spojrzeniem       kaplicę, w której ostatnio znaleźli wampira. O Madriel miłosierna! Na czterech       łańcuchach wokół ołtarza wisiało czworo…ludzi? w upiornej imitacji       naczyń wotywnych na kadzidło, podwieszanych zwykle pod kadzielnicami. PÓŹNIEJ!!       upomniała się surowo, stając w otwartych drzwiach kaplicy i oszczędnym       gestem głowy dając znać Tadhgowi, że tam także nie ma wampira.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Trzy. &lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zauważyła go w momencie, kiedy Guillermo i Matheney wpadali do komnaty.       Właśnie podnosił rękę, gotowy znowu cisnąć w nią zaklęciem. Tym samym co       poprzednio. Tylko, że tym razem Cinnamon była przygotowana. Dokończyła       swoją inkantację jednocześnie z wampirem i zwężonymi z zadowolenia oczyma       przyglądała się, jak jej strzała z całą mocą roztrzaskuje się na jego pancerzu       w oślepiającym rozbłysku, bezbłędnie wskazującym reszcie, gdzie znajduje       się ich główny cel podczas, gdy wampirze zaklęcie przesunęło się po niej       niczym jedwabny całun, nie czyniąc jej krzywdy. Z kąta Matheney przywołała       głośno moc Bogini. Kolejna zbroja ustąpiła pod potężnym ciosem topora krasnoluda.       Uchylając się przed zaciekłymi wymachami nieumarłych ramion, Tadhg cisnął       w wampira kolejną inkantacją…jeszcze raz, żeby zatrzeć wszelki ślad       po wampirze, jeszcze jedno zaklęcie. Cinnamon obliczała w myślach szanse       przeciśnięcia się w kierunku rannego czarodzieja, kiedy Guillermo złożył       się do ciosu i płynnym ruchem wyprowadził sztych w prawo. Wampir zawył       i rozpłynął się w połyskliwą, karmazynową mgiełkę. Cinnamon obrzuciła to,       co zostało z wampira wprawnym spojrzeniem kapłanki  i zamarła. To       niemożliwe! Takich obrażeń nic nie mogło przeżyć! Nic!... A jednak. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Cztery…&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Karmazynowa mgiełka rzuciła się do ucieczki korytarzem. "NIE! Trzeba       go dobić, on żyje!" –krzyk nekromanty odbił się echem w opustoszałych       korytarzach Banewarrens. Popatrzyli po sobie bezradnie. Gonić! Ale…jak?       Jak chwyta się mgłę? Jak zabija się chmurę? &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przegrali. Wygrywając jednocześnie potyczkę tutaj, w tej sali, z tymi       nieumarłymi, pozwolili uciec wampirowi, który przeciekł im przez oniemiałe       palce. Cinnamon rozprostowała ręce zaciśnięte w pięści tak mocno, że paznokcie       poraniły wnętrze dłoni. Obok niej z impetem wylądował Tadhg i popatrzył       w korytarz, w którym rozpłynął się wampir oczyma pociemniałymi z furii       i zawodu. Guillermo podszedł do nich bez słowa, zaciskając zęby w bezsilnej       złości. Amelanchier zawył dziko…właśnie…gdzie się podział krasnolud? "Kaplica" –rzucił       krótko Oshir.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Miał rację. Krasnolud był w środku. Z głuchym wyciem pędził główną nawą       w kierunku ołtarza, próbując umknąć upiornym, kościanym dłoniom, które       chciwie wysuwały się z podłogi pod jego stopami, starając się go pochwycić.       Niewiele myśląc, Cinnamon podniosła rękę. " AMELANCHIER!  DO       MNIE!" –popłynęło w przestrzeń władcze &lt;i&gt;Command&lt;/i&gt;. Kiedy       krasnolud przeciskał się z powrotem ku drzwiom wejściowym, kapłanka omiotła       całe pomieszczenie uważnym spojrzeniem oczu koloru rtęci. Odwróciła się. "Desakrowana       kaplica tego…czegoś. Część mocy czerpie z tych podwieszonych pod       kadzielnicami ludzi. Gdyby ich zabić…albo odpiąć niewykluczone, że       osłabiłoby to aurę. Jest ich czworo, więc może to ich szukamy. Uwaga na       podłogę –nałożony czar ochronny". Informowała zwięźle podczas,       gdy Oshir łapał Amelanchiera i dla jego własnego dobra przygważdżał do       podłogi do czasu, aż krasnoludowi wrócą zmysły, a Tadhg przelatywał w powietrzu       nad jej głową, mierząc kadzielnice taksującym spojrzeniem. "Aha! Za       ołtarzem jest jeszcze jeden nieumarły. Żłopie wodę z chrzcielnicy".       Jedną inkantację później rozległ się  nieprzyjemny, suchy trzask potężnego       wyładowania elektrycznego i okropny łoskot rozwalanej w drobny mak chrzcielnicy.       Następnie nekromanta zajął się odczepianiem ofiar spod kadzielnic. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Prawdopodobnie mogli zdziałać więcej. Poddać kaplicę staranniejszym oględzinom.       Zapuścić się w któryś z korytarzy. Ale cały ich poprzedni zapał rozwiał       się w połyskliwej, karmazynowej mgiełce. Więc wrócili, niosąc bardziej       niż prowadząc czworo uwolnionych z kaplicy nieszczęśników. W koszarach       oddali ich w ręce Lizetty, ignorując radosne piski dziewuszki, która w       wyniszczonych ofiarach wampira rozpoznała swoich zaginionych przyjaciół       i informując samą Lizettę na osobności o treści przeczytanej przez Tadhga       notatki, co wkrótce potem zaowocowało otoczeniem poszkodowanych naprawdę       staranną opieką natury niekoniecznie wyłącznie medycznej. I, noga za nogą,       rozeszli się do swoich kwater w zniechęconym milczeniu, żeby spróbować       odpocząć choć kilka godzin przed czekającą ich nazajutrz kolejną wyprawą       w głąb Banewarrens. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cinnamon drgnęła, słysząc szelest pościeli. Drewniana podłoga zaskrzypiała       cicho, kiedy za jej plecami stanął Tadhg.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie wiedziała jak długo trwali tak nieruchomo, w ciszy. Wreszcie nekromanta       wyciągnął dłoń i niezdarnie pogładził ramię kapłanki. "Dostaniemy       go, zobaczysz" - wyszeptał w rzednącą wokół nich ciemność.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p face="verdana" style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cinnamon nie umiała dziękować. Więc przechyliła tylko głowę i delikatnie       otarła policzek  o długie palce Tadhga, wciąż spoczywające na jej       ramieniu. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-3899129482492799091?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3899129482492799091'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/3899129482492799091'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/cinnamon-wyszeptaa-ostatnie-sowa.html' title='Psalm X.  Bogowie zimni jak kamień.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-4975527438133192619</id><published>2008-06-19T20:11:00.011+02:00</published><updated>2009-03-21T15:22:19.328+01:00</updated><title type='text'>Psalm IX. Tygrys czy dziewczyna?</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;&lt;span style="font-family:verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Łaska Madriel czy nie, genialne pomysły na ten kwartał się skończyły!"- Cinnamon bez wdzięku opadła na kamienną podłogę w pobliżu marmurowego ogona nieruchomego Pegaza, wyjęła z plecaka drugie śniadanie i zaczęła je jeść w zniechęconym milczeniu.&lt;/span&gt;&lt;/span&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zniechęcenie podszyte irytacją nie opuszczało jej od mniej więcej trzech       godzin, czyli od momentu, kiedy podjęli decyzję, że jednak wracają. Decyzję       nieprzemyślaną. Decyzję, która, jak podszeptywała Cinnamon zaalarmowana       intuicja, może kosztować ich życie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wyruszyli rano, pełni zapału i dobrych chęci. Yaeshla, uzupełniona o drugą       z trzech części, mamrotała sama do siebie z fałd płaszcza Cinnamon. Plan       był prosty: wchodzą, znajdują wejście do serca Banewarrens, odnajdują trzecią       część Yaeshli, dowiadują się od Yaeshli kompletnej, jak dokładnie wygląda       i gdzie się znajduje &lt;i&gt;Sealing Rod&lt;/i&gt;, którym mógłby zamknąć całą piwnicę,       ewentualnie ową wyżej wzmiankowaną różdżkę znajdują (dowiadując się przy       okazji, że wygląda zupełnie jak... różdżka!) i wtedy martwią się, co dalej.       Poranek zamienił się tymczasem w przedpołudnie, a ich zapał - w znużone       zniechęcenie. Okazało się, że muszą zacząć martwić się o to, co dalej jakby       wcześniej niż zamierzali. I z innych niż zamierzone powodów. Utknęli. Dosłownie       i w przenośni. W żaden sposób nie byli w stanie dostać się do serca Banewarrens.       Biegali w prawo, lewo, górę i dół. Opukiwali ściany i podłogi. Rzucali       jedno zaklęcie wykrycia magii za drugim. I nic.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wtedy byli jeszcze pełni wiary i nadziei, że jednak im się uda. I istotnie       - od razu w pierwszym obszukiwanym pomieszczeniu znaleźli ukryte drzwi.       Zamknięte na głucho i wyglądające na otwierające się z bardzo drugiej strony.       Tyle że... nie mieli pojęcia, gdzie się może znajdować owa druga strona.       Najprawdopodobniej tam, gdzie i oni chcieliby się znajdować. "Ano       nic - wrócimy tu później, kiedy dowiemy się czegoś więcej"- zdecydowali       dziarsko, z wiara i nadzieją w prawdę swoich słów i powodzenie misji. Z       taką samą wiarą i nadzieją Oshir złapał za klamkę zamkniętych drzwi, do       których w pewnym momencie dotarli. Nacisnął. Otworzył... Przeżył.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Oczom ich ukazał się pokoik. Albo raczej korytarzyk. Z częściowo metalową       podłogą. Oraz schodami na drugim krańcu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;W Guillermo, najprawdopodobniej pod przemożnym wpływem Cinnamonowego &lt;i&gt;Holy         Channel&lt;/i&gt;, trzymającego zdrowie chłopaka na kapłańskiej smyczy, obudził         się bohater. Ruszył tanecznym krokiem przez posadzkę. Piorun poraził         go tylko dwa razy ("No tak, metalowa posadzka") pozbawiając         go być może na chwilę tchu, ale nie naruszając w ogóle pasji eksploratorskiej,         która popchnęła go w kierunku schodów. Jeszcze szybciej go z nich zepchnęła         w momencie, w którym schody ujawniły ślisko-tłusto-lepką prawdę o naturze         swej przyczepności do stóp, dłoni oraz siedzeń potencjalnych kandydatów         na potencjalnych bohaterów. Parsknęli śmiechem, kiedy Guillermo stracił         równowagę i majestatycznie zaczął koziołkować ku elektryzującemu chłodowi         podłogi. Ułamki sekund później śmiech uwiązł im w gardłach. Mniej więcej         w połowie wysokości schodów ze ścian wysunęły się dwa ostrza i cięły         powietrze w miejscu, gdzie przed momentem znajdowały się stopy, lewa         dłoń... i chyba także lewa strona głowy oraz co najmniej jeden pośladek         Guillerma. Cinnamon stanęły przed oczami wspomnienia obowiązkowych zajęć         w prosektorium. Madame Lancet, jak ją wszyscy nazywali, przechadzała         się między stołami sekcyjnymi, a pozbawione emocji spojrzenie szarych         oczu przesuwało się po dłoniach adeptów. "Oddzielże to więzadło!...         Zdecydowanie tym skalpelem!- to prosektorium, a nie konkurs na eleganckie         jedzenie wróbla!" - komentowała od czasu do czasu niskim, zimnym         głosem, a adresat jej komentarza próbował bezskutecznie schować się za         właśnie oprawianym ciałem. Cinnamon nie przepadała za tymi zajęciami;         rozumiała jednakże ich celowość i z niewzruszonym spokojem cięła i patroszyła,         w nagrodę otrzymując całkowity brak komentarzy ze strony nauczycielki.         Czym innym było jednak rozważanie najszybszego i najczystszego sposobu         przeprowadzenia amputacji stóp, a zupełnie czym innym - oglądanie tejże         amputacji na wciąż jeszcze żywym, koziołkującym ciele niechętnego utracie         jakiejkolwiek części ciała towarzysza. Kiedy Guillermo w końcu klapnął         ciężko na podłogę, wciąż w jednym, poobijanym i przerażonym kawałku,         jej własnemu westchnieniu ulgi towarzyszyło jeszcze jedno, współbrzmiące         idealnie z jej własnym. Nie musiała się odwracać, żeby wiedzieć, że to         Tadhg, dysponujący zapewne w tym akurat względzie znacznie bogatszym         wachlarzem doświadczeń, skończył właśnie pośpiesznie kartkować w myślach         podręcznik "Zombie - złóż to sam". Kompletnie oszołomiony,         kompletny Guillermo zebrał się z podłogi i, nie przejmując się wyładowaniami         nie-atmosferycznymi, przydreptał do nich. "No to jak się tam dostaniemy?"-         zapytał ktoś i do Cinnamon dotarło, że pytanie wcale nie brzmi, CZY.         Zmusiła myśli do porzucenia pachnących formaliną wspomnień i skoncentrowała         je na odpowiedzi na pytanie JAK. Czynność owa zaowocowała kilka sekund         później wyjęciem z przepastnych kieszeni płaszcza Cinnamon mikstury,         pozwalającej nawet olbrzymom biegać po ścianach z chyżością i zwinnością         pająka, z całkowitym brakiem poszanowania dla zasad grawitacji. Ona i         Thyme na przykład... a, mniejsza o to! Kto by się tu nadał na tymczasowego         tragarza?... Chwilę później jej wzrok zatrzymał się na niedużej, praktycznie         kwadratowej postaci, która od pewnego czasu towarzyszyła im, poniekąd "na         złe i na złe"... Cinnamon zmusiła się do tego, żeby o nowym towarzyszu         nie pomyśleć "krasnoludek", ale "krasnolud". Krasnoludki         występowały, owszem, w podaniach elfów z Vera Tree; jednakowoż Cinnamon         jakoś nie wydawało się, żeby ktoś taki jak Amelanchier właśnie miał być         owym milusim, malusim szczaczem do mleka. "A więc..." –chrząknęła,         aby zagłuszyć usłużny podszept Guillerma "&lt;i&gt;Melu&lt;/i&gt;..." "Amelanchierze,         ta oto mikstura uczyni Cię zwinny... er... ejszym na jakiś czas. Czy         mógłbyś zatem uczynić nam tę uprzejmość i przenieść nas na druga stronę         tej pułapki poruszając się, zwyczajem pająków, po ścianie?". &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jakieś dziesięć minut sapania później, Amelanchier postawił ostatnią osobę       na podłodze za schodami. Podłoga, jak to podłoga - była zimna, kamienna       i urywała się znienacka. Guillermo dzielnie podreptał do owego miejsca       początku i zajrzał w dół. "Przepaść" - zadudnił Guillermo wprost       w rzeczoną przepaść. "No niemożliwe... w lochach przepaść!" -       zdumiał się uprzejmie Tadhg. "A może tędy się schodzi do serca tych       Banewarrens?" - wyraził nadzieję Amelanchier. "Jak to schodzi!?       Mieliśmy raczej wchodzić!" - zdenerwował się Oshir. "Ciekawe,       po co komu ten łańcuch, co tak w tę przepaść wisi z...ermm... Guillermo...       może w górę popatrz?"- ton Cinnamon płynnie przeszedł z zadumy w zatroskanie.       Popatrzyli wszyscy. Pięć par oczu powędrowało powolutku w górę łańcucha       i zatrzymało się na dyndającej nad ich głowami zbroi. Takiej jakiejś magiczno-czarnej       zbroi. Którą z wolna, acz konsekwentnie, zaczynał wypełniać sobą duch. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Yyy" - pierwszy przerwał ciszę Guillermo. "Dzień dobry!" Chłopak       zaczął się cofać ku towarzyszom, powstrzymując się zapewne od dygnięcia       przed zjawą.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No i się zaczęło. Nadspodziewanie szybko i płynnie duch przeszedł od fazy       zalotów ("A jak się nazywasz? A co tu robisz?") do fazy pokazywania,       kto tu rządzi (wiadomo - on; w każdym razie w zakresie zasięgu emitowanych       fal dźwiękowych). Duch mianowicie roześmiał się, jakby zobaczył coś bardzo       śmiesznego (bo po prawdzie trochę tak było; zobaczył przed sobą bandę frajerów,       którzy ujrzawszy go, doszli do bezrozumnego i całkowicie pozbawionego podstaw       logicznych wniosku, że tak sobie miło z duchem pogwarzą chwil kilka i oddalą       się, nie niepokojeni ani nie zatrzymywani przez nic i nikogo). No i Guillermo       osiwiał. A także tak jakby skurczył się w sobie i pomarszczył. Inni też       nie wyglądali najlepiej. Ale zanim Cinnamon zwerbalizowała przychodzącą       jej do głowy myśl ("Uciekajmy!"), duch część z nich przestraszył.       Tak bardzo, że rzucili się do panicznej ucieczki po śliskich schodach i       metalowej podłodze, niepomni morderczych ostrzy ani też możliwości oberwania       piorunem. Pozostali uśmiechnęli się cokolwiek głupio w stronę ducha i z       pewną dozą ostrożności, przestraszeni bardziej z własnej inicjatywy niż       wskutek sztuczek Nawiedzonej Zbroi, rozpoczęli odwrót.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Może zabrzmi to nieprawdopodobnie oraz mało wiarygodnie, ale przeżyli.       Jakoś. Wszyscy. Siedząc na kawałku bezpiecznej, kamiennej podłogi, szacowali       straty. Przyjrzawszy się wszystkim uważnie i oceniwszy potrzeby, Cinnamon       jedyny nauczony dzisiaj czar Restoracji rzuciła na Guillermo. Zmarszczki       wygładziły się natychmiast, włosy odzyskały kolor, a sam Guillermo jakoś       tak się wyprostował i przestał ślinić. "No, to teraz leczymy!" -pomyślała.       Nie zdążyła jednak rozpocząć inkantacji, kiedy Tadhg zerwał się na równe       nogi z okrzykiem "Moja laga!". Chwilę zajęło zdezorientowanej       kapłance zrozumienie, że brak rzeczonej lagi może i był zwerbalizowanym       odkryciem poczynionych przez ducha spustoszeń, ale dotyczył wyłącznie pustych       rąk nekromanty. "Muszę wrócić!" - gorączkował się Tadhg na ich       niedowierzających oczach. Wątpliwości co do poczytalności czarodzieja zostały       rozwiane chwilkę później. Przez Cinnamon. "To się da zrobić" -       kapłanka wstała i wyjaśniła, że po rzuceniu przez nią następnego zaklęcia       nie będzie miał dużo czasu. Więc niechaj się, na litość Madriel, pośpieszy.       Tu Cinnamon przymknęła oczy i przywołała ten okruch mocy Bogini, który       pozwalał jej zazwyczaj powstrzymywać marsz hord nieumarłych istot. Kiedy       tylko poczuła mrowienie na karku i w czubkach palców, skanalizowała całą       tę energię w wytworzenie specyficznej, magicznej tarczy ochronnej. Aż zakręciło       jej się w głowie... otworzyła pociemniałe oczy i siłą woli pchnęła tę tarczę       w stronę Tadhga, oblepiając nią szczelnie nekromantę. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"Idź! Pospiesz się!"&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pobiegł posłusznie, a ona niecierpliwie liczyła uderzenia serca, przez       jakie zaklęcie uczyni go odpornym na wszystkie rodzaje magicznych ataków,       którymi duch może prześladować. Kiedy po chwili usłyszała nekromantę klarującego       duchowi, jak to "oni pójdą sobie stąd jak najszybciej, a on - wręcz       przeciwnie, będzie dyndał na tym łańcuchu jak upiorna, eteryczna szynka       przez wieczność i jeszcze dłużej. I zgadnij, kto tu z kim wygrywa! O!" -       zrobiło jej się zimno ze strachu. Niemniej w sekundę później odgłosy szarpanego       łańcucha oraz wrzasków i złorzeczeń ducha, których żaden normalny śmiertelnik       raczej by nie przeżył sprawiły, że Cinnamon odetchnęła z ulgą. Istotnie,       po krótkiej chwili zdyszany Tadhg, już nie nieustraszony pogromca duchów,       ale zwyczajny czarodziej ze swoim &lt;i&gt;Necromantic Staff&lt;/i&gt; w ręce, wyłonił       się zza rogu. Ścigało go, stłumione na szczęście przez grube ściany Banewarrens,       potępieńcze wycie.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"To co - wracamy i próbujemy jutro, co?" - taka propozycja wydała       się Cinnamon jedyną w tej sytuacji rozsądną. I, ku jej zdumieniu, została       poparta. Ruszyli raźno ku wyjściu.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I wszystko byłoby dobrze, gdyby nie ustawiona przy wejściu eskadra apteczek       polowych. Oraz zadziorna dziewczyna o imieniu Matheney, która pozdrowiła       ich imieniem Madriel, uśmiechnęła się promiennie do Oshira i powiedziała,       że została do nich tak jakby przydzielona. Nieufność ich wszystkich wobec "nowej" została       rozwiana w okamgnieniu, kiedy na wieść o ujemnych skutkach spotkania z       duchem panna wyciągnęła z kieszeni różdżkę. I poczęła ową różdżką usuwać       spustoszenia poczynione przez upiora. A odźwierni paladyni - leczyć (w       przeciwieństwie do kapłanki używając do tego celu nie różdżek, a własnych       dłoni). W tej sytuacji odnowiona i wyleczona drużyna postanowiła wrócić...       Bez odpoczynku. Bez weryfikowania dostępnych czarów (a z miny Tadhga Cinnamon       wnosiła, że nekromanta byłby sobie w stanie wyobrazić lepiej skomponowaną       z ich obecnym położeniem listę zaklęć). Bez namysłu. I wbrew wcześniejszym       ustaleniom.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No i wrócili. Z pomysłem może nawet i niezłym. Odszukać i wypytać konstrukta,       którego Dannar pozostawił, aby konserwował i naprawiał mechanizmy tego       podziemia. Odszukali, a jakże. Dokładnie tam, gdzie był ostatnim razem.       Jednak ta część ich przedsięwzięcia, na którą składało się wypytywanie       oraz nieco więcej wypytywania miała się nigdy nie odbyć. Ktoś ich ubiegł.       Był tu przed nimi. I starannie, zadając sobie wiele trudu, rozłożył maszynę       na części pierwsze. Oraz, jakby się tak dobrze przypatrzyć, części drugie       i trzecie. Wszystkie części zostawił ów ktoś jak się wydaje na miejscu,       jak puzzle rozmiarów jednego konstrukta, za których poprawne ułożenie czeka       nagroda w postaci odkrycia, że brakuje tylko jednego elementu. Małego,       maciupeńkiego elementu. Bez którego nie da się go uruchomić. Ani odzyskać       ani grama jego wiedzy o tym miejscu. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No cóż, szukajcie a znajdziecie - jak powiada stare przysłowie krasnoludów       (chociaż ono akurat odnosiło się zdaje się do ziemniaków). Posuwając się       zgodnie z ową starożytną maksymą wzdłuż ścian, z nosem przy podłodze, z       oczyma utkwionymi w suficie (chociaż nie wszystkie te czynności wykonywane       były naraz), odkryli drzwi w ścianie. Niestety -pomysłowy konstruktor znowu       nie przewidział udogodnień w postaci klamki, zamka, zawiasów czy jakiegokolwiek       innego punktu zaczepienia. Przeklinając na czym świat stoi wykonawcę drzwi       i tłumacząc w prostych, żołnierskich słowach co zrobiłby z autorem oraz       wykonawcą kontraktu na prace budowlane w tym akurat kazamacie, gdyby ich       tylko dostał w swoje ręce, Oshir zabrał się do wymyślania jakby tu owe       drzwi otworzyć, nie tracąc palców, oczu i innych, zapewne potrzebnych części       ciała. Reszta zaś z różnym skutkiem usiłowała Oshirowi w tych zmaganiach       pomóc. Wreszcie ktoś spojrzał w górę. I zapytał nieśmiało "Słuchajcie...       co ten sufit tutaj taki brudny jest?". Pięć par oczu, w tym dwie kapłańskie       i jedna nekromantyczna, powędrowały w górę, ku sufitowi. Spojrzały. A spod       sufitu spojrzała na nich ciemność. Z gatunku tych czarno-atramentowych,       absolutnie ciemnych i absolutnie magicznych Ciemności. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cinnamon nabrała powietrza. Przywołała moc Madriel. Bez wiary w sukces       skreśliła w powietrzu skomplikowany wzór zaklęcia rozpraszającego magię,       starannie wymawiając słowa inkantacji... udało się! Ciemność znikła, a       ich oczom ukazał się prawdziwy sufit, kilka metrów nad tym, co za sufit       dotychczas uważali. Oraz zwieszająca się z sufitu do wysokości połowy pomieszczenia       drabina. Wszystko pięknie... tylko po co komu drabina od sufitu do nikąd? &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tadhg postanowił zbadać naturę zjawiska. Wymamrotał zaklęcie i wzniósł       się w powietrze. Podleciał pod sam sufit. "Jest dźwignia!" -       wrzasnął z góry. "To ją porusz!"- odwrzasnęli natychmiast, uciekając       co prędzej z pomieszczenia. Nie, żeby nie lubili nekromanty, czy też życzyli       mu rychłej śmierci; po prostu ich własne życia były im jakby bliższe i       droższe. A Tadhg?&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;A Tadhg poruszył dźwignię. I wtedy jednocześnie stały się trzy rzeczy:       sufit z potwornym łoskotem runął w dół, odmawiające dotychczas Oshirowi       współpracy ukryte drzwi otwarły się z impetem, a nekromanta wywrzeszczał       inkantację teleportacji i zniknął w rozbłysku światła. I to jeszcze zanim       okazało się, że sufit zatrzymuje się bezpiecznie na poziomie normalnych       sufitów. "No patrzcie państwo!" - z zainteresowaniem wymruczał       tymczasem Oshir, majstrując przy jednej z cegieł w ścianie koło wejścia       do komnaty. "To się TAK otwierało!".&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kiedy Tadhg, przydreptawszy pracowicie z okolic wejścia był znowu z nimi,       ruszyli na rekonesans stojących teraz otworem dla ich pasji eksploratorskiej       przestrzeni za drzwiami. Krótki, wyłożony kafelkami korytarzyk miał wilgoć       na ścianach. Słoną wilgoć. "A więc wszystkie drogi prowadzą do akwarium" -       pomyślała ze zgrozą Cinnamon, starając się nie poślizgnąć w kałużach wody       na podłodze. Korytarz rozszerzał się w pustawą, pogrążoną w półmroku komnatę.       Jedyne znajdujące się w niej drzwi prowadziły do śluzy, najprawdopodobniej       przy akwarium. Cinnamon westchnęła, bezskutecznie starając się odepchnąć       od siebie jedyną logiczną myśl, która sama się nasuwała: droga do serca       Banewarrens jednak prawie na pewno musiała prowadzić przez akwarium. Tymczasem       Tadhg najwyraźniej zainteresował się posągiem nimfy, ozdabiającym to pomieszczenie.       Przez chwilę usiłował odczytać mała tabliczkę umieszczoną pod posągiem.       Wreszcie, zniecierpliwiony, uderzył w nią zaklęciem czytania magii. I tabliczka       natychmiast skwapliwie ujawniła czarodziejowi strzeżony dotychczas sekret. "&lt;i&gt;Estalada&lt;/i&gt;" -       powiedział nekromanta cicho. "Ciekawe - imię własne czy zaklęcie?       A może tylko część zaklęcia?".&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wreszcie wyszli z tego pomieszczenia i skierowali się do jedynego w całym       Banewarrens azylu... a przynajmniej za takie należałoby je uważać wobec       uczucia spokoju i opieki, jakie spływało na Cinnamon ilekroć przestąpiła       jego próg. Na miejscu nekromanta spróbował otworzyć magicznie zapieczętowane       drzwi przy użyciu nowo pozyskanego hasła.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kim nie byłaby Estalada, raczej nie zajmowała się otwieraniem ukrytych       drzwi. Ponieważ te tutaj pozostały szczelnie zamknięte, pozostawało uznać,       że &lt;i&gt;Estalada &lt;/i&gt;nie jest ani kluczem, ani wytrychem.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I tak utknęli tutaj, między kamiennym Pegazem a równie kamiennym Dannarem,       jedząc kanapki (jeśli ktoś je ze sobą wziął) i oddając się ponurym rozważaniom,       co dalej (tych wszyscy mieli świeży zapas). Cinnamon, która od początku       tej wycieczki bez mapy i przewodnika próbowała wykrzesać z Yaeshli jakieś       strzępy informacji o tym miejscu, powoli zaczęła rozważać możliwość przerobienia       byłego sztyletu, a obecnie rodzaju laski, na parasolkę. Taką damską, frymuśną       parasolkę z falbankami i w ogóle. Świetnie pasowałaby do... A potem Tadhg       oderwał wzrok od wciąż zamkniętych drzwi i, przerywając rozważania Cinnamon       na temat kruchej acz fascynującej materii damskiej mody, zdecydował: "Chrzanić       - idziemy po maga, który nam te drzwi otworzy prostym, pozbawionym finezji       i elegancji zaklęciem otwierania drzwi." Chętnie porzucili swoje niewesołe       rozmyślania i pobiegli za Tadhgiem do wyjścia, gdzie na sześć jednobrzmiących,       acz hałaśliwych, głosów zażądali sprowadzenia maga, obeznanego w podstawach       magicznej ślusarki.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Maga, a jakże, sprowadzono. Nie wyglądał co prawda na obeznanego w podstawach       czegokolwiek, ale Cinnamon przyzwyczajała się z wolna do tego, że magowie       nader często nie wyglądają. Poprowadzili pryszczatego, wymądrzającego się       kandydata na maga ku drzwiom. Chłopię spojrzało, odęło się, poczerwieniało       z wysiłku, zamachało rozpaczliwie rękoma i dokładnie w chwili, w której       Cinnamon nastawiła się na oglądanie widowiska w postaci rozpękającego się       niczym ropucha niedoszłego czarodzieja, drzwi z głuchym puknięciem ustąpiły       pod naporem magii. Nieletni mag otworzył oczy i popatrzył na nich chełpliwie,       a Cinnamon z trudem zapanowała nad chęcią powiedzenia mu, że gdyby ilość       opanowanych zaklęć była wprost proporcjonalna do ilości posiadanych pryszczy,       to ten tutaj przypadek miałby najprawdopodobniej w małym palcu całą zawartość       Wielkiej Biblioteki w Da’arn. "Odprowadźcie go do wyjścia" -       poprosiła zamiast tego, spoglądając w kierunku Amelanchiera i Oshira. A       następnie zwróciła cała swoją uwagę ku obecnie otwartym drzwiom prowadzącym,       jakże nietypowo dla tego miejsca, do małej komnatki, zajmowanej obecnie       przez sapiącego i postękującego Guillerma oraz kamienną płytę w podłodze,       będącą adresatem owych sapnięć i stęknięć.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kiedy już unieśli płytę, stłoczyli się wszyscy w małej komnatce gapiąc       się w dół, na wiodące gdzieś ku środkowi ziemi zejście, drabinkę oraz wodę       na ścianach i podłodze. "Em... to ja może pójdę" - zadeklarował       dzielnie Guillermo. "Oshir - ubezpieczaj mnie". Nie dając Oshirowi       wielkich szans na odmowę, dziarsko ruszył w dół.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;"W porządku - możecie schodzić" - kilka chwil później zadudniło       ku nim spod ziemi Guillermowe zapewnienie. Więc zeszli, aby na własne oczy       przekonać się, że owo "pod spodem" zawiera dwa elementy: dyndający       z sufitu nadspodziewanie dobrze zakonserwowany, żelazny łańcuch z wyjątkowo       jak na taki łańcuch eleganckim, srebrnym kółkiem na końcu oraz, kilka metrów       przed nimi, wyjście. Dokąd owo wyjście prowadziło nie zdążyli się jednak       przekonać. Całą ich uwagę zaprzątnęły, jak zwykle zresztą, możliwe zastosowania       łańcucha. Po porzuceniu myśli, że może tam na górze dynda sobie wciąż przez       Tadhga rozwścieczona Nawiedzona Zbroja postanowili sprawdzić w najprostszy       sposób - pociągając. Jak postanowili, tak zrobili. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Z początku wydawało im się, że nic się nie dzieje. Potem wyszkolone ucho       Oshira zaczęło wyłapywać odległy dźwięk. Klik..klak..klik..klak. "Słuchajcie,       to trzeba sprawdzić" - mruknął. "Ty tu Guillermo stój i ciągnij,       a my się dowiemy, do czego też to ciągnięcie prowadzi". Przez moment       Cinnamon miała wrażenie, jakby Tadhg chciał wyjaśnić współtowarzyszom,       do czego może prowadzić ciągnięcie w ogóle i w szczególe jednakże, przygryzłszy       tylko wargi, pośpiesznie popędził z innymi na górę. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Podjęte przez nich w trybie natychmiastowym, zakrojone na skalę dwóch       lub trzech pomieszczeń i jednego korytarza czynności sprawdzające ustawiły       ich wreszcie podekscytowanym rządkiem przed otwierającymi się i zamykającymi       w gładkiej jeszcze przed chwilą ścianie drzwiami. "Guillermo! Przestań       ciągnąć i chodź tu zobacz, coś narobił!" - wrzasnął Oshir. Od strony       nekromanty dobiegło kapłankę zduszone parsknięcie. Cinnamon podjęła jeszcze       jedną, rozpaczliwą próbę wyduszenia czegokolwiek z Yaeshli. Niemniej jednak,       zgodnie z jej rozczarowanymi oczekiwaniami, artefakt miał do zaprezentowania       im oraz światu jedynie pogłębiającą się amnezję. Stłumiwszy odruch zablokowania       Yaeshlą otwartych drzwi Cinnamon, niepomna na urażone protesty, upchnęła       ją bezużyteczną głową w dół do kołczanu i wraz z innymi zajrzała do rozciągającego       się przed nimi, krótkiego korytarzyka. Korytarzyka zupełnie, ale to zupełnie       pustego, jeśli nie liczyć stojącego sobie niewinnie na jego końcu parawaniku.       Któremu to parawanikowi Matheney postanowiła zaaplikować zaklęcie wykrycia       magii. Przecież to nie może zaszkodzić!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Zaszkodziło. I to jak zaszkodziło. Matheney wymruczała inkantację i oślepła.       Dosłownie. I Cinnamon, i Tadhg widywali już takie przypadki. Wyjątkowo       potężne przedmioty magiczne i artefakty potrafią oślepić wykrywającego       ich magię. Na szczęście stan ów był całkowicie przejściowy. Tymczasem Guillermo       skradał się już ku parawanowi. A nuż coś czai się za nim, gotowe schwytać       ich wszystkich w śmiertelną pułapkę jak tylko się zbliżą? &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pomylili się. Pomylili się wszyscy. Za parawanem nie czaiło się nic. To,       co ich dosięgło, wyprysło z podłogi za Guillermem w chwili, gdy na wyścigi       radzili mu nie wpatrywać się w cudny, kolorowy wzór. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niewyobrażalna, obdarzona wolą i świadomością masa lodowatego powietrza       zaatakowała Guillermo. Próbował się bronić... ale jak zranić mieczem powietrze?       Oshir doskoczył z drugiej strony i zaatakował z mniej więcej tym samym       rezultatem. Cinnamon przez ułamki sekund rozważała - atak czy leczenie       towarzyszy. Działając w zgodzie ze swoim powołaniem, wybrała to drugie.       Wyciągnęła dłoń... Wróg uderzył, kiedy była w połowie inkantacji, pozbawiając       ją tchu, zdzierając skórę z palców. Jej niedokończone zaklęcie spłynęło       ku ziemi i wsiąknęło w kamień posadzki, nigdy nie dosięgając Guillerma.       Próbowała odskoczyć, licząc na to, że jeśli się odsunie na wystarczającą       odległość, będzie w stanie leczyć towarzyszy... Kolejne uderzenie... Cinnamon       zachwiała się, teraz już nie na żarty przerażona. Nie mieli szans. Po prostu       nie mieli szans. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Skłębiona masa powietrza zawirowała z wściekłym, prawie ludzkim rykiem       i, nabierając prędkości, ruszyła na nich. Oshir... Amelanchier... Matheney...       kiedy Cinnamon poczuła, jak lodowate zimno zamyka się wokół niej, a wściekły       wiatr szarpie jej suknię i włosy skoncentrowała się na rzuceniu czaru leczącego.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie udało jej się. Słowa inkantacji porwała szalejąca wichura, a Cinnamon       boleśnie uderzyła w ścianę, kiedy tornado z zawrotną szybkością przesuwało       się korytarzami Banewarrens, unosząc ich coraz dalej od Tadhga i Guillermo.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-4975527438133192619?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/4975527438133192619'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/4975527438133192619'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/aska-madriel-czy-nie-genialne-pomysy-na.html' title='Psalm IX. Tygrys czy dziewczyna?'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-2294449416395092874</id><published>2008-06-19T20:11:00.009+02:00</published><updated>2009-03-21T15:11:26.644+01:00</updated><title type='text'>Psalm VIII. Porozmawiać z echem.</title><content type='html'>&lt;div style="text-align: justify;"&gt;&lt;span style="color: rgb(102, 0, 0);font-size:100%;"&gt;&lt;i style="font-family: verdana;"&gt;&lt;br /&gt;Thyme, en'nii,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Czy pamiętasz pachnące lawendą wieczory w Vera Tre, kiedy         siadaliśmy na starej huśtawce, a Ty wprawiałeś ją w ruch siłą woli upewniwszy         się uprzednio, że faktycznie rzuciłeś na nas oboje zaklęcie lewitacji?         Huśtawka wznosiła się i opadała coraz gwałtowniej, a pęd wiatru rozwiewał         nam włosy i różowił policzki. W pewnym momencie przestawałeś używać jakichkolwiek         metod wprawiania jej w ruch. Po prostu siedzieliśmy na niej usiłując         nie spaść tak długo, jak się dało, trzymając się kurczowo lin, na których         zawieszona była na drzewie wiedząc, że od tej chwili jej ruch nie jest         już zależny od nas... Aż do momentu gdy jedno z nas traciło równowagę         i spadało z huśtawki, powoli dryfując w stronę ziemi, a drugie ze śmiechem         rzucało się głową w dół, w powolnej pogoni za uciekinierem.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Mniej więcej tak właśnie czuję się teraz. Z tą tylko różnicą, że nie         mam pojęcia kto, ani dlaczego tę nową huśtawkę rozbujał. No i nikt nie         był łaskaw rzucić zaklęcia lewitacji - a Madriel świadkiem, że bardzo         przydałby się parasol bezpieczeństwa...&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Początek znasz chyba lepiej niż ja, bo to Ty powiedziałeś mi, że Tadhg         próbował się zabić. Od tego czasu sypia w moim pokoju. To tak z chwilowego         braku lepszych pomysłów. A poza tym.... Gdzie by tu zacząć? Wiem, wiem;         prawie Cię słyszę, jak z tym swoim krzywym uśmieszkiem mruczysz: "A         może by tak od początku, Cinn? Pomysł, jakkolwiek może Ci się wydać iście         rewolucyjny, może się okazać zadziwiająco poręczny w zakresie różnorakich         zastosowań lingwistycznych...". Rzecz w tym, że początek miesza         się z końcem i z godnym lepszej sprawy uporem powraca w miejsce, gdzie         jeszcze niedawno znajdował się środek. Więc może zacznę od beholdera.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Beholder. No wiesz - potwór nieomalże mityczny, od ciotki Parstley         różniący się ilością oczu i umiejętnościami kulinarnymi - a raczej, poza         smażeniem, całkowitym ich brakiem... Taki otóż beholder do niedawna zamieszkiwał         mglisto-bagniste przestrzenie planu Quaan, będąc jednym z jego architektów.         No cóż - spieszę donieść, że więcej realizacji ów architekt mieć nie         będzie ani w tym planie, ani nigdzie. Albowiem zabiliśmy go... jakoś.         W jego własnej wieży. Z dwoma stratami własnymi (Couatl, który spotkał         nas pod wieżą beholdera i oddał swoje życie mszcząc pomordowaną rodzinę         i Nester, który z niezrozumiałych dla mnie do chwili obecnej przyczyn         postanowił sprawdzić, jak się ginie na pierwszej linii). Potem przeszukaliśmy         wieżę i w trakcie tego przeszukiwania...&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cinnamon odłożyła pióro i westchnęła, pocierając nasadę nosa palcem wskazującym.       Od zawsze, kiedy komunikowała się z Thyme, używała alternatywnych metod       przekazu. Po prostu lepiej jej się do niego myślało niż mówiło. Poza tym,       co tu dużo mówić, Cinnamon należała do tych osób, które myślą obrazami,       prawie nie używając słów. Rozmowa, jakkolwiek niewątpliwie bywała użyteczna,       zabawna i miewała swoje bardzo pozytywne strony, nie była w stanie w żadnym       wypadku oddać w krótkim czasie ogromu wszelakich wrażeń, spostrzeżeń, obserwacji       i doznań, jakie od tamtego popołudnia stały się udziałem Cinnamon. Jakże       u licha opisać strach który nią szarpnął w momencie, gdy uświadomiła sobie,       że pokój nad nimi wypełnia beholder, na spotkanie z którym byli zupełnie,       ale to zupełnie nieprzygotowani? Nadzieję pojawiającą się w momencie, gdy       Tadhg rozwalił te przeklęte lustra w jego komnacie? Niedowierzanie, z jakim       patrzyła na Gabriela dosłownie rozłupującego stworzenie na pół? No i zdumienie       zmieszane w równych proporcjach z rozbawieniem i irytacją, kiedy nieokiełzana       pasja eksploratorska.. no dobra: zwykła chciwość, zabarwiona elementami       eksploratorskimi z zakresie lokalizacji owych skarbów bezcennych martwego       beholdera zupełnie bez ostrzeżenia dokonała nieoczekiwanej wymiany osobowości       Guillermo, Oshira i samej Cinnamon, wtłaczając każdą z nich w przypadkowo       wybrane ciało innej z trzech wyżej wymienionych osób. Ku swojemu niesmakowi,       Cinnamon dowiedziała się jak to jest mieć owłosione nogi i brak wcięcia       w pasie. Za to Guillermo skorzystał na tej wymianie znacząco; od tamtej       pory Cinnamon przyłapała go co najmniej dwa razy na tym, jak zaciekle piłował       sobie paznokcie, ukryty w jakimś ciemnym zakamarku przed oczyma wścibskich       towarzyszy. Zanim ich osobowości powróciły do ciał, w których się ukształtowały,       Cinnamon dowiedziała się jeszcze jednej rzeczy. Otóż kiedy postanowiła       użyć swojej magii leczącej, Oshir...nie, Guillermo! poprosił ją, żeby tego       nie robiła. Jej oburzone zdumienie wkrótce zamieniło się w zdumienie przerażone,       kiedy Guillermo odciągnął ją na bok i pokrótce opisał naturę swoich obaw       co do używania przez Cinnamon...albo kogokolwiek, znajdującego się choćby       przez krótką chwilę w jego ciele, magii dowolnego rodzaju. "No pięknie!" pomyślała       wtedy z niesmakiem. "Demon z grzechotki zawarł pakt z Guillermo, a       ceną ma być jego dusza. Takie są właśnie opłakane skutki nielicencjonowanego       obrotu zabawkami dla dzieci do lat dwóch...". Na całe szczęście powtórne       szarpnięcie towarzyszące wyzwalaniu zaklęcia, przerzucającego ich osobowości       pomiędzy ciałami bez ładu i składu, za to wydawałoby się, z jakąś bezrozumną       satysfakcją wybawiło ją od konieczności dalszego zajmowania się tematem „Grzechotka       w ręku Guillermo”aż do czasu, kiedy w miarę cali i jako tako zdrowi       (przynajmniej na ciele), znajdą się powrotem w Mithril.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cinnamon spojrzała w okno. Z niechęcią pomyślała o ucieczce z Quaan. O       nadciągającej na ich spotkanie armii. O mającym ich przenieść z powrotem       do domu zaklęciu, rozproszonym zanim jeszcze na dobre oderwało się od koniuszków       jej palców. O Guillermo, w panice próbującym użyć jeszcze raz paktu do       uratowania im wszystkim skóry (okazało się, że pakt jakoś nie chce zadziałać       bez grzechotki). I o Tadhgu, używającym cudownego w dosłownym tego słowa       znaczeniu pierścienia, dzięki któremu wszyscy wylądowali z powrotem w ich       własnym świecie z dodatkowym efektem w postaci wskrzeszenia gdzieś po drodze       Nestera. Gdyby nie ten pierścień...ach, nieważne. Ważne, że przeżyli. A       przeżywszy dowiedzieli się, że oto w Mithril przebywa komisja z Hollowfaust,       mająca za jedyne zadanie udowodnić Tadhgowi Mhic Draodoirowi, że nie nadaje       się do pełnienia zaszczytnej funkcji ambasadora czegokolwiek. Takie przynajmniej       wrażenie odniosła, obserwując egzamin. Część pisemna - to rozumiała. To       było oczywiste. Podobnie jak sine cienie pod oczami nekromanty po nieprzespanej,       spędzonej w bibliotece nocy. O poranku egzamin został wyskrobany piórem       na pergaminie. Następna część egzaminu także należała do tych bardziej       dla Cinnamon oczywistych. Zagadki logiczno-słowne. Pomagali nekromancie       razem z Guillermo jak mogli najlepiej. Cinnamon bawiła się przy tym całkiem       nieźle, dopóki zarozumiałe babsko o nazwisku odnoszącym się do niewłaściwej       części ciała (o, Cinnamon znała co najmniej dwa bardziej odpowiednie!)       nie uparło się, że ich dobra odpowiedź wcale dobra nie jest. Niech tam       babon gada, co chce. Ona i tak wiedziała, kto miał rację. Chwała Madriel,       Tadhg zdał i tak; chociaż na jego miejscu bardziej by się z ową wszechwiedzącą       babą wykłócała. Część trzecia okazała się dla Cinnamon w najwyższym stopniu       nużąca. Siostra Tadhga - zaklęcie, ona - kontrzaklęcie rozproszenia magii.       Jedno za drugim. Brak w tym było finezji, brak polotu, brak jakiejkolwiek       inwencji twórczej. No ale cóż - to egzamin na ambasadora a jak powszechnie       wiadomo, polityka nie muszą cechować ani finezja ani polot, a inwencja       twórcza bywa czasami w najwyższym stopniu niepożądana. Tak czy siak - i       tę część nekromanta zaliczył. A Cinnamon patrzyła na jego roześmianą siostrę,       która podnosiła ręce w jednej inkantacji za drugą, celując w Tadhga jednym       i tym samym zaklęciem (choć ona, zdaje się, nie starała się o stanowisko       ambasadora... dziwne...). I ogarniał ją coraz większy smutek. Myślała o       swoim bracie. O tym, jak wiele miesięcy temu wyjechał z Mithril chyłkiem,       cichaczem, bez pożegnania, pozostawiając po sobie kubek niedopitej czekolady       (oboje mieli słabość do gorącej czekolady) i zapach jaśminu i jałowca.       I o tym, jak nie odezwał się do niej jednym słowem od tak dawna, nie dał       znaku życia, nie przysłał listu. Cinnamon wiedziała dobrze, że Thyme żyje       i ma się nieźle; bezbłędnie wiedziałaby od razu, gdyby stało mu się cokolwiek       złego. Wiedziała również, że pamięta o niej i że interesuje się jej losem.       Od kiedy zniknął bez pożegnania, przyśnił jej się dwa razy. W obu przypadkach       wiedział mnóstwo o niej i jej towarzyszach. Zadziwiająco dużo, jak na osobę       nieobecną. A czego nie wiedział - dopytał. Jednak.... Cinnamon była przyzwyczajona       do nagłych zniknięć Thyme'a i jego równie nagłych pojawień się. Do jego,       oględnie rzecz ujmując, braku wylewności. Oboje bardzo cenili sobie niezależność.       Jak koty, lubili chadzać własnymi ścieżkami, nie zaczepiani przez nikogo,       bez ograniczeń, bez potrzeby odpowiadania na pytania "Gdzie? Po co?       Z kim? Dlaczego? Na jak długo?". Tyle, że Cinnamon nigdy nie musiała       tych pytań zadawać. Ona po prostu znała odpowiedzi na nie, zanim zdążyłaby       pomyśleć nad ich sformułowaniem. Doprowadzała zawsze matkę do rozpaczy,       komunikując znienacka przy obiedzie: "Na pojutrze potrzeba będzie       więcej tego ciasta. Thyme wraca koło południa i przywozi gościa" i       kwitując wzruszeniem ramion następujące potem nieodmiennie pytania matki,       skąd to wie. Jak miała wytłumaczyć, skąd wie? To tak jakby tłumaczyć skąd       się wie, jak śpiewać albo rzucać czary. Nie wie się, że się wie. Aż pewnego       razu zaczyna się to robić, i już się wie. I tyle. Proste jak droga do Mithril. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No więc dobrze - tęskniła za nim. Za jego ironią, sarkazmem i poczuciem       humoru. I... Cinnamon, czas się do tego przyznać! - miała nadzieję, że       może brat pomoże jej połapać się we wszechogarniającym szaleństwie wokół.       Znaleźć odpowiedzi na zbyt wiele pytań, które ostatnimi czasy ją nurtowały.       I wyśmiać jej obawy, upodabniając je tym samym do zdegradowanego potwora       spod łóżka, skazanego onegdaj na wieczność w zapomnianym mroku dziecinnego       pokoju. A niech to siedem piekieł pochłonie; Thyme, gdzie się podziewasz?!       Może istnieje jakieś proste zaklęcie wykrycia starszych braci? Takie, od       którego rzucenia niekoniecznie puszcza się krew z nosa, a nagle zmiękłe       kolana nie odmawiają posłuszeństwa na podmokłym brzegu jakiegoś egzaminacyjnego       bajora? Swoją drogą, Cinnamon do chwili obecnej nie rozumiała, jak szanowna       komisja mogła za przedmiot czwartego egzaminu obrać ponurą, wymarłą wioskę       oraz jej, poniekąd również wymarłych, mieszkańców i oczekiwać od egzaminowanego       wykazania się jakże finezyjną i subtelną umiejętnością wyszukania i zlikwidowania       dwudziestu sztuk nieumarłych w ciągu godziny. Doprawdy! Gdyby nie skoncentrowana       w jednym miejscu negatywna energia, wytrącająca kleryczkę z równowagi,       można by pomyśleć, że czwarta część egzaminu na ambasadora Holloufaust       to nic innego jak przechadzka po wsi w poszukiwaniu śmietany... może śmierdzącej       i niekoniecznie najświeższej, fakt, ale za to przecież prosto ze wsi. Tak       czy siak - Tadhg zdał, były gratulacje i "ależ panie Ambasadorze", "cała       przyjemność po mojej stronie, panie Dziekanie" oraz "to zaszczyt       dla mnie, pani Profesor", a wszystko to na tle wioski, w której znaleźli       i odesłali precz więcej nieumarłych, aniżeli od nich oczekiwano. No i oczywiście,       zapowiedziano uczczenie tego na bankiecie. "Świetnie!" - myśli       Cinnamon popłynęły ku tacom z kandyzowanymi owocami i kruchymi ciasteczkami,       ku misom z sałatkami, ku wonnemu winu i nie mniej wonnym serom, ku muzyce,       plotkom, zapachowi perfum i jej nowej, wrzosowej sukni z dekoltem wystarczająco       głębokim, żeby zgorszyć co bardziej bogobojnych mieszkańców Mithril. Jednak       zanim ten obraz zdążył nabrać kształtów i kolorów w jej wyobraźni, gdzieś       z zakamarków pamięci jak diabeł z pudełka wyskoczyła Gehimin i jej deklaracja       pomocy Tadhgowi, jak tylko upora się on z egzaminami. Z uścisków i uśmiechów       komisji oraz zapieczętowanego pergaminu w ręce świeżo upieczonego ambasadora       wnosić należało, że uporanie owo stało się faktem. Czas więc najwyższy       odwiedzić Gehimin. Cinnamon westchnęła i klepnęła w ramię rozpromienionego       nekromantę, mrucząc pod nosem: "Pożegnaj się z Państwem, Tadhg, na       nas już czas". No i poszli do pokoju Gehimin. Cinnamon zapukała. Gehimin       otworzyła drzwi i odsunęła się, gestem zapraszając ich do środka. Weszli.       Oczy Cinnamon napotkały niepewne spojrzenie siedzącego na dywanie Guillermo. "Oj,       zły zestaw zaklęć jak na taki czworokącik" - pomyślała z troską Cinnamon.       Natychmiast zdała sobie sprawę, że pomocy zaklęć, dostępnych obydwu kleryczkom       potrzebują zarówno Tadhg, jak i Guillermo. Zrobiła krok do przodu, łapiąc       za rękę spłoszonego nekromantę, który, interpretując obecność Guillermo       w pokoju Gehimin najwyraźniej jedynie w całkowicie w tym momencie niewłaściwym,       damsko-męskim kontekście, zaczął niepewnie wycofywać się ku drzwiom mamrocząc       nonsensy w rodzaju: "My nie w porę... to może my później przyjdziemy...". "To       jaki mamy plan?" - Cinnamon spokojnie wysłuchała odpowiedzi Gehimin.       Przy fragmencie o szukaniu pomocy i protekcji bogów przy wędrówce w nieznane,       jaką ostatecznie miał tego wieczora odbyć Guillermo, lewa brew madrielitki       poszybowała nieznacznie w górę. No, ale przecież nie od dziś było doskonale       wiadomo, że bogowie wspierają, hołubią, rozpieszczają i chronią bohaterów       miasta Mithril... prawda? "No, to kiedy idziemy?" - zagaiła ze       swadą Cinnamon. "Zaraz" - odparła Gehimin i zamaszystym gestem       zdjęła z wieszaka pelerynę sygnalizując tym samym pozostałej trójce, że       żarty się skończyły. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Poszli w miasto. Gehimin bezbłędnie wyszukiwała drogę wśród krętych uliczek,       gwarnych, wielobarwnych targowisk, oddziałów straży, prostytutek (jakoś       te dwa wyżej wymienione zjawiska wydawały się z etnosystemie miasta Mithril       występować jedynie łącznie), bezpańskich psów i zakładów usługowych. Aż       wreszcie, z miną spiskowca, zapukała do drzwi niczym nie wyróżniającego       się od innych domów. Otworzyła wyglądająca jak wiele innych kobieta. Rozpoznawszy       Gehimin skinęła im głową i szerokim gestem zaprosiła do środka. Potem każdemu       z nich wskazała jego pokój i jego prześ...szatę. Do przebrania się w. Cinnamon       przebrała się w białe giezło, podczas gdy jej wątpliwości zamiast szeptać       jej do ucha wrzeszczały unisono, głosem trąby mithrilskiej, sugerując w       nader niewybrednych słowach natychmiastową ucieczkę z tego dziwacznego       miejsca a następnie, wciąż zastanawiając się nad odwieczną zagadką "Co       ja tutaj robię?", podążyła za resztą do piwnicy. Piwnica była, jak       na piwnice, całkiem przytulna. Oraz ciepła. Oraz poświęcona, co dziwnym       zrządzeniem losu Cinnamon wcale, ale to wcale nie podniosło na duchu. Usiadła       z pozostałą trójką za stołem... wyjątkowo okrągłym, wyjątkowo wzorzystym       i wyjątkowo okultystycznym stołem. Z sceptycyzmem przyglądała się Gehimin,       która najwyraźniej postanowiła skontaktować się osobiście z mającym im       służyć radą, pomocą i wstawiennictwem bóstwem. Dodajmy - bóstwem bardzo,       ale to bardzo yin, więc lepiej by było, żeby ani Tadhg, ani Guillermo,       - tak profilaktycznie i na wszelki wypadek się nie odzywali. Z tym słowami       Gehimin wprowadziła się w trans dokładnie w momencie, kiedy Cinnamon zaczęła       zadawać na głos pytanie, kto w takim razie z owym bóstwem będzie rozmawiał.       Odpowiedź przyszła nadspodziewanie szybko. Bóstwo pojawiło się w pokoju,       oparło szczupłą, wypielęgnowaną dłoń na ramieniu Gehimin i zagadnęło uprzejmie,       co też za pilna sprawa odrywa je od aktualnych, o niebo ciekawszych zajęć.       Cinnamon popatrzyła na Guillermo, którego zabawy z grzechotką stanowiły       de facto odpowiedź na tak postawione pytanie. Puste spojrzenie chłopaka       i jego nieobecny wyraz pobladłej twarzy nie wróżyły najlepiej wkładowi       intelektualnemu, jaki mógłby on wnieść do tej rozmowy. Następnie kapłanka       przeniosła wzrok na Tadhga, który również mógłby mieć interes w zadaniu       bóstwu paru pytań... Jednak świeżo upieczony ambasador Hollowfaust w mieście       Mithril studiował skomplikowany wzór pokrywający blat stołu z takim natężeniem,       jakby lada moment miała ona ujawnić jego oczom odpowiedź na wszystkie dręczące       go pytania i wątpliwości. "No tak - w przeciwieństwie do mnie, ci       dwaj mają interes w rozmowie z bóstwem. A wygląda na to, że to ja będę       musiała mówić. Cóż, widać posiadanie interesu bywa odwrotnie proporcjonalne       do umiejętności prowadzenia inteligentnej rozmowy" - pomyślała Cinnamon       do siebie a potem, już do bóstwa: "Witaj. Ten tu Guillermo potrzebuje       pomocy." W kilku krótkich, prostych myślach postarała się przekazać       bóstwu wszystko to, czego dowiedziała się od Guillermo w wieży beholdera       i kilka godzin temu, w pokoju Gehimin. Bóstwo wysłuchało, a jakże. Następnie       intensywnie zainteresowało się na krótką, aczkolwiek brzemienną w skutki       chwilę Tadhgiem. A wkrótce potem bóstwo skoncentrowało się na możliwościach       udzielenia pomocy Guillermo, jak dobry przedsiębiorca wymieniając cenę       za swoja pomoc (bo nic i nigdy, na żadnym ze światów, nie jest za darmo;       wszystko i wszyscy mają swoją cenę, nawet bóstwa i bogowie). Usłyszawszy,       o jaką walutę chodzi, Cinnamon w rozbawieniu uniosła brwi, zerkając to       na Tadhga, to na Guillermo. Z pewnych względów Guillermo nie mógł być jednak       brany pod uwagę jako... dłużnik tej tyleż skomplikowanej, co zabawnej transakcji.       Pozostał więc Tadhg. Przez dłuższą chwilę w milczeniu przetrawiał pomysł.       A potem odpowiedział, zadziwiając zarówno samo bóstwo, jak i zupełnie nie       spodziewającą się po nekromancie takiego rodzaju odpowiedzi Cinnamon. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I w taki oto sposób kapłanka Madriel odbyła jedną z najokropniejszych       wypraw w swoim życiu. Sama podróż przez czas i brak przestrzeni, choć w       najwyższym stopniu nieprzyjemna, nie była jeszcze najgorsza. Najgorsze       było to, co Cinnamon ujrzała w celu ich podróży. Czego doświadczyła...&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Niecierpliwie potrząsnęła głową. O nie - o tym nie będzie myśleć. Ani       dzisiaj, ani jutro. Najchętniej wcale. Dość na tym, że w jej nową mantrę "wracajmy,       wracajmy, WRACAJMY, wracajmy zaraz, teraz, JUŻ!" wdarło się rytmiczne       pociąganie za rękaw. Od wczesnego dzieciństwa Cinnamon nie lubiła, kiedy       ciągnięto ją za rękaw. Nie lubiła do tego stopnia, że ta znienawidzona       czynność była w stanie popchnąć jej myśli z dowolnie wybranego toru ku       autorowi owego garderobianego faux pas. Tak też stało się i w tym przypadku.       Porzucając swoją nowo wymodloną mantrę i wydobywając się tym samym z błogosławionego       stanu niewiedzy i otępienia, Cinnamon popatrzyła ze złością na dłoń Tadhga       na rękawie jej sukni, podążyła oczami wzdłuż ramienia ku jego oczom.. i       zmartwiała. Zbyt dobrze znała bowiem wyraz, goszczący obecnie w najlepsze       na jego twarzy, a obwieszczający całemu światu z Cinnamon na czele: "Nudzę       się! To idzie za wolno. Trzeba coś z tym zrobić." No i zrobił. Zanim       zdążyła się na dobre rozprostestować, że to przecież głupi pomysł, że w       życiu im się nie uda zabić tego grzechotkowego potwora a nawet, jeśli jakimś       cudem by im się to udało, to zabijanie go w jego własnej siedzibie i jego       własnym świecie równać się będzie zemście całej osieroconej przez niego       populacji, że ona jeszcze nie chce umierać i że Tadhgowi też w sumie to       odradza, pierwszy Vampiric Touch nieomalże pozbawił ją tchu. Machinalnie       wyszeptała formułę zaklęcia leczącego. Ledwie skończyła - znowu inkantacja       i znowu piekielny ból w trzymanym przez Tadhga w kleszczowym uścisku ramieniu.       Leczenie. Vampiric Touch. Leczenie. Vampiric Touch. Leczenie. Vampiric...       Jakieś trzynaście zaklęć później nekromanta poczuł się niezwyciężony. Puścił       jej ramię i zanim zdążyła się jeszcze bardziej przestraszyć, wykrzyczał       inkantację aż nazbyt dobrze jej znanego zaklęcia prosto w senny koszmar       Guillerma. "Już po nas" - pomyślała i przymknęła oczy, podświadomie       kuląc ramiona w oczekiwaniu na rykoszet, który położy kres snom Tadhga       o potędze.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kiedy chwilę później otworzyła jedno oko chcąc ocenić straty, zobaczyła       Guillermowego prześladowcę rozpływającego się w oniemiały niebyt, nietkniętego       Guillerma, bóstwo, z iście stoickim spokojem zbierające lustro, służące       do tej pory jako środek komunikacji stworzenia z Guillermem ("No tak,       z deszczu pod rynnę - a raczej pod brak rynny" - mimochodem przebiegło       Cinnamon przez myśl). I Tadhga, promieniejącego jak słońce w zenicie, upojonego       własną mocą... oraz ledwie żywego po wpakowaniu większości własnej i cudzej       życiowej energii w to, co jeszcze przed chwilą było groźnym przeciwnikiem. "Możemy       już wracać?" - zapytała z nadzieją. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;I wrócili. A razem z nimi wróciły wszystkie wątpliwości, pytania, rozterki,       zagadki... Towarzyszące im w drodze powrotnej bóstwo swobodnie podpłynęło       do Tadhga i rozwiodło się nad naturą jego problemów samobójczych, podsuwając       im gotową odpowiedź na pytanie "Dlaczego tak się dzieje?". Odpowiedź,       która wcale nie spodobała się Cinnamon. Jak to - Tadhg jest kopią? Czyją?       Od kiedy? Odpowiedź na to jedno jedyne pytanie, zamiast wyjaśnić wątpliwości,       wywabiła z mroków nieświadomości dziesiątki innych pytań, popychając Cinnamon       w stronę zdezorientowanego zadziwienia, okraszonego sowicie niewiedzą. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;No więc - myśli Cinnamon wypełniają po brzegi pytania i wątpliwości. Tadhg       niewątpliwie nadal potrzebuje pomocy. Niewątpliwie pomocy magicznej. I       to magii nie tego rodzaju, jakim ona włada. Tadhga trzeba poddać działaniu.       Najpewniej zaklęcia. Prawdopodobnie zaklęcia Legend Lore. A jedną z nielicznych       osób, które owym Legend Lore władały na każde żądanie był właśnie Thyme. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Jej wzrok powędrował w dół, ku w połowie zapisanej karcie pergaminu. Nie,       nie będzie tego wszystkiego opisywać. Strata czasu i pergaminu. Zamiast       tego Cinnamon wzięła nową kartę i napisała:&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;"Thyme, en'nii,&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Potrzebuje Cię... Po prostu.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;Cinn.&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;&lt;i&gt;P.S.: Od kiedy interesują Cię książki kucharskie? Twoje ostatnie zamówienie         kosztowało mnie 35 sztuk złota... C."&lt;/i&gt;&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Cinnamon starannie zwinęła list, zalakowała go i napisała na froncie "Thyme       Cayenne". Po czym zawahała się. No i... co dalej? Gdzie mu to wysłać?       Przecież nie do Vera Tre, gdzie go nie ma? Pomyślawszy chwilę, uśmiechnęła       się triumfalnie. Oczywiście! Jak mogła nie pomyśleć o tym od razu!&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wstała od biurka gasząc lampę, przy której pisała i skierowała się prosto       do łóżka po drodze sprawdzając czy Tadhg śpi. Spokojny, równomierny oddech       upewnił ją, że tak. Wobec tego wyślizgnęła się z sukni i szczelnie owinęła       prześcieradłem w swoim własnym łóżku. Kilka minut później już spała, oddychając       głęboko, a pod jej powiekami zaczęły przesuwać się obrazy... beholder...       ucieczka z Quaan... egzamin Tadhga... wizyta u Gehimin... wypielęgnowane,       wąskie dłonie bóstwa... Wszystkie te obrazy, jeden po drugim, jak ćmy,       odrywały się od jej zamkniętych powiek i szybowały w senny niebyt, gdzie       spotykają się światło i cień, ku snom Thyme'a, gdziekolwiek się teraz znajdował. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-2294449416395092874?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/2294449416395092874'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/2294449416395092874'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/hyme-ennii-czy-pamitasz-pachnce-lawend.html' title='Psalm VIII. Porozmawiać z echem.'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-529122016198359435</id><published>2008-06-19T20:10:00.005+02:00</published><updated>2009-03-21T15:12:44.160+01:00</updated><title type='text'>Psalm VII. Sen, mara, bóg... wiara?</title><content type='html'>&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;Cinnamon spała. Co więcej - śniła. W sposób wyprany z jakichkolwiek emocji,       jakby oglądała świat z wygodnego miejsca pasażera; nie komentując, nie       ingerując, tylko patrząc. Śniła o Planie Cienia, o grzechotce Guillerma,       o księżycowej poświacie. O paladynach z Mithrill, rozstępujących się przed       nią w pełnym szacunku milczeniu, kiedy prowadziła trzyosobowy kondukt żałobny       wynoszący ciało Tadhga z tego miejsca bez początku i końca. I o czymś jeszcze,       co wyczarowało na jej twarzy uśmiech. A potem, po ścieżce otwartej przez       jej śniące ja, przyszedł do niej Thyme. Usiadł naprzeciw niej i połaskotał       w policzek . "Cinn, en’nii - opowiadaj." Poprosił łagodnie       głosem zbyt wysokim jak na głos mężczyzny i zbyt niskim jak na głos kobiety.     Jej własnym głosem.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Więc oparła mu głowę na ramieniu, przymknęła oczy i opowiadała. A on słuchał.       Czasami zadawał pytania. Wtedy ona odpowiadała. Albo i nie. A potem, wiele       uderzeń serca później, Thyme powiedział "Siostrzyczko... ten wasz       nekromanta... Tadhg?" - skinęła głową, tak daleka od zaskoczenia jak       statystyczny paladyn od kierowania się rozsądkiem. "On... pokażę Ci       coś." Delikatnie ucałował jej czoło, a ona zobaczyła krew... całe       wiadra krwi na pościeli, w której leżał nieprzytomny, choć wciąż jeszcze       żywy, nekromanta, z podciętymi z chirurgiczną precyzją oboma nadgarstkami. "Odratowali       go. Ale drugi raz może im się nie udać. Co z tym zrobisz?" pocałował       ją jeszcze raz, tym razem w policzek, najwyraźniej zostawiając ją sam na       sam z tym pytaniem.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Wtedy się obudziła. Nie było to powolne dryfowanie ze snu w jawę, jakie       zazwyczaj jej się przydarzało, kiedy promienie wschodzącego słońca urządzały       sobie zabawę w tar’ton na jej wciąż zamkniętych powiekach. Otworzyła       oczy i usiadła na łóżku, całkowicie przytomna. Chwilę zajęło jej przeanalizowanie       możliwości aktualnego miejsca pobytu Tadhga. "Ogród" - mruknęła       dziesięć sekund później. Odrzuciła prześcieradło i wstała, kierując się       na zewnątrz. W drzwiach zawróciła; coś jej podpowiadało, że naga elfka       z tatuażem... a, mniejsza o to!, maszerująca energicznie w kierunku ogrodu,       może stać się tematem numer jeden przy śniadaniu w koszarach. Owszem, bardzo       lubiła być tematem numer jeden. Zwłaszcza przy śniadaniu. Ale raczej nie       w koszarach. I nie w sytuacji, gdy zdania miałyby być wypowiadane w trzeciej       osobie liczby pojedynczej. Narzuciła na siebie suknię i z rozmachem otworzyła       drzwi na korytarz.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Tak jak przypuszczała, siedział w ogrodzie. Na kamiennej ławce po drzewem       to’d’rai, z książką na kolanach, z niewidzącymi oczami skierowanymi       w przestrzeń przed sobą. Podeszła bezszelestnie i usiadła obok niego. Czekała,       aż zauważy jej obecność. Jakieś pięć minut później - całkiem nieźle jak       na człowieka, tak sobie jak na czarodzieja - zdał sobie wreszcie sprawę       z jej towarzystwa. Odwrócił głowę i popatrzył jej w oczy. Odpowiedziała       mu spokojnym spojrzeniem, a potem wyciągnęła ku niemu dłonie. "Mogę?"... &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Powoli odwijała z bandaży jego szczupłe nadgarstki. Z wprawą obejrzała       blizny po cięciach, przesuwając po nich opuszkami palców. "No no,       Panie Mhic Draodoir, fachowiec z Pana..." Podniosła głowę, by z zadowoleniem       zauważyć cień bladego uśmiechu w szarozielonych oczach. A potem zadała       mu pytanie, które musiała zadać. I wysłuchała odpowiedzi, której się nie       spodziewała.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Przez dłuższą chwilę siedzieli w milczeniu. Potem z wahaniem wyciągnęła       rękę i pogłaskała ramię nekromanty. "Tadhg... widzę dwa wyjścia. Na       następny miesiąc...może dłużej. Albo przestaniesz w ogóle sypiać, albo       wstawisz łóżko do mojego pokoju." Popatrzyła mu w oczy bez cienia       uśmiechu, żeby się upewnić, że dobrze zrozumiał jej intencje... a raczej       ich całkowity brak. "Potem zobaczymy." Wstała z ławki ruszając       przed siebie. Przeszła kilka kroków i przystanęła wyczuwając zdezorientowanie       Tadhga, wciąż siedzące bez ruchu na ławce, z nieczytaną książką na kolanach. "Ruszże       się, Tadhgu Mhic Draodoir" rzuciła przez ramię, wprost w to zdezorientowanie. "Mamy       świat do uratowania po śniadaniu." &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify;"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p face="verdana" style="color: rgb(102, 0, 0); text-align: justify;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Kiedy w końcu huk spadającej z kolan książki poinformował ją, że Tadhg       wstał z ławki, nie oglądając się przed siebie pomaszerowała wprost do swojego       pokoju. Zaraz pójdą ratować świat - tylko może wcześniej Cinnamon założy       buty. I pomaluje rzęsy.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div class="blogger-post-footer"&gt;&lt;img width='1' height='1' src='https://blogger.googleusercontent.com/tracker/7121243146378130653-529122016198359435?l=cinnamoncayenne.blogspot.com' alt='' /&gt;&lt;/div&gt;</content><link rel='edit' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/529122016198359435'/><link rel='self' type='application/atom+xml' href='http://www.blogger.com/feeds/7121243146378130653/posts/default/529122016198359435'/><link rel='alternate' type='text/html' href='http://cinnamoncayenne.blogspot.com/2008/06/cinnamon-spaa.html' title='Psalm VII. Sen, mara, bóg... wiara?'/><author><name>Beata</name><email>noreply@blogger.com</email><gd:image rel='http://schemas.google.com/g/2005#thumbnail' width='16' height='16' src='http://img2.blogblog.com/img/b16-rounded.gif'/></author></entry><entry><id>tag:blogger.com,1999:blog-7121243146378130653.post-7143762878510172763</id><published>2008-06-19T20:09:00.004+02:00</published><updated>2009-03-21T15:14:26.362+01:00</updated><title type='text'>Psalm VI. Jaśmin i siewna kolendra.</title><content type='html'>&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;Schodzili ze wzgórza.&lt;br /&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Pionowe źrenice Cinnamon rozszerzyły się, z wolna przyzwyczajając się       do iście hollowfaustowskich ciemności panujących na Planie Cienia. Rzeczy       wokół były... nierzeczywiste. Płaskie. Ani dwu, ani trójwymiarowe - płaskie       i wyprane z barw. Głuchy dźwięk ich kroków przepadał bezpowrotnie w szarej       trawie, zanim jeszcze na dobre zabrzmiał w ich uszach. &lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Spojrzała w prawo. To, co jeszcze przed chwilą było drzewem, okazało się       kupą kamieni. Zrujnowany murek - krzakiem jałowca. Potrząsnęła głową, usiłując       siłą woli wepchnąć rzeczy we właściwą perspektywę i odpowiednie dla nich       kształty. Udało się. Znowu tylko drzewo i murek. Ale na jak długo? Obejrzała       się z obawą na pozostałych, idących za nią gęsiego z nadzieją, że doprowadzi       ich wprost na cmentarz. A jeżeli... Jeszcze raz potrząsnęła głową i zmusiła       stopy do szybszego marszu w nieznane.&lt;/span&gt;&lt;/p&gt;&lt;div style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);"&gt;     &lt;/div&gt;&lt;p  style="text-align: justify; color: rgb(102, 0, 0);font-family:verdana;"&gt;&lt;span style="font-size:100%;"&gt;Nie wiedziała, jak długo szli. Mogła to być godzina lub tydzień; po raz       drugi w życiu stra
